Trwa ładowanie...

Koronawirus a poród. Ojciec zabiera głos: Jestem dyskryminowany, sprowadzono mnie do roli taksówkarza

Avatar placeholder
05.06.2020 16:23
Porody rodzinne a koronawirus
Porody rodzinne a koronawirus (Getty Images)

Pandemia koronawirusa ma wpływ na przyszłych rodziców. Nie każda placówka dopuszcza obecność ojca podczas porodu. Łukasz Witkowski, który ma za dwa tygodniu zostać ojcem nie kryje frustracji. – Narodziny córki są najważniejszym dniem w moim życiu, a mnie sprowadzono mnie do roli taksówkarza – opowiada.

1. Koronawirus a porody rodzinne

Łukasz i Renata Witkowscy nie posiadają z radości. Już za dwa tygodni przyjdzie na świat ich długo wyczekiwana córeczka Hania. Małżeństwo od początku planowało poród rodzinny, ale epidemia koronawirusa skomplikowała sytuację. W większości placówek w obawie przed zakażeniem personelu medycznego zakazano uczestniczenia osób towarzyszących w porodach.

Porody rodzinne w dobie koronawirusa
Porody rodzinne w dobie koronawirusa (Getty Images)

Możliwość porodów rodzinnych wróciła na początku maja. Jednak każda placówka podejmuje decyzję we własnym zakresie. Łódzki szpital Medeor, gdzie niebawem będzie rodzić Renata, dopuszcza obecność ojca tylko podczas porodu naturalnego. Przy cięciu cesarskim już nie ma takiej możliwości. Dla Łukasza oznacza to, że nie będzie mógł uczestniczyć w przyjściu na świat córki.

2. Ojcowie są dyskryminowani?

Zobacz film: "Oddychaj czysto - webcast z dr hab. n. med. Wojciechem Feleszko"

- Wczoraj się dowiedziałem, że moja rola jako ojca będzie sprowadzać się do roli "taksówkarza" mojej żony. Pozwolono mi tylko doprowadzić ukochaną do drzwi szpitala, a za kilka dni odebrać ją wraz z dzieckiem. Uważam, że jest to bardzo duże ograniczenie praw ojca. Nie rozumiem, dlaczego ojciec dziecka może uczestniczyć przy porodzie naturalnym, a w przypadku cięcia cesarskiego nie?– irytuje się Łukasz.

Przyszły ojciec zwraca uwagę na niespójność w wytycznych krajowego konsultanta w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz w pediatrii, do których stosują się szpitale.

\ – Zagrożenie epidemiologiczne stanowi każdy, kto wchodzi na porodówkę. Nie ma znaczenia, jakiego rodzaju jest to poród. Jestem gotów poddać się wszystkim rygorom sanitarnym, aby tylko móc przez chwilę uczestniczyć w tak ważnym wydarzeni. Nie można traktować ojców jako niepotrzebne i zawadzające meble w mieszkaniu - podkreśla.

3. Lekarze są przeciwni

Jak opowiada Małgorzata Uchman, ginekolog – położnik, obecność ojca podczas cięcia cesarskiego jeszcze przed pandemią była kwestią dyskusyjną. Nie każdy szpital się na to zgadzał.

- Teraz jest szczególna sytuacja. Mimo poluzowania restrykcji wirus nigdzie nie zniknął. Dlatego obecność ojca podczas porodu jest niepotrzebnym narażaniem personelu medycznego, a przez to i innych pacjentów porodówki – podkreśla Uchman.

Początkowo według zaleceń krajowego konsultanta, ojcowie musieli poddać się testom na koronawirusa. Jednak ten wymóg spotkał się z dużą krytyką i został wycofany.

- Aby mógł się odbyć poród rodzinny, szpital musi zapewnić rodzącej indywidualną salę porodową wyposażoną w oddzielny węzeł sanitarny, partner może przyjść dopiero w momencie, kiedy poród się rozpocznie i przebywać z rodzącą do dwóch godzin po porodzie. Przypominam, że zgodnie z zaleceniem Głównego Inspektora Sanitarnego jeszcze z marca 2020 r. odwiedziny w szpitalach powinny być ograniczone. W podobnym tonie wypowiadał się Rzecznik Praw Pacjenta - tłumaczy prof. dr hab. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii.

4. Koronawirus. Zamieszanie na porodówkach

W praktyce sytuacja na większości oddziałów porodowych w Polsce jest chaotyczna. Joanna Pietrusiewicz przyznaje, że do Fundacji Rodzić po Ludzku ciągle zgłaszają się kobiety, które są przerażone absurdalnymi procedurami wprowadzanymi przez niektóre placówki. Często do ostatniej chwili nie wiadomo gdzie się odbędzie poród i czy ojciec zostanie do niego dopuszczony.

O chaosie i wolnej amerykance na porodówkach mówi również ginekolog-położnik jednego z warszawskich szpitali. Lekarz prosi o nieujawnianie jego nazwiska, ponieważ dyrekcja placówki wymusza na personelu, aby trzymał język za zębami.

- Nie wolno nam opowiadać o realnej sytuacji. A jest ona taka, że codziennie przyjmujemy porody, mamy do czynienia z wieloma kobietami. Żadna z nich nie jest przebadana w kierunku koronawirusa. A my ze środków ochrony osobistej mamy co najwyżej maseczki chirurgiczne – opowiada położnik. – Ostatnio trafiła do nas kobieta, która powinna być objęta kwarantanną, ale dyrekcja szpitala zlekceważyła zagrożenie i pacjentka przebywała na ogólnym oddziale. Nie nosiła nawet maseczki – dodaje.

Zobacz także: Porody rodzinne w czasach koronawirusa: chaos i brak informacji. Do ostatniej chwili nie wiedzą, czy będzie przy nich partner

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze