Trwa ładowanie...

Uważaj na popularne "dmuchańce". Zasłabnięcia, otarcia i krwawiące wargi są na porządku dziennym

Nie ma festynu dla dzieci bez wielkich "dmuchańców", zamków i zjeżdżalni, do których ustawiają się kolejki chętnych maluchów w różnym wieku. Piski i śmiechy niosą się po okolicy. Czasem jednak przerywa je płacz. To ktoś wypadł z "dmuchańca", albo rozciął sobie wargę. Czy dziecko może być bezpieczne podczas tej zabawy?

Zobacz film: "Czy zabawa w piaskownicy jest bezpieczna?"

1. Wielkie i kolorowe "dmuchańce" dla dzieci

Ogromne dmuchane zamki i zjeżdżalnie od lat przyciągają dzieci jak magnes. Nieważne czy dziecko ma trzy lata czy osiem (a czasem nawet więcej), grzecznie stoi w kolejce, żeby chociaż przez 3 minuty pobawić się na "dmuchańcu". Wraz z dziećmi stoją znudzeni rodzice. Nagle słychać płacz dochodzący z jednego z dmuchanych zamków. Dwie dziewczynki wpadły na siebie i zderzyły głowami. Chwila płaczu i wracają do zabawy.

Dzieci uwielbiają "dmuchańce"
Dzieci uwielbiają "dmuchańce" (123rf.com)

Z boku może się wydawać, że to całkiem niewinna zabawa. Skakanie i zjeżdżanie, wspinanie się i odbijanie od miękkich boków dmuchanego zamku. Tymczasem nawet tam może dojść do nieszczęścia.

Co oprócz dobrej zabawy może spotkać nasze dziecko podczas skakania na "dmuchańcach"?

2. Bezpieczeństwo na "dmuchańcach" przede wszystkim

Każdy nadmuchiwany sprzęt powinien być odpowiednio zabezpieczony i przymocowany.

- Po pierwsze dmuchane zamki i inne zabawki muszą stać na odpowiednim podłożu. Najlepiej jak jest to ziemia lub trawa. Nie wolno ich ustawiać na chodniku albo ulicy, chociaż przyznam, że i z takim czymś się spotkałam - mówi w rozmowie z WP parenting Ania, która od kilku lat pracuje przy obsłudze tych urządzeń.

Dobre przymocowanie "dmuchańca" to też gwarancja, że nie przewróci się on ani nie przesunie podczas silniejszego wiatru. Pierwsza rada: Zanim więc staniemy z dzieckiem w kolejce do dmuchanego zamku zobaczmy, jak on wygląda. Jeśli jest dobrze przymocowany i nie rusza się podczas zabaw dzieci to dobry znak.

Kolejnym aspektem, na który rodzic musi zwrócić uwagę, jest czystość dmuchanych zabawek. Codziennie przewija się przez nie kilkaset dzieci, więc to idealne środowisko dla wszelkiego rodzaju bakterii wirusów wywołujących infekcje.

- Ja staram się zawsze uczulać właścicieli "dmuchańców", żeby dbali o czystość, myli i dezynfekowali te urządzenia. Jeśli dziecko podczas zabawy zarazi się czymś to efekt nie będzie natychmiastowy. On pojawi się za dwa - trzy dni i zwykle rodzic nie kojarzy gorszego samopoczucia dziecka z niedawną wizytą na dmuchańcu – przyznaje ratownik medyczny Kamil Kociubiński.

Zobacz też: Uważajcie na niebezpieczne "dmuchańce!"

Zanim puścimy dziecko na "dmuchańca" sprawdźmy czy jest czysty. Jak przyznaje Ania, dzieci zwykle potrafią się zachować i wiedzą, że na dmuchane zabawki wchodzi się bez butów. Często nawet przypominają o tym swoim rodzicom. To właśnie rodziców trzeba zwykle częściej upominać.

3. Na "dmuchańce" w długich spodenkach

Ania, która obsługuje urządzenia dmuchane od lat przyznaje, że częściej niż z dziećmi, problem jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa stwarzają rodzice.

- Nie raz zdarzało się tak, że upominałam dziecko, które skakało ze zjeżdżalni albo robiło salta, że to niebezpieczne i powinno przestać. W tym samym czasie rodzic dopingował je z dołu i zachęcał do niebezpiecznych zachowań - mówi Ania.

Często też dzieci próbują wejść na "dmuchańce" z watą cukrową, lizakiem albo lodem w ręku.

- Oczyma wyobraźni widzę, jak ten patyczek wbija im się w gardło podczas zabawy... Upominamy rodziców, żeby nie oddawali na zjeżdżalnię dzieci z jedzeniem. Zdarza się też tak, że dziecko zachowuje się bardzo niebezpiecznie i jest przeze mnie wypraszane ze zjeżdżalni. Rodzice potrafią zrobić awanturę, bo się ze mną nie zgadzają.

Na "dmuchańcach" łatwo o otarcia i inne drobne urazy
Na "dmuchańcach" łatwo o otarcia i inne drobne urazy (123rf.com)

Ania przypomina też, że dziecko podczas zabawy powinno być odpowiednio ubrane. Najlepiej jeśli ma skarpetki i długie spodenki. Na "dmuchańcach" łatwo o otarcia, szczególnie jeśli mówimy o delikatnej skórze dziecka.

- Gdy widzę dziecko w krótkich spodenkach, zwracam rodzicowi uwagę, że może obetrzeć skórę i od rodzica zależy, czy wpuszczamy takie dziecko. Zwykle tylko wzrusza ramionami i dziecko wchodzi.

4. Najczęstsze urazy dzieci na "dmuchańcach"

Jak przyznaje Kamil Kociubiński, otarcia skóry to najczęstsze urazy jakie spotykają dzieci podczas zabawy na "dmuchańcach". Dużo rzadziej zdarzają się oparzenia, bo nawet jeśli na dworze jest gorąco, to sztuczny materiał, z którego wykonana jest zabawka nie nagrzewa się tak bardzo jak np. metalowe zjeżdżalnie w parkach i na placach zabaw.

- Do oparzeń dochodzi rzadko, ale jest inne zagrożenie związane z wysoką temperaturą. W tych dmuchanych zamkach i na zjeżdżalniach temperatura powietrza jest dużo wyższa niż na zewnątrz. Do tego dochodzi wysiłek fizyczny - dziecko skacze, wspina się, upada. Łatwo wtedy o przegrzanie i omdlenia - dodaje.

Oprócz omdleń do poważniejszych obrażeń można też zaliczyć urazy głowy. Chwila nieuwagi i dziecko może wypaść z "dmuchańca", uderzając głową w podłoże, albo zderzyć się z innym dzieckiem podczas zabawy.

- Często zdarzają się też przygryzienia warg czy języka, ale do takich urazów zwykle nikt nie wzywa karetki. Ostatnio pojechaliśmy do chłopca, który spadł z jakiej dmuchanej zjeżdżalni i rozbił sobie głowę.

Podczas zabawy musimy cały czas obserwować swoje dziecko. Z tymi obserwacjami bywa jednak różnie. Prawdziwą zmorą osób pilnujących porządku na "dmuchańcach" są tzw. znikający rodzice. Na dużych imprezach, gdzie wokół kłębią się tłumy ludzi, zdarza się, że rodzic przyprowadzi dziecko na dmuchaną zabawkę i zniknie w tłumie.

- Nagminnie mamy takie sytuacje, że dziecko schodzi w połowie zabawy z "dmuchańca" i płacze, bo nigdzie nie ma rodziców. Zdarza się, że zajmujemy się nim nawet 20 minut, zanim rodzic sobie przypomni, gdzie zostawił dziecko – mówi Ania.

Opowiada też historię swojego kolegi, który zobaczył małe dziecko w pobliżu "dmuchańca". Nie potrafiło jeszcze mówić, ale samo stało na nogach. Grzecznie stało, więc kolega do niego nie podchodził, tylko bacznie obserwował z bezpiecznej odległości.

Po 30 minutach zjawili się pijani rodzice. Nie pozwolił im zabrać dziecka, tylko zagroził, że zadzwoni po policję, jeśli nie znajdą do opieki kogoś trzeźwego. Tym razem się udało i dzieckiem zaopiekowała się ciocia. Takie sytuacje zdarzają się na szczęście rzadko.

Zbliżają się wakacje, a więc czas festynów, wyjazdów nad morze, jeziora czy w góry. Wszędzie tam natkniemy się na dmuchane zamki i zjeżdżalnie. Nie zabronimy dzieciom korzystania z nich, ale możemy je uczyć, żeby robiły to bezpiecznie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Dowiedz się więcej:

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.