Trwa ładowanie...

Oddała dzieci. "Nawet nie pożegnała się z Franiem"

 Marta Słupska
21.06.2024 11:41
Oczekiwała, że psycholog "naprawi" chłopca. Oddała go po dwóch tygodniach
Oczekiwała, że psycholog "naprawi" chłopca. Oddała go po dwóch tygodniach (Facebook: Rodzina Jest Dla Dzieci )

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi informuje na Facebooku, że na początku drugiego kwartału 2024 roku w ciągu dwóch i pół miesiąca doświadczono wzmożonej liczby "zwrotów dzieci" z rodzin zastępczych. Na facebookowej stronie kampanii "Rodzina Jest dla Dzieci", której Ośrodek jest inicjatorem, opublikowano przejmujące historie oddanych maluchów.

spis treści

1. Oczekiwała, że psycholog go naprawi

Pięcioletni Kamilek (imię zmienione) i jego dwuipółletni braciszek mieli za sobą traumatyczne doświadczenia: rodzice biologiczni stosowali wobec nich przemoc, zamykali w ciemnym pomieszczeniu.

Do opieki nad braćmi zgłosiła się rodzina zastępcza. Pracownicy ośrodka pomocy cieszyli się, że rodzina jest dwupokoleniowa, wierząc, że to umożliwi dorosłym większe skupienie na potrzebach straumatyzowanych dzieci.

Zobacz film: "Jak wygląda urlop rodzicielski w Polsce?"

"W nowym domu doszło jednak do ekstremalnego kryzysu już po kilku dniach. Mama zastępcza nie umiała właściwie reagować na zachowania posttraumatyczne Kamila. Oczekiwała, że psycholog z CAPZ-u 'naprawi' chłopca. Była zdziwiona, że chce pracować z nią, a nie z dzieckiem. Nie była w stanie współpracować ani ze specjalistami, ani z pozostałymi pracownikami pieczy. Nawet kontakt słowny stał się utrudniony (i to dosłownie)" - opisują twórcy strony "Rodzina Jest dla Dzieci" na Facebooku.

Chłopcy byli w nowej rodzinie zaledwie dwa tygodnie. Po tym czasie rodzice zastępczy odwieźli ich z powrotem do placówki. Na szczęście chłopcy cały czas myśleli, że to był tylko wakacyjny wyjazd…

2. "Lila jest natrętna i niszczy zabawki"

Druga historia opublikowana przez twórców "Rodzina Jest dla Dzieci" dotyczy sytuacji rodzeństwa, które w domu dziecka zamieszkało jesienią 2023 roku. Niespełna czteroletnia Lila i prawie dwuletni Franek (imiona zmienione) są ze sobą mocno związani.

Ojciec dzieci jest pozbawiony praw rodzicielskich, a matka wyjechała za granicę i praktycznie ich nie odwiedza. Miała przyjechać na urodziny dzieci, ale ostatecznie odwołała wizytę.

Maluchy trafiły pod opiekę Martyny, która miała dla nich pełnić funkcję zawodowej rodziny zastępczej. Przez pierwsze dwa tygodnie wszystko było w porządku. Problemy zaczęły się w trzecim tygodniu.

Kobieta uznała wtedy, że "dobro jej biologicznych dzieci jest zagrożone, bo Lila jest natrętna i niszczy zabawki".

"Z relacji pani Martyny wynikało, że czuje się ona przytłoczona i że straciła czas dla swoich dzieci, a na to nie była przygotowana, choć ten temat jest omawiany na szkoleniach. O kryzysie poinformowała w piątek i tego samego dnia złożyła do sądu wniosek o rozwiązanie rodziny zastępczej. Napisała w nim, że dzieci mają 'nieuzasadnione przejawy złości' (my dodamy, że zdecydowanie uzasadnione, biorąc pod uwagę ich przeszłość, a także reakcje rodziny zastępczej), są prowokacyjne, a Lila notorycznie kłamie (warto dodać, że tego typu nawyki wyniesione z rodzin biologicznych są w pieczy bardzo częste)" - czytamy.

"Nadmieniła również, że dzieci mają RAD, jedno z najcięższych zaburzeń, co zdiagnozowała osobiście (bez psychologicznego czy psychiatrycznego wykształcenia) w trakcie ich 3-tygodniowego pobytu w jej domu" - dodano.

Martyna przywiozła dzieci do placówki, jak tylko sąd zmienił postanowienie na pieczę instytucjonalną. Nawet nie pożegnała się z Franiem twierdząc, że dla niego jest to i tak obojętne. Mimo tego, że oddała dzieci, planuje przyjąć pod swoje skrzydła nowe.

"W rozmowie przyznała, że nie zamierza zrezygnować z zawodowego rodzicielstwa zastępczego, tylko teraz chce przyjąć dzieci zdrowe..." - czytamy w opisie na Facebooku.

3. "Terapia powinna objąć całą rodzinę"

Niestety, historie przytoczone przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi nie są odosobnione. Według danych zebranych przez Fundację GrowSPACE, w 2023 roku aż 1292 dzieci wróciło do domów dziecka z rodzin zastępczych lub rodzinnych domów dziecka.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo jak przyznała Aurelia Anioł, dyrektor Centrum Administracyjnego Domów Dla Dzieci w Ustce, takich dzieci jest więcej - badania miały charakter pilotażowy i nie objęły całej Polski.

- Na nas w placówkach opiekuńczo-wychowawczych spoczywa obowiązek przyjmowania oddawanych dzieci. Nie mamy innego wyjścia. Musimy stanąć na głowie, bo jesteśmy dla nich ostatnią deską ratunku. A nową rodzinę trudno jest znaleźć - mówiła w rozmowie z WP Parenting.

Dlaczego dzieci są oddawane? Powodów jest wiele, a jednym z nich - brak odpowiednich szkoleń. Środowisko związane z pieczą zastępczą zauważa, że rodziny zastępcze nie zawsze są odpowiednio przygotowywane do zadań, jakie się przed nimi stawia.

- U nas w Fundacji 80 proc. potencjalnych rodziców zastępczych rezygnuje z opieki po rozmowie z psychologiem i dowiedzeniu się, z czym się będą mierzyć. Jak ludzie słyszą, że dziecko jest wulgarne i ma ataki paniki, myślą: "Przytulę je i będzie dobrze". To tak nie działa. Będzie potrzebna terapia, wiedza o traumie i tym, co wydarzyło się w rodzinie - wylicza Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezeska Fundacji Gajusz prowadzącej Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie "CUKINIA", w rozmowie z WP Parenting.

Tisa Żawrocka-Kwiatkowska przyznaje, że w większości rodzin zastępczych, pomimo problemów, dzieci zostają. Rodzice muszą się jednak nastawić na to, że całej rodzinie będzie potrzebna terapia.

- Rodziny muszą jednak chcieć sobie pomóc, a często informują już po fakcie, że podjęły decyzję o oddaniu dziecka. Dzwonią do Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej i mówią: "Proszę zabrać dziecko". Zdarzało się, że rodziny przyprowadzały podopiecznych do naszego psychologa i mówiły: "Naprawcie ich, wina jest po ich stronie, my nie mamy z tym nic wspólnego". To nieprawda. Terapia powinna objąć całą rodzinę - podkreśla Żawrocka-Kwiatkowska.

Wygląda na to, że właśnie tego zabrakło w przypadku dzieci, których historie opisano na fan page "Rodzina Jest dla Dzieci".

"Najbardziej niepokojące w historiach obu tych rodzeństw jest to, że żadna z opiekunek zastępczych nie dała dzieciom i sobie szansy na wyjście z kryzysu. Żadna nie była gotowa na współpracę ze specjalistami. Bardzo szybko przestały widzieć, jak bardzo cierpią te dzieci. Czuły się wręcz przez nie poszkodowane. Pierwsza pani kompletnie rozsypała się emocjonalnie i nie była w stanie się podnieść ani sama, ani przy wsparciu swoich bliskich. Druga przerzuciła całą odpowiedzialność za kryzys na dzieci i pracowników łódzkiej pieczy. Obie - mimo szkoleń - okazały się nieprzygotowane na opiekę nad dziećmi po przejściach" - czytamy.

Lila, Franek, Kamilek i jego braciszek wciąż szukają nowego domu. Zgłoszenia od rodzin zastępczych z kwalifikacją lub w trakcie szkolenia można przesyłać w wiadomości na Facebooku @Rodzina Jest dla Dzieci lub mailowo na: k.tatarzynska@capz.lodz.pl (należy wpisać w nich swój numer telefonu).

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze