Trwa ładowanie...

Nie szczepią ze wskazań medycznych. Obrywają od innych rodziców

Nie szczepią dzieci, bo takie mają wskazania medyczne. Wysyłają dzieci do przedszkola, dbają o ich zdrowie. A później okazuje się, że są wytykani palcami, "bo nie szczepią". Czują się wyobcowani. Rodzice dzieci, którym ze względów zdrowotnych nie podano szczepionek, zabierają głos.

Zobacz film: "Dr Harvey Karp twierdzi, że zna przyczynę autyzmu. Nie chodzi o szczepionki"

1. Nie szczepią, bo nie chcą

Główny Inspektorat Sanitarny alarmuje. Coraz więcej rodziców nie szczepi dzieci. W 2008 roku było to ok. 2 tys. dzieci, w 2017 roku obowiązkowym szczepieniom nie zostało poddanych aż ok. 30 tys. maluchów. Ten wzrost niepokoi lekarzy, którzy podkreślają, że pełna wyszepialność jest bardzo ważna z punktu widzenia zdrowia publicznego.

Do tego, by polskie społeczeństwo mogło być bezpieczne, potrzebna jest wyszczepialność na poziomie ok. 95 proc. Spadek to większe ryzyko rozwoju chorób zakaźnych.

Choć środowiska rodziców, którzy odmówili szczepień zapewniają, że nic takiego się nie wydarzy, przykłady widać za granicą. Mowa o atakującej na Ukrainie odrze. Choroba coraz śmielej wchodzi do Polski. Pewności, że osoby niezaszczepione nie zachorują nie mamy. O zagrożeniu zaczyna się mówić coraz częściej.

Zdarza się, że odczuwają to też rodzice dzieci, którym nie podano szczepionek ze względu na stan zdrowia. Oni dodatkowo bywają też hejtowani przez innych rodziców.

2. "Może się nauczą"

"Oby te niezaszczepione zdechły. Być może rodzice wtedy się nauczą" – takie słowa można przeczytać w sieci. Kierowane są także do rodziców dzieci, które nie zostały zaczepione, bo tak zdecydował neurolog.

Przeczytała je m. in. Magda. Jej 5-letni syn nie mógł otrzymać szczepionek. Już w pierwszej dobie życia został umieszczony w inkubatorze. Dawkę szczpionki przeciwko gruźlicy otrzymał dopiero dwa dni później.

Zobacz materiały na temat szczepień nie tylko:

Podobnie było z innymi. Na świnkę, odrę i różyczkę 5-letni Igor nie jest szczepiony do dzisiaj. Niedawno lekarka znowu mu to szczepienie odroczyła. Chłopczyk ma opóźnienia rozwojowe i lekarz boi sie podać mu antygenów chorób. - Uważa, że to może zbytnio obciążyć i tak delikatny ośrodkowy układ nerwowy Igora, może też spowodować poważny niepożądany odczyn poszczepienny – wyjaśnia Magda.

I zaraz dodaje, że nigdy nie miała kłopotów z personelem medycznym. - Oni wiedzą, że skoro są wskazania do odroczenia, to nie jest to wymysł – mówi dziewczyna. - Ja naprawdę chciałabym zaszczepić syna, ale neurolog mi powtarza, że jest on w grupie wysokiego ryzyka NOP, więc za jego radą nie szczepię – precyzuje.

Mniej wyrozumiali są za to inni rodzice. Na wielu grupach na Facebooku można przeczytać krytyczne wobec nieszczepiących komentarze.

"Niech wasze dzieci zdechną", "ich nic nie nauczy", "zagrażacie innym" – to tylko trzy wybrane.

"Śmieją się z nas, że boimy się autyzmu. A to nieprawda. Rodzice dzieci z chorobami ośrodkowego układu nerwowego i lekarze boją się np. wiotkości mieśniowej. U nas postępuje. Boją się bezdechu, padaczki itp. Bo takie NOP-y mogą się zdarzyć, to uszkodzenie OUN. I właśnie dlatego odracza się szczepienia. Nikt nie "naczytał się o autyzmie". Jesteśmy odraczani z innego powodu - wyjaśnia Magda.

- O ile katar nie jest przeciwwskazaniem do szczepienia, o tyle poważne zaburzenia neurologiczne już tak. Każdy przypadek lekarz rozptruje indywidualnie i według własnej wiedzy i odpowiedzialności za zdrowie dziecka zaleca szczepienia lub je odracza. To muszą być jednak naprawdę poważne sprawy - podsumowuje dr Aneta Kot, pediatra.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.