Poród rodzinny

Gdy kobiety rodziły w domach towarzyszyły im matki, siostry, a nawet córki. Choć obecność mężczyzn raczej pożądana nie była, przy rodzącej zawsze czuwał ktoś bliski. Dzięki temu kobieta nie czuła się pozostawiona sama sobie, mogła w miarę potrzeb liczyć na wsparcie. Gdy porody przeniesiono do szpitali, pozbawiono kobietę tej pomocy. Została sama z bólem, strachem, skrajnymi uczuciami, na dodatek często odarta z jakiejkolwiek intymności.


Mamy dużo szczęścia oczekując dziecka w XXI wieku. Odkryto na nowo korzyści, które niesie ze sobą indywidualna sala porodowa, przytulne „domowe” otoczenie, przyjazny personel. Na porodówki wpuszczono ojców. Dano im szansę współuczestniczenia w narodzinach dziecka. Przypomniano sobie o zaletach naturalnego porodu, w którym kobiecie się nie przeszkadza, w którym kobiety się nie wyręcza, a jedynie służy pomocą i radą, gdy jest taka potrzeba.

Oczywiście, nikt ciężarnej nie zmusza do porodu rodzinnego. Nie każda z nas potrzebuje wsparcia. Niektóre panie zdecydowanie lepiej radzą sobie ze stresem i bólem, gdy są same. Część wolałaby zamiast ojca dziecka, mieć obok, np. matkę. Teoretycznie mogą. Ba! Teoretycznie to nawet poród rodzinny za darmo im przysługuje. Jak wygląda praktyka w wielu polskich szpitalach, wiemy.

Z prawnego punktu widzenia szpital nie ma prawa pobierać opłaty za obecność męża, za salę, za podwyższony standard, itp. Nie ma też prawa ograniczać kobiety w wyborze osoby, która ma jej towarzyszyć. Tylko co kobietom po tej wiedzy? Która zaryzykuje wojnę z personelem, od którego zależy życie i zdrowie jej i dziecka. Na ogół zaciskamy zęby, płacimy i cieszymy się, że możemy urodzić tak, jak chcemy.

Żeby oddać sprawiedliwość służbie zdrowia. Stara coraz bardziej. W miarę możliwości zapewnia nam komfort i bezpieczeństwo bez zbytniego drenażu kieszeni.