Rozterki matki przedszkolaka

Nadszedł ten wielki dzień. Moje dziecko wyfruwa spod moich skrzydeł. Idzie w świat. Idzie do przedszkola. Placówki? Przechowalni? A może do prawdziwego raju na ziemi?

Dominik ma trzy lata. Jest uśmiechniętym, rezolutnym chłopcem. Garnie się do dzieci, lubi rysować, śpiewać. Jest ciągle w ruchu. I od wczoraj jest przedszkolakiem.

Wszystko było dobrze przemyślane. Najpierw urlop macierzyński, potem rodzicielski, a następnie wychowawczy. Jestem nauczycielką, dyrekcja nie miała problemu ze znalezieniem kogoś na zastępstwo. Po trzech latach jednak zaczęło mi brakować moich gimnazjalistów. Chciałam wrócić do zawodu. Nadszedł zatem czas na zmiany.

Zobacz film: "Jakie umiejętności powinno posiadać dziecko, które idzie do przedszkola?"

123RF: Przedszkolak
123RF: Przedszkolak

1. Przedszkole najlepsze z najlepszych

Przedszkole publiczne, czy niepubliczne? A może klubik dziecięcy? Nie, to musi być przedszkole. Dobre, sprawdzone, renomowane, najlepsze. Kadra musi być kompetentna, empatyczna. Posiłki muszą być przygotowywane na miejscu, catering dyskwalifikował placówkę. Duży plac zabaw, ogrodzony.

Nie było łatwo, ale się udało. Znalazłam przedszkole odpowiadające moim kryteriom. Zapisałam Dominika do najmłodszej grupy.

2. Na dwóch biegunach jednocześnie

Im bliżej września, tym więcej miałam wątpliwości. I to wzajemnie się wykluczających! Czułam się jak frustratka, która nie wie, czego chce.

Z jednej strony byłam podekscytowana, bo miałam wrócić do pracy. Do świata dorosłych. Z drugiej zaś miałam wyrzuty sumienia, że oddaje dziecko do placówki edukacyjnej już w wieku trzech lat. Czy to nie za wcześnie? Czy nie będzie za mną tęsknić? Czy będzie tam się dobrze czuło? Pytań było mnóstwo.

Sytuacji nie poprawiały osoby postronne. Moje szwagierki czuły się w obowiązku poinformować mnie, że popełniam błąd, który zaważy na przyszłości mojego dziecka.

Ono jest za małe, żeby iść w świat – wyrokowały. W ich mniemaniu dziecko może wyjść spod matczynych skrzydeł dopiero wówczas, gdy zacznie podlegać szkolnemu obowiązkowi.

Dominik miał chyba odmienne zdanie. Zajęcia adaptacyjne w przedszkolu nieco mnie uspokoiły. Syn nawet się za mną nie obejrzał, bawił się w najlepsze. Pytał, kiedy znowu pójdzie do dzieci.

31 sierpnia, gdy pakowałam mu przedszkolną wyprawkę, popłakałam się. Przecież on „przed chwilą” się urodził! Jeszcze do niedawna karmiłam go piersią! Może przeniosłam się w czasie? Niemożliwe, żeby tak szybko to zleciało.

3. Jestem sobie przedszkolaczek…

Gdy 1 września Dominik otworzył oczy, powiedziałam mu, że po śniadanku wyruszamy do przedszkola. Syn na to hasło wyskoczył z łóżka i podskoczył z radości. Nie, nie było płaczu, żalu. Chłopak mnie nawet poganiał.

Zjadł kanapkę, choć ledwo mógł usiedzieć na stołku w kuchni, umył zęby, wziął plecak na ramiona, a mnie z rękę, i poszliśmy. Rozpoczęliśmy nowy etap naszego życia.

Na przedszkolnym korytarzu było gwarno. Dzieci się śmiały, te ze starszych grup głośno się witały po wakacyjnej rozłące. Dominik szedł pewnie, radośnie. Ubrał swoje przedszkolne buty, dał mi buzi na pożegnanie, na szybko zrobił „papa”, i tyle go widziałam. Nie zawahał się nawet przez sekundę! Ja ukradkiem otarłam łzę i poszłam do pracy.

Stojąc na apelu rozpoczynającym rok szkolny, myślami byłam w przedszkolu. Ciekawe, czy Dominik zjadł śniadanie? A może mu nie smakowało? O matko! A co jeśli on jest głodny? Może za mną płacze? Kto go przytuli? Byłam tak zajęta swoimi myślami, że nawet nie zauważyłam, kiedy dyrektor zaprosił dzieciaki do klas. Poszłam przywitać się z moją 1 c. Z moimi gimnazjalistami. Moimi drugimi dziećmi.

I to wtedy uświadomiłam sobie, że przecież one też kiedyś chodziły do przedszkola, do szkoły podstawowej. Z dnia na dzień stawały się coraz starsze, mądrzejsze. Uczyły się świata, życia w grupie.

Mój syn też zmierza do tego miejsca. I zależy mi, aby dotarł tu jako chłopiec śmiały, otwarty, radosny.

Szłam odebrać syna z duszą na ramieniu. Gdy przekraczałam bramę przedszkola, serce biło mi jak oszalałe. Widziałam maluchy na placu zabaw. Wzrokiem szukałam mojego dziecka. Nie było go pod płotem, nie wypatrywał mnie. Nie tulił się do pani, nie szukał u niej pocieszenia. Nie był sam.

Znalazłam go w piaskownicy, gdzie razem z czworgiem innych dzieci bawił się samochodami. Gdy mnie zobaczył, bardzo się ucieszył. Dał mi buziaka na powitanie i rozpoczął monolog: Mamo, właśnie bawiłem się z Adasiem i Olą! Mam dla ciebie rysunek. Na obiad były pierogi, zjadłem trzy. I śpiewałem! Mamo, czy jutro też tu przyjdę?

Syn dostał też powitalną kartkę od swojej wychowawczyni. Napisany był na niej wierszyk Urszuli Piotrowskiej:

Mama w pracy, tata w pracy,

siostra w szkole i brat w szkole,

a ja jestem przedszkolakiem,

do przedszkola chodzić wolę.

A dlaczego? A dlatego

że gdy dziecko ma trzy lata,

to nie może siedzieć w domu

musi poznać kawał świata.

Nowe bajki i piosenki,

i zabawy w grupie dzieci,

nawet bale i teatrzyk

wszystko, wszystko tu znajdziecie.

Cóż, te kilka wersów w połączeniu z radością mojego dziecka rozwiały wszystkie moje wątpliwości.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Podoba Ci się ten artykuł? Chcesz więcej? Polub
    i bądź na bieżąco!