Trwa ładowanie...

Przez 9 lat byli rodzicami Krzysia. Napisali list, że już go nie chcą

 Marta Słupska
17.06.2024 12:01
Zmieniają dom nawet 12 razy. "Oddanie cię było najlepszą decyzją w moim życiu"
Zmieniają dom nawet 12 razy. "Oddanie cię było najlepszą decyzją w moim życiu" (Getty Images, archiwum prywatne)

W 2023 roku 1292 dzieci zostało oddanych z rodzin zastępczych do domów dziecka. W większości to nastolatki sprawiające problemy wychowawcze. - Agresywne, wulgarne, mają ataki furii, kopią w drzwi, biegają z nożem. Robią to, bo wiele przeżyły - mówi WP Parenting Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezeska Fundacji Gajusz.

spis treści

1. Błagał, by przyjęli go z powrotem

Krzysia niepełnoletnia matka zostawiła w szpitalu. Nie chciała się przywiązywać. Lekarze orzekli, że dziecko z połową serduszka nie pożyje długo. Ale on przetrwał kilka operacji i bez wsparcia kogokolwiek bliskiego żył na oddziale.

- Poznałam go w domu dziecka w Łodzi, gdy miał cztery latka i potworne przejścia za sobą: opuściła go rodzina, był w kilku domach dziecka, a nawet w hospicjum dla dorosłych. Początkowo chciała się nim zaopiekować moja mama, choć wiedziała, że jest śmiertelnie chory. Stał się cud, zgłosiło się małżeństwo, które zabrało go do siebie - opowiada Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezeska Fundacji Gajusz prowadzącej Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie "CUKINIA".

Zobacz film: "Jak wygląda urlop rodzicielski w Polsce?"

Nowi rodzice zastępczy zerwali kontakty Krzysia ze wszystkimi, którzy przez pierwsze lata życia byli mu bliscy. Chcieli, by zapomniał o przeszłości.

Minęło dziewięć lat. Do fundacji zgłosił się lekarz prosząc o pomoc dla pacjenta przebywającego w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej. Chłopcem okazał się 13-letni już wtedy Krzyś.

Rodzice poprosili lekarzy, by przekazali chłopcu, że już po niego nie wrócą. Nie dawali sobie rady z napadami agresji, rzucaniem rzeczami, przeklinaniem i biciem. Decyzję podjęli, gdy chwycił za nóż i gonił przybraną siostrę.

- Krzyś wciąż wierzył, że rodzina zastępcza przyjmie go z powrotem. W szpitalu dzwonił do zastępczej mamy i mówił: "Mamo, ludzie popełniają błędy, ale sobie wybaczają. Wybacz mi, proszę, zabierz mnie do domu". Na co usłyszał: "Oddanie cię było najlepszą decyzją w moim życiu" - opowiada Żawrocka-Kwiatkowska.

- Napisała list pożegnalny. Dałam mu go w Wigilię, którą spędził u mnie w domu. Jak go przeczytał, zrozumiał, że to się dzieje naprawdę. Przez godzinę nie mogłam go uspokoić. Bardzo to przeżył - dodaje.

Rozwiązanie rodziny zastępczej odbyło się przed sądem. Krzyś musiał uczestniczyć w rozprawie. Błagał rodziców, by go nie oddawali. Obiecywał, że już będzie grzeczny.

Kilka lat później jego serce nie wytrzymało. Zmarł w wieku 16 lat podczas rutynowego badania.

- Takie sytuacje są rzadkie. W większości rodzin zastępczych, pomimo problemów, dzieci zostają. Rodziny muszą jednak chcieć sobie pomóc, a często informują już po fakcie, że podjęły decyzję o oddaniu dziecka. Dzwonią do Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej i mówią: "Proszę zabrać dziecko". Zdarzało się, że rodziny przyprowadzały podopiecznych do naszego psychologa i mówiły: "Naprawcie ich, wina jest po ich stronie, my nie mamy z tym nic wspólnego". To nieprawda. Terapia powinna objąć całą rodzinę - podkreśla Żawrocka-Kwiatkowska.

Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezeska fundacji Gajusz prowadzącej Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie "Cukinia"
Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, prezeska fundacji Gajusz prowadzącej Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie "Cukinia" (archiwum prywatne)

2. Prawie 1300 oddanych dzieci

Z danych zebranych przez Fundację GrowSPACE wynika, że w 2023 roku aż 1292 dzieci wróciło do domów dziecka z rodzin zastępczych lub rodzinnych domów dziecka. Aurelia Anioł, dyrektor Centrum Administracyjnego Domów Dla Dzieci w Ustce, podkreśla jednak, że takich dzieci jest więcej, ponieważ badania miały charakter pilotażowy i nie objęły całej Polski.

- Na nas w placówkach opiekuńczo-wychowawczych spoczywa obowiązek przyjmowania oddawanych dzieci. Nie mamy innego wyjścia. Musimy stanąć na głowie, bo jesteśmy dla nich ostatnią deską ratunku. A nową rodzinę trudno jest znaleźć - mówi w rozmowie z WP Parenting.

Oddawane dzieci to zwykle nastolatki, które po latach od przyjęcia zaczynają sprawiać problemy wychowawcze.

- Są agresywne, wulgarne, mają ataki furii, kopią w drzwi, biegają z nożem. Robią to, bo wiele przeżyły. Przez lata nasiąkają słownictwem, jakim operowali ich rodzice. Wzięłam kiedyś na kolana siedmiolatkę i zapytałam: "Co tam, kochanie?". A ona mi na to: "No i ch.j, ciociu". Powiedziała to czule, tylko tak umiała - opowiada Żawrocka-Kwiatkowska.

- Kiedyś jedna dziewczynka miała atak furii, leżała na podłodze, wykrzykiwała najgorsze przekleństwa. Weszłam do pokoju, a ona: "Podnieś mnie z podłogi ty stara kur.. i przytul! ". A jej brat na to: "Nie mów do cioci, że jest stara, bo jej będzie przykro!". Nawet nie zwrócił uwagi na przekleństwo, bo to jego język - dodaje.

Aurelia Anioł, dyrektor Centrum Administracyjnego Domów Dla Dzieci w Ustce
Aurelia Anioł, dyrektor Centrum Administracyjnego Domów Dla Dzieci w Ustce (archiwum prywatne)

Trudne przeżycia sprawiają, że część dzieci jest wielokrotnie przerzucanych z miejsca na miejsce.

- 12-letni podopieczny 12 razy zmieniał miejsce pobytu, bo nie można było nad nim zapanować. Kiedyś zapytałam go, za co jest w życiu najbardziej wdzięczny. Odparł, że za to, że jak rodzeństwo było poranione nożem przez mamę, to jedno z nich miało bordowy szalik, dzięki czemu nie widać było, ile jest krwi - mówi Żawrocka-Kwiatkowska.

Z doświadczenia prezeski fundacji Gajusz wynika, że młodsze dzieci, choć rzadko, też są oddawane.

- Kiedyś widziałam filmiki z trzylatkiem, którego oddano. Biegał za swoją rówieśniczką z nożem. To są sceny, w które kiedyś bym nie uwierzyła. Rodzina się go bała i obawiała, że dojdzie do tragedii. Chłopiec trafił do ośrodka terapeutycznego - mówi.

- To są dzieci z traumą. Pierwszą przeżywają, gdy odbiera się je z rodzin biologicznych, kolejną, gdy oddaje się je z rodzin zastępczych. Czują się porzucone, a żal zamieniają w złość i agresję. Pytają, co takiego zrobiły, że są odtrącane - mówi Dagmara Pączek, psycholog z domów dla dzieci w Ustce.

Dagmara Pączek, psycholog z domów dla dzieci w Ustce
Dagmara Pączek, psycholog z domów dla dzieci w Ustce (archiwum prywatne)

3. Brak wsparcia i odpowiednich szkoleń

Oddawane dzieci najczęściej pochodzą z rodzin zastępczych spokrewnionych. Zwykle to dziadkowie, którzy nie radzą sobie z ich wychowaniem lub podupadają na zdrowiu.

- Dzieci trafiają do babć i dziadków, którzy nie umieli dobrze wychować swoich dzieci, a system zakłada, że dadzą radę wychować wnuki - zauważa Żawrocka-Kwiatkowska.

Powody bywają też inne. Zdarza się, że do powrotu do domu dziecka przyczyniają się rodzice biologiczni.

- Mieliśmy rodzinę, w której matka tak intensywnie przekonywała trójkę dzieci, by się zbuntowały rodzinie zastępczej i trafiły do placówki, że w końcu się udało. Wtedy okazało się, że wcale nie jest w niej tak różowo, dzieci wolały wrócić do rodziny zastępczej, ale było już za późno - mówi WP Parenting Piotr Rydzewski, dyrektor Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej w Łodzi.

