"Wszystkie dzieci nasze są". Byłam wolontariuszką w Skopje

”J****e brudasy, śmieci, śmierdziuchy” - wzdrygam się, gdy to słyszę. Jak można powiedzieć tak o dzieciach? Niestety takie są opinie o Romach. W Skopje można było spotkać żebrzące dziecko w piżamie w środku nocy, palącego 5-latka czy zupełnie nagiego 13-latka bawiącego się w miejskim parku. To wszystko w XXI w. w centrum Europy. Wyjazd do Skopje na pewno poszerzył mój światopogląd, ale też mną wstrząsnął. Opowiem wam historię wolontariatu na rzecz bezdomnych dzieci w samym sercu Bałkanów.

Grupa maluchów z Dziennego Centrum dla Dzieci z Ulicy z wolontariuszem  z Francji
Grupa maluchów z Dziennego Centrum dla Dzieci z Ulicy z wolontariuszem z Francji

1. Po studiach na wolontariat. Kierunek Skopje

Po skończeniu studiów wyjeżdżam do Skopje, stolicy Macedonii. Dlaczego tam? Kocham Bałkany, państwo wydaje się dzikie i nieodkryte. Mam okazję popracować w tamtejszym centrum wolontariatu. Na miejscu przeżyłam szok kulturowy. Miasto jest pełne skrajności - od nonsensów architektury po mozaikę etniczną. W centrum Skopje spotkamy antyczne pozostałości, komunistyczne bryły i dzielnicę turecką. Ale to nie wszystko! Zobaczymy również łuk triumfalny jak w Paryżu, czerwone, dwupiętrowe autobusy jak w Londynie czy kolumny jońskie rodem z Grecji. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to, co widzę to dopiero początek skrajności.

2. Shutka

Koordynatorka Sanja pyta, czy oprócz prac biurowych chciałabym odwiedzać dzieci z Dziennego Centrum. Jeszcze dokładnie nie wiem o co chodzi, ale zgadzam się. Jedziemy do ”Shutki”. Suto Orizari to jedyna gmina na świecie, która przyjęła język romski jako urzędowy. 80 proc. mieszkańców to właśnie Romowie. Po drodze musimy minąć dzielnicę albańską. Podchodzimy pod ośrodek. Biegnie w naszą stronę cała masa małych dzieci. Krzyczą, przytulają się, łapią za ręce, chcą się bawić. Starsze dziewczynki nie mogą się napatrzeć na lakier hybrydowy na paznokciach.

Dzieci pochodzą z rodzin wielodzietnych. W centrum uczą się, bawią i jedzą posiłki
Dzieci pochodzą z rodzin wielodzietnych. W centrum uczą się, bawią i jedzą posiłki

3. Dzienne Centrum dla Dzieci z Ulicy (Дневен Центар за деца на улица)

Na początku dopytuje: ”co to znaczy 'z ulicy'?”. Tamtejsza opiekunka spokojnie tłumaczy mi, że dzieci często zabierane są do ośrodka prosto z ulicy. Zdarza się, że nie mają domów i dosłownie mieszkają pod mostem. Rodzice są zobowiązani wysłać do placówki swoje potomstwo, inaczej musieliby zapłacić karę pieniężną. I chyba to jedyne, co ich motywuje. Centrum powstało w 2006 roku i ma budować lepsze środowisko rodzinne, zapewnić ochronę przed przemocą w rodzinie i edukować. Jak to wygląda w praktyce? Dzieciaki przychodzą rano. Podzielone są na trzy grupy: maluchy, starsze dzieci i nastolatki. Maluchy są myte po przyjściu. Wszy są na porządku dziennym. Nie widziałam ich nigdy wcześniej. Pozostali wolontariusze ostrzegali żeby uważać podczas zabawy. Nie ukrywam - brzydziłam się tym. Wykąpać się mogą również starsze dzieci, jeśli nie mają możliwości zrobić tego w miejscu, w którym mieszkają. Centrum przyjmuje podopiecznych w wieku od 12 miesięcy (zdarzają się młodsze) do 18 lat. W tamtym momencie była to prawie setka maluchów wymagających opieki. Uczą się, bawią, korzystają z terapii z psychologiem oraz konsultacji lekarskich.

Mała Adele szczęśliwa po posiłku
Mała Adele szczęśliwa po posiłku

4. Dzieciaki

Pochodzą z dysfunkcyjnych rodzin cygańskich. Większość z nich nie ma dokumentów i nie wiadomo kiedy się urodzili. Opiekunki ustalają umowne urodziny, żeby można było je świętować. Po prostu posadzić małego jubilata na środku, zaśpiewać głośne sto lat, dać mu prezent i zjeść ciasto. Nawet największego twardziela złamie widok wzruszonego dzieciaka z urodzinową czapeczką na głowie.

Młodzież w wieku 17 lat nie potrafi pisać ani czytać. Uczą się na miejscu. W biurze wisi tablica korkowa ze zdjęciami nastolatków, którym udało się pójść do liceum. To zaledwie kilka zdjęć, ale świadczą o tym, że działania ośrodka mają sens. Niestety, to koniec dobrych informacji.

5. Adele, Ronaldo, Michael

To nie jest plejada gwiazd. Dzieci noszą takie imiona. Chłopiec o imieniu sławnego piłkarza przychodzi z roczną siostrą na rękach. Jest najstarszy, więc opiekuję się piątką rodzeństwa. Sam ma 10 lat. Odnoszę wrażenie, że te dzieci wcale nie rozumieją, że są w trudnej sytuacji. Bawią się i cieszą jak pozostałe europejskie dzieci. Tylko więcej przeszły. Najgorzej jest z dziewczynkami. Rodzice wcześnie wydają je za mąż, sprzedają, w skrajnych przypadkach zmuszają do prostytucji. Najgorzej mają te o niebanalnej urodzie. Opiekunki rozkładają ręce, gdy kolejna dziewczyna przestaje przychodzić. U pozostałych też się to zdarza – rodziny często prowadzą koczowniczy tryb życia. W lecie jadą do miejscowości turystycznych. Tam się lepiej żebrze. Odnoszę wrażenie, że gdybym wzięła dziecko za rękę i wyszła z nim, rodzice nie upomnieliby się o nie. Dla europejskiego rodzica szokiem jest już to, że 5-latek sam przyjeżdża autobusem z drugiego końca miasta.

Często starsze rodzeństwo dba o młodsze bardziej niż rodzice
Często starsze rodzeństwo dba o młodsze bardziej niż rodzice

6. Wolontariat

W Shutce pracują 3 kobiety o wielkim sercu: Irena, Maja i Vasilka. Pomagają im wolontariusze z całego świata. W tamtym czasie razem za mną była to grupa francuzów: Robin, Matthias, Maksim, Paul i Marion. Przebywali na popularnym programie dla wolontariuszy EVS. To oni zebrali fundusze w rodzimym kraju, aby zabrać dzieci na wyjazd wakacyjny. Mieli świetne podejście do dzieciaków i animowali im czas. Kiedyś obiecali, że zabiorą starszych chłopaków nad miejski basen. Poszliśmy całą grupą. Niestety, gdy właściciel zorientował się kim są nastolatki wyrzucił ich z pływalni publicznej. Byli poniżeni i rozczarowani. Zainterweniowali Francuzi, powiedzieli, że są z organizacji pomagającej dzieciakom. Właściciel chyba bał się konsekwencji i ocen osób z zachodniej Europy. Mogliśmy zostać.

Dzieciństwo ich omija. A tak bardzo potrzebują opieki i i bliskości
Dzieciństwo ich omija. A tak bardzo potrzebują opieki i i bliskości

7. Fabiola

Pod opiekę dostałam najmłodszą grupę. Uczyliśmy się pisać, śpiewaliśmy piosenki i rysowaliśmy. Jedna z dziewczynek wyjątkowo wpadła mi w oko. Opiekunki mówiły, że ma 6 lat. Wyglądała na trzy. Obudził się we mnie instynkt. Pomyślałam, że chciałabym być na takim etapie życia, żeby móc jej pomóc wydostać się z tego bagna.

Kiedyś, podczas wyjazdu wakacyjnego wraz z opiekunami i Francuzami, położyliśmy dzieci spać. Część rozmieszczona była w pokojach z rodzeństwem. W jednym z pokoi było 6 łóżek. Jednak wszystkie dzieci spały na jednym. Tak jak w swoim prowizorycznym ”domu”. Siedzieliśmy przy ognisku. To była moja ostatnia noc. Fabiola przebudziła się i przyszła do nas zapłakana. Opatuliłam ją w kocyk, przytuliłam i próbowałam uśpić. Opiekunkom się to nie spodobało. Nie powinniśmy dotykać dzieci ze względu na choroby skóry... Wtedy nie było to ważne. Nie wiedziała, że wyjeżdżam. Wolontariusze nie mówili o tym dzieciom. Położyłam ją spać. To było nasze ciche pożegnanie. Po moim powrocie do Polski dziewczynka przestała przychodzić do placówki, a ja zastanawiam się, czy wyjechała gdzieś z rodzicami i czy żyje.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz również:

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.