Jego cząstka jest ze mną na zawsze - rozmowa z Pawłem Hadyńskim, ojcem Bartka, który odszedł dwa lata temu

Bartek skradł serca wielu osób. Był przykładem męskiej, twardej walki z nieuleczalną chorobą. Jego historia przyciągnęła uwagę tysięcy osób na Facebooku, otworzyła serca setkom ludzi, uwrażliwiła na cierpienie, dała lekcję pokory i kilka życiowych wskazówek. Wielu z nich niezwykle mocno przeżyło Jego śmierć.Wielokrotnie otrzymałem słowa podziękowania, a nawet zachwytu i uznania, że nasza historia przewartościowała ich podejście do życia i miała wpływ na zmianę zachowań w stosunku do najbliższych.

Zobacz film: "Pierwszą śmierć zapamiętuje się na zawsze"

Cieszę się bardzo, że przyjechałeś do Radziejowic na nasze męskie spotkanie. Wiem, że decyzja była trudna i długo się zastanawiałeś…

Tak. Takie spotkanie to dla mnie rozdrapywanie ran, przywoływanie wspomnień, tęsknota i płacz. Zresztą… Wszyscy mogli to zobaczyć na miejscu, w chwili, gdy nadeszła moja kolej przedstawiania się. Nie potrafiłem poskromić emocji, pojawił się drżący głos i łzy. Ciężko było wypowiedzieć te pierwsze słowa…

Dużo nam wtedy opowiedziałeś. Dziękuję bardzo za to…

Walczę i pracuję nad tym codziennie. Stawiam czoła takim sytuacjom i widzę po sobie, że staję się coraz bardziej odporny – coraz częściej, dłużej i dogłębniej mogę wracać i mówić o naszej historii. Pamiętam wciąż te chwile bardzo mocno – pierwsza diagnoza lekarska po badaniu TK i MR, operacja, OIOM, druga wznowa choroby… i śmierć Bartka. Wtedy przez kilkanaście dni nie mogłem wypowiedzieć słowa…

Teraz możesz…

Teraz nie unikam i nie odmawiam takich rozmów – szczególnie, gdy mogę kogoś wesprzeć, pocieszyć, przekazać cenne wskazówki dotyczące terapii, a także dodać otuchy, opowiadając o tych szczęściarzach, którzy pokonali chorobę – przeszli najcięższe leczenie i są zdrowi.

Czy ten nasz wyjazd fundacyjny coś Ci dał?

Jestem otwarty na nowe doświadczenia, spotkania, na poznawanie, dotykanie i przeżywanie. Wybierając się do Radziejowic, miałem nadzieję, że będę mógł coś dać od siebie – uśmiech, siłę, optymizm, nadzieję lub przekazać jakiekolwiek porady czy wskazówki. Nigdy nie znalazłem się w tak wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej jak ci faceci – w sytuacji osób, od których w każdej chwili – przez długie, długie lata – zależy życie ich ciężko chorych dzieci. Dla zwykłego człowieka jest to niewyobrażalne.

*Myślę, że Waszych historii nie można porównywać. Nie da się porównać tego, kto ma trudniej, gorzej, straszniej…

No tak… Można powiedzieć, że ja całą ich drogę przeszedłem z Bartkiem „szybkim krokiem”– radość narodzin, diagnoza ciężkiej choroby, skomplikowane badania, operacje, OIOM, wyczerpujące leczenie, pozytywne i tragiczne wiadomości, strach, bezradność, walka i łzy… Dotarłem nawet o kilka kroków dalej – informacja o pełnym wyzdrowieniu, następnie agresywna wznowa choroby, zakończenie leczenia, tygodnie śpiączki, hospicjum i śmierć dziecka…

Paweł Hadyński, fot. Radek Polak
Paweł Hadyński, fot. Radek Polak

To ogromnie dużo…

Wiesz… W Radziejowicach to się trochę rozczarowałem, ponieważ na miejscu spotkałem silnych i energicznych facetów: pełnych radości życia, z pasjami, marzeniami, od których to ja sam mogłem nabrać „mocy ducha”, natchnienia, wiedzy, doświadczenia i wiary w lepsze jutro. Oczywiście po bliższym poznaniu i rozmowach dało się wyczuć pewną niemoc, żal i smutek…

Minęło ponad półtora roku od momentu, gdy Bartuś odszedł. Jak mija ten czas?

Jest ciężko. I łatwiej nie będzie… Bartek jest ze mną w każdej sekundzie, minucie i godzinie mojego życia. I wcale nie chcę odsyłać Go „na chmurkę”. Może jest to trudniejsza filozofia życia – taka wciąż z nim niż bez niego – ale w tym przypadku nie chcę wybierać drogi na skróty. Nie robię tajemnicy z mojego podejścia do życia, ale dopiero moi bliscy przyjaciele, ci, którzy spędzą ze mną trochę czasu, mogą to dostrzec. Czasem zadają pytanie: dlaczego? Co mi daje pielęgnowanie wspomnień? Dlaczego chcę przeżywać obrazy przeszłości?

To chyba nie jest nic niewłaściwego. Każdy musi przeżyć tak trudne sytuacje na własny sposób. A dlaczego Ty właśnie w taki?

Po prostu czuję, że inaczej nie potrafię. I nie chcę. Wiem, że tylko w taki sposób powracam do równowagi, do normalnego funkcjonowania. Z Bartkiem byłem na dobre i na złe, był ze mną i jest nadal w każdym czasie i każdym miejscu. Snuliśmy wspólne plany – wytyczaliśmy kierunki podróży, odwiedziny miejsc i znajomych na całym świecie. Niestety choroba spowodowała, że nie udało się ich zrealizować… Bartek nie zdążył przeżyć swojego życia. Wierzę, że jakaś cząstka Jego pozostała ze mną i dlatego wszędzie Go ze sobą zabieram. Pokażę Mu życie i cały świat!

Jaka była historia choroby Bartusia?

Bartek zachorował, będąc siedmiolatkiem. W październiku 2011 roku, po przeprowadzonych badaniach, potwierdzono, że w mózgu znajduje się duży guz o wymiarach 5x5 cm. Konieczna była pilna operacja… Guza nie udało się usunąć w całości, a wyniki badań potwierdziły najgorsze diagnozy: rzadki nowotwór złośliwy – choroid plexus carcinoma. Bartuś został poddany kilkunastu cyklom chemioterapii, radioterapii, a także przeszedł kolejne, skomplikowane operacje głowy. Po jakimś czasie powrócił jednak do pełni sił – szkoły, zabaw, jazdy na rowerze... Nie można było poznać po nim jakichkolwiek śladów przebytej choroby, a my, rodzice, uwierzyliśmy, że jest zdrowy.

Trudne pytania dzieci - śmierć
Trudne pytania dzieci - śmierć

Pytania dotyczące rzeczy ostatecznych pojawiają się około piątego roku życia dziecka. Maluchy wówczas...

zobacz galerię

Ale nie trwało to długo…

Niestety, po niecałych dwóch latach od zakończenia leczenia, podczas rutynowej kontroli, u Bartka wykryto 5 nowych, nieoperacyjnych przerzutów choroby. Synek został skierowany na intensywne i bardzo wyczerpujące leczenie chemioterapią całodobową, a następnie radioterapię. Aby ratować jego życie, przeprowadziliśmy rozmowy z najwybitniejszymi specjalistami i wieloma klinikami w Europie i na świecie. Duża szansa pojawiła się w Stanach Zjednoczonych, gdzie są stosowane nowe, niepraktykowane w Europie metody leczenia. Uzyskaliśmy akceptację na przeprowadzenie leczenia Bartka ze strony szpitali w Stanach, a jednocześnie zgodę i wsparcie ze strony polskich lekarzy.

Nie udało się Wam jednak polecieć do Stanów.