W niektórych rodzinach zastępczych konieczne jest odizolowanie przemocowego dziecka.

- W rodzinach biologicznych dzieci też sprawiają problemy, ale rodzice się nie poddają, tylko walczą o nie. W rodzinie zastępczej jest inaczej, bo zwykle jest w niej kilkoro dzieci, nawet ośmioro. Jeśli jedno zaczyna sprawiać problemy, ma to wpływ na resztę. Rodzice chcą je więc odsunąć od pozostałych dzieci - mówi Dagmara Pączek.

- Zdarza się, że dziecko bije lub próbuje molestować inne. Trzeba je odizolować. Często oddawane są dzieci z chorobami psychicznymi, których wcześniej nie zdiagnozowano. Rodzina się poddaje, bo wie, że te dzieci zagrażają pozostałym - dodaje Rydzewski.

Piotr Rydzewski, dyrektor Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej w Łodzi
Piotr Rydzewski, dyrektor Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej w Łodzi (archiwum prywatne)

Rodziny oddają dzieci, bo nie dostają wsparcia, gdy pojawiają się trudności. Brakuje im pomocy psychiatrycznej, psychologicznej i terapeutycznej.

- Brakuje odpowiednich standardów. Nie może być tak, że rodziny czekają miesiącami na wizytę, nawet odpłatnie - podkreśla Anioł.

- Psychiatria dziecięca przeżywa zapaść. Umówienie dziecka graniczy z cudem - nawet u nas w Łodzi, gdzie są dwa szpitale psychiatryczne i Uniwersytet Medyczny - dodaje Rydzewski.

Problem leży także u podstaw. Jak zauważa Żawrocka-Kwiatkowska, brakuje wartościowych szkoleń dla kandydatów na rodziców zastępczych.

- Są teoretyczne. Najpierw rodzice są szczęśliwi, jak dostają dziecko pod opiekę, myślą, że mu pomogą. I nagle po kilku miesiącach się zaczyna. Wtedy trzeba dać rodzinie wsparcie - mówi.

- U nas w Fundacji 80 proc. potencjalnych rodziców zastępczych rezygnuje z opieki po rozmowie z psychologiem i dowiedzeniu się, z czym się będą mierzyć. Jak ludzie słyszą, że dziecko jest wulgarne i ma ataki paniki, myślą: "Przytulę je i będzie dobrze". To tak nie działa. Będzie potrzeba terapia, wiedza o traumie i tym, co wydarzyło się w rodzinie - wylicza.

4. "Te dzieci głęboko wierzą, że są wszystkiemu winne"

Dzieci oddane z rodzin zastępczych mają nikłą szansę na przyjęcie do kolejnej rodziny. Tych brakuje, a pierwszeństwo mają maluchy. Nastolatki zostają więc zwykle w placówkach.

- One często chcą w nich pozostać. Muszą zbudować sobie życie na nowo, kolejny raz. Nie chcą znów doświadczyć porażki. Przychodzą z łatką, że coś z nimi jest nie tak. Uważają, że kolejna rodzina też je odda. Często dokonują samookaleczeń - mówi Pączek.

- Jest u nas 13-letni chłopiec, którego oddano z rodziny zastępczej spokrewnionej. Jak przeczytałam opinię o nim, byłam przerażona. Bardzo agresywny, wulgarny. W placówce nie ma oznak jego dawnego zachowania. Być może u nas poczuł się bezpiecznej, ma większe poczucie przynależności niż w rodzinie, w której przebywał - opowiada.

- Serce mi pęka, bo te dzieci głęboko wierzą, że są wszystkiemu winne. Nie mama zawiniła, tylko one były "za niegrzeczne" - mówi Żawrocka-Kwiatkowska.

- Patrzę na co dzień na umierające dzieci z hospicjów, które są jednocześnie bardzo kochane przez swoich rodziców. Zachorowały, ale to nieszczęście jest niezawinione. W pieczy zastępczej widzę natomiast szereg zaniedbań, które doprowadzają mnie do ogromnej frustracji, bo tym dzieciom zrobiono krzywdę intencjonalnie. Najpierw rodzina biologiczna, potem system: urzędnicy, rodzina zastępcza. Po takich przeżyciach nie ma się co dziwić, że są to trudne dzieci - dodaje.

Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze