W ciąży wykryto u niej nowotwór. Dzś kobieta dzieli się swoją historią

Ciąża Aimee Garrison przebiegała pomyślnie. 33-letnia biegaczka, uczestniczka maratonów, spędzała dnie na zajmowaniu się starszym dzieckiem i pracy. Jednak w 25. tygodniu ciąży kobieta poczuła ostry ból w ramieniu. Diagnoza wywróciła jej świat do góry nogami.

Podczas ciąży Aimee spędzała sporo czasu na siłowni. Dlatego na początku pomyślała, że to przetrenowanie. Czas jednak mijał, a ból nie ustępował. Po tygodniu był nie do zniesienia. Kobietę bolało prawe ramię i plecy – również po prawej stronie. Zdecydowała się pójść do lekarza.

Po kilku dniach trafiła do specjalisty zajmującego się medycyną sportową. Ten stwierdził uszkodzony nerw, ale nie przepisał żadnego leku ze względu na ciążę i rozwijający się płód. Zalecił jedynie ćwiczenia rozciągające. Te jednak szybko przestały pomagać, a dolegliwości się nasilały.

Zobacz film: "Wypróżnianie niemowląt - częstotliwość"

Wizyta u kręgarza okazała się wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Masaż nie pomógł. Nie mogła spać w wygodnej pozycji, opiekować się dzieckiem, ból przybierał na sile.

  • Nocami wyłam. Mam wysoką tolerancję na ból, ale to, co wtedy przechodziłam, nie mieściło się w żadnych granicach – wspomina Aimee. - Ukojenie czułam tylko podczas chodzenia, więc noce spędzałam na spacerach.

Wreszcie powiedziała dość. Razem z mężem udała się na izbę przyjęć, gdzie lekarze podali jej silny lek przeciwbólowy i odesłali kobietę do domu. Jednak następnego dnia rano Aimee znowu była w szpitalu, w jeszcze gorszym stanie. Jej prawa łopatka i prawa strona szyi były już niemalże sparaliżowane.

I wtedy po raz pierwszy pomyślała, że to nie jest zwykły ból. - Było tak źle, że myślałam o najgorszym – mówi Aimee. Podczas pobytu w szpitalu lekarze sugerowali wykonanie rezonansu magnetycznego, jednak uniemożliwiała to ciąża. Zmuszeni byli więc do szukania przyczyny bólu innymi sposobami. Ostatecznie Aimee zdecydowała, że zrobi badanie.

 

  • Czułam się w tamtym momencie okropną matką. Ból jednak był nie do zniesienia. Rozsadzał mnie do wewnątrz. Zależało mi na życiu dziecka, ale na swoim także. Przecież gdyby coś mi się stało, stałoby się to również dziecku – mówi kobieta.

Wyniki rezonansu magnetycznego lekarze poznali następnego dnia. I wtedy postawili druzgocącą diagnozę: guz rdzenia kręgowego. Kobieta wybuchła płaczem. Nie mogła uwierzyć, że ta tragiczna wiadomość dotyczy jej.

Lekarze natychmiast przenieśli Aimee do bardziej wyspecjalizowanego Szpitala Uniwersyteckiego w Michigan, na oddział neurochirurgii. Tam przeszła kolejny rezonans magnetyczny, który potwierdził diagnozę.

  • Najbardziej bolesne w tamtym momencie było dla mnie to, że lekarze nie mogli stuprocentowo potwierdzić, na co choruję poprzez wykonanie biopsji, bo to mogłoby realnie zagrozić dziecku – relacjonuje Aimee. Podejrzewali jednak łagodny i wolno rosnący guz, zwany wyściółczakiem.

Ten nowotwór pojawia się najczęściej u małych dzieci, atakując mózg. U dorosłych umiejscawia się właśnie w rdzeniu kręgowym, choć lekarze podejrzewali, że Aimee mogła mieć go od dzieciństwa.

Wyściółczak prowadzi do poważnych zmian w organizmie. Rosnąc, uciska na nerwy i prowadzi do paraliżu. Mimo że guz u Aimee nie był jeszcze na tyle niebezpieczny, by prowadzić to tak poważnych konsekwencji, musiał zostać usunięty.

(Facebook)

Pierwsze sugestie o wywołaniu przedwczesnego porodu Aimee usłyszała będąc w 28. tygodniu ciąży. Lekarze namawiali do cesarskiego cięcia i natychmiastowej operacji. Sprzeciwił się temu jedynie chirurg dr Daniel Orriner, który stwierdził, że guz rośnie powoli i z operacją można poczekać kolejne 10 tygodni. Do tego czasu kobiecie podawano specjalne leki uśmierzające ból.

  • Stwierdzenie, że nowotwór nie jest złośliwy, było dla mnie jak ostatnia deska ratunku – mówi kobieta. A dr Daniel Orringer dodaje, że dla niego z kolei stanowiło to ogromne wyzwanie. - Musieliśmy wiedzieć, jak działać, by nie zaszkodzić dziecku i matce.

Aby uśmierzyć ból, lekarze podali kobiecie fentanyl - lek potencjalnie niebezpieczny dla płodu. - Przez dwa miesiące czułam się jak zombie, ale opłacało się – wspomina kobieta.

Dziecko Aimee przyszło na świat przez cesarskie cięcie, w prawidłowym terminie, zdrowe i bez oznak uzależnienia. - To był cud – mówi wzruszona kobieta.

Dwa tygodnie po porodzie Aimee wróciła do szpitala na usunięcie guza. Choć czuła ogromny strach przed śmiercią – zdecydowała się poddać zabiegowi. Operacja trwała 20 godzin.

  • Czułam się po niej okropnie, ledwo żyłam – wspomina kobieta. W szpitalu została przez kolejny tydzień, a jej stan poprawiał się z dnia na dzień. Przed wypisem udało jej się nawet zrobić kilka kroków. - Byłam szczęśliwa, że mogę chodzić i nie czuć bólu. A dodatkowo moje dziecko było bezpieczne w domu.

Dziś, pięć miesięcy po operacji, Aimee czuje się dobrze. Ostatni rezonans magnetyczny nie wykazał żadnych zmian, niedawno odstawiła leki. Zajmuje się dziećmi i domem. Odzyskała siły – powoli zaczyna trenować.

Ból w ramieniu jednak nie ustępuje, ale jest do opanowania. - Lekarze powiedzieli, że powrót do normalnego funkcjonowania może zająć nawet dwa lata – mówi kobieta. - Ale warto czekać. Po tylu załamaniach i trudnych chwilach, warto. W końcu mam dla kogo żyć – dodaje.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.