Wszystko było gotowe i wydawało się, że choroba jest opanowana na tyle, że uda się polecieć na dalsze leczenie do Stanów. Niestety… W pewnym momencie nastąpił gwałtowny zwrot naszej sytuacji – kolejne badania wykazały intensywny atak nowotworu: liczne przerzuty w nowe obszary głowy i ciała. Nasz synek z dnia na dzień z w pełni świadomego, rezolutnego, bystrego dziecka stał się obłożnie chory, a po kilku dniach przyjmowania leków przeciwbólowych zapadł na wiele tygodni w śpiączkę. Nasze plany związane z leczeniem w USA zostały dosłownie pogrzebane w ostatnich godzinach przed zakupem biletu lotniczego, ponieważ stan Bartka stał się zbyt poważny.

Tak, pamiętam ten moment, gdy zadzwoniłeś do mnie i powiedziałeś, że w ciągu tygodnia chcecie wylatywać do Stanów…

Wierzyliśmy mocno, że to się uda, ale Bartek zapadł w śpiączkę…

Pamiętam też tę Waszą wiarę – do samego końca, że Bartek wyzdrowieje.

Przez kilkadziesiąt kolejnych dni nie opuszczała nas wiara w wyzdrowienie Bartka. Nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że może być za późno na ratunek… Teraz, z perspektywy czasu, myślę, że chyba ta nasza wiara, optymizm i ofiarna walka utrzymywały Go przy życiu. Był to czas, gdy komórki nowotworowe namnażały się znacznie intensywniej. Bartek przebywał w stanie śpiączki farmakologicznej, a my z żoną Gośką nie opuszczaliśmy Go nawet na sekundę.

Zobacz też:

To był dla Was bardzo trudny czas… Może to pytanie, które zadam, będzie odważne, ale czy w tej tak bardzo trudnej sytuacji były jakiekolwiek dobre i pozytywne momenty lub zdarzenia?

Pewnego razu przyjaciel opowiadał mi, że przez dwa lata opiekował się swoją śmiertelnie chorą mamą. Stwierdził, że ten czas dostarczył mu najpiękniejsze przeżycia w jego życiu. Nie chciałem go zranić i tylko w duchu, z politowaniem, pomyślałem, że przesadził, bo z pewnością nie może to być prawda. Teraz, po swoich trudnych doświadczeniach, wiem, że opieka, troska, świadomość uciekającego czasu i wspólna walka o życie niewyobrażalnie silnie zacieśniają więzy. Wiem, że czas spędzony z Bartkiem w chorobie był zarówno najtragiczniejszą, jak i jednocześnie najpiękniejszą chwilą mojego życia. Po momentach ciężkich, takich jak operacje, wyczerpująca chemioterapia, radioterapia i powikłania onkologiczne, przeżywaliśmy te radosne – wspólne przebywanie, ustalanie planów na przyszłość, wakacje, wycieczki, książki, gry, zabawy, spotkania z przyjaciółmi, przytulania i całusy… W „normalnym” życiu Twoim problemem staje się wybór miejsca wakacji, zakup nowego telefonu, komputera, nowej lampy, butów, wizyta u fryzjera. Złościsz się na siebie, gdy nie znajdujesz czasu na kino, książkę lub siłownię… Wraz z chorobą dziecka przenosisz się w zupełnie inny, niepojęty świat. Smucisz się, gdy lekarz mówi o złych wynikach krwi, zapowiada operację lub straszy konsekwencjami leczenia. Wyjesz z wściekłości, gdy widzisz, że Twoje dziecko jest smutne, obolałe, traci siły, wzrok, słuch… Boisz się, chowasz się w sobie, nie chcesz nawet pomyśleć, co jeszcze złego może się wydarzyć… Jednak właśnie w takich chwilach zaczynasz doceniać i cieszyć się z drobnych, codziennych spraw. Małe rzeczy, takie jak poprawa wyników leczenia, dobry wynik badania, a czasem tylko uśmiech dziecka, mogą wywołać prawdziwą euforię, ogromną górę szczęścia. Przeżyłem to wielokrotnie.

Wywiad ukazał się w książce "Męski świat" autorstwa Sylwii Zarzyckiej, wydanej przez Fundację Między Niebem a Ziemią. Książkę można kupić na stronie fundacji

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.