Chwyt Kristellera. Zbędny czy potrzebny?

Nie jest zakazany, ale środowisko medyczne z niego rezygnuje. Może uratować dziecko, ale może też stwarzać ryzyko powikłań i dla kobiety, i dla noworodka. Rękoczyn Kristellera stosuje się w polskich szpitalach za często, są jednak takie przypadki, w których może pomóc. - Gdyby nie ten chwyt, pewnie nie urodziłabym zdrowej córki – mówi Anna Kolibska spod Lublina. Gdzie więc leży prawda?

1. "Chwyt Kristellera uratował mi dziecko"

Anna Kolibska z mężem kilka lat starali się o pierwsze dziecko. Odwiedzili dziesiątki lekarzy różnych specjalizacji. Dwie kreski na teście ciążowym pojawiły w listopadzie 2014 roku. Jej szczęście nie miało granic.

Całą ciążę czuła się wyśmienicie. Poza opuchniętymi nogami, nie miała innych dolegliwości.

Zobacz film: "Zalety i wady porodu w domu"

Poród zaczął się 14 lipca 2015 roku. Dobrze pamięta pierwszy skurcz. - Poczułam go wieczorem. To było jak silne ukłucie igłą, ale postanowiłam, że poczekam aż odejdą mi wody płodowe – opowiada Anna. Chodziła więc po domu, w oczekiwaniu na intensywniejszą akcję wysprzątała pół domu. A potem odeszły jej wody.

- Do dziś pamiętam ten spokój. Mąż spał, a ja powoli szykowałam się do wyjścia do szpitala. Sprawdziłam, czy mam w torbie wszystko, czego będę potrzebować, umyłam się, zjadłam. Chwilę później obudziłam męża i o godzinie 1 w nocy pojechałam do szpitala – mówi kobieta.

Przeczytaj także:

Na rejestracji poszło szybko i trafiła na porodówkę. - Choć wody mi odeszły, nie miałam rozwarcia, skurcze też osłabły. Dlatego położna stwierdziła, że musimy czekać. Dopiero ok. 5 rano podali mi kroplówkę, po której zaczęłam czuć bóle porodowe – relacjonuje.

Po zmianie personelu do Anny podeszła inna położna i podłączyła kolejną kroplówkę. I wtedy czas zaczął płynąć bardzo szybko.

- Nagle poczułam, że zaraz zemdleję. Słabłam w oczach. Coś do mnie mówili, ale nie bardzo wiedziałam co. Chciałam przeć, ale nie miałam siły. Wiedziałam, że mała jest już nisko, że jeszcze tylko chwila i będzie ze mną. Nie mogłam jej jednak urodzić. Po prostu nie byłam w stanie. I wtedy zobaczyłam, że po mojej lewej stronie stoi lekarz. Przestarszyłam się, gdy prawie się na mnie położył, a dłonie oparł o mój brzuch. Widziałam, co robi. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że właśnie wykonuje chwyt Kristellera – opowiada Anna.

7 sposobów na usprawnienie porodu i złagodzenie bólu
7 sposobów na usprawnienie porodu i złagodzenie bólu [7 zdjęć]

Wiele kobiet obawia się porodu, a zwłaszcza cierpienia z nim związanego. Okazuje się jednak, że można...

zobacz galerię

Wszystko działo się tak szybko, że kobieta nie była w stanie zareagować. Poczuła 3 mocne, ale stabilne uciski na brzuch. Lekarz pchał, a ona parła. Po chwili usłyszała krzyk dziecka. - Córka urodziła się z rączką przy twarzy. Była cała opętlona pępowiną, na rączkach, na szyi, na ramionach. I wtedy pomyślałam sobie, że to dobrze, że pomógł mi urodzić. Sama nie dałabym rady – podsumowuje.

2. "Drugie dziecko rodzę przez CC"

Dorota swoje pierwsze dziecko rodziła w Warszawie. W szpitalu, który reklamuje się jako przyjazny naturalnemu podjeściu do porodów.

- To była masakra – mówi Maciek, mąż Doroty. - Do dziś widzę główkę syna, próbującą przecisnąć się przez krocze. Gdy ona parła, syn wychodził, ale kiedy przestawała – cofał się. I tak przez dwie godziny. Bałem się, ale nie okazywałem tego po sobie. W końcu zapytałem, czy nie można tego jakoś przyspieszyć. Nie miałem jednak na myśli wypychania – mówi Maciek.

To też była szybka akcja. Położna stanęła przy 30-latce, wzięła do rąk specjalistyczne nożyczki i szykowała się do nacięcia krocza. W tym samym czasie lekarz położył ręce na brzuchu Doroty. Cięcie i nic. Dziecko ani drgnie. Drugie cięcie – też bez reakcji. Pchnięcie lekarza – i Kubuś był na świecie.

- Pamiętam, że okropnie krzyczałam z bólu. Czułam, gdy położna mnie cięła, czułam nacisk rąk na brzuch. Ale dzisiaj, gdy o tym myślę, jestem pewna, że gdyby mi nie pomógł, skończyłoby się tragedią – przyznaje Dorota. Drugie dziecko chce rodzić przez cesarskie cięcie.

3. Choć niebezpieczny, nadal dozwolony

Chwyt Kristellera to praktyka rodem z 1867 roku. Polega na ucisku na dno macicy, gdy na świat przychodzi główka i barki dziecka. Celem ma być skrócenie drugiego etapu porodu lub uniknięcie operacji.

Przeczytaj także:

Przez wiele lat rękoczyn opisany przez niemieckiego ginekologa-położnika Samuela Kristellera był stosowany powszechnie. Lekarze przyspieszali nim przebieg porodu, zwiększając siłę, z jaką dziecko przechodzi przez kanał rodny. W rzeczywistości wygląda to tak, że lekarz napiera na brzuch rodzącej, by pomóc jej "wypchnąć" dziecko.

Z biegiem lat i coraz większej wiedzy na temat fizjologii porodu oraz skutków, jakie może mieć rękoczyn Kristellera, położnicy zaczęli z tej praktyki rezygnować. Miało to związek między innymi ze śmiercią 34-letniej kobiety, która rodziła w szpitalu w Poznaniu i u której nieprawidłowo zastosowano chwyt Kristellera.

Według sądu lekarz dopuścił się "porażającej liczby błędów". Skazał go na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Mimo to w wielu placówkach manewr stosuje się nadal, chociaż może on mieć opłakane skutki.

- Grozi on pęknięciem krocza lub macicy, stwarza ryzyko krwotoku wewnętrznego. Efektem może być też przedwczesne oddzielenie łożyska, a nawet zagrożenie wykrwawieniem się matki i dziecka. Stanowisko Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, które mówi, że rękoczyn można wykonać w określonych przypadkach, jest w tej sprawie bardzo niejasne – mówi Joanna Pietrusiewicz, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, która od lat walczy o to, by lekarze przestali stosować chwyt Kristellera.

- W większości jednak słyszymy historie, że kobiety gryzą z bólu, krzyczą. Nagminnie nie są pytane o zgodę na wykonanie rękoczynu, a sam jego fakt nie jest odnotowywany w dokumentacji medycznej – dodaje.

4. Ani czarne, ani białe

Nie wszystko jest jednak tak jednoznaczne jak się wydaje. Choć stosowanie chwytu Kristellera niesie ze sobą ryzyko, czasami bywa on po prostu "mniejszym złem". Szczególnie wtedy, gdy w kroczu widać już główkę dziecka, a na cesarskie cięcie jest za późno.

- To jest bardzo kontrowersyjny temat – mówi Anna Sapiejewska, położna. - Generalnie lekarze odchodzą od tego. W medycynie, szczególnie podczas porodu, który przecież ma bardzo dynamiczny przebieg, zdarzają się różne sytuacje. Czasem na cięcie cesarskie jest już za późno, a widać, że pacjentka słabnie, potrzebuje pomocy. Wtedy lekarz może zdecydować o wykonaniu rękoczynu – podkreśla położna.

- Ważne jednak, by robił to doświadczony medyk, który wykona chwyt poprawnie. I trzeba jednak zaznaczyć, że położnicy nie stosują chwytu "na siłę", a raczej w podbramkowych sytuacjach.

Co innego wskazuje jednak raport przygotowany w ramach akcji "Lepszy Poród". W latach 2004-2014 z użyciem manerwu Kristellera zakończyło się 31,89 proc. wszystkich porodów w Polsce. Dane mogą być jednak niepełne, ponieważ położnicy nie zawsze ten fakt odnotowują w dokumentacji. Najczęściej rękoczyn wykonywali lekarze z województwa lubelskiego (52,44 proc.), a najrzadziej – z zachodniopomorskiego (19,05 proc.).

Rękoczyn Kristellera stosuje się nie tylko w Polsce. Dopuszczony jest m.in w Stanach Zjednoczonych i w Niemczech.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.