Trwa ładowanie...

Błażej Staryszak i Krzysztof Wiśniewski napisali książkę "Tata nie ma siły". Mówią, jak zmieniło ich rodzicielstwo

Mama zakładająca krzywo czapeczkę swojemu dziecku w oczach innych nie radzi sobie ze swoją rolą i jest złą matką. Ojciec w tej samej sytuacji może zostać pochwalony za bycie przewidującym, że dziecko może zmarznąć. O różnicach w postrzeganiu rodzicielstwa i tym, co ma wspólnego wychowanie z improwizacją, opowiadają autorzy książki "Tata nie ma siły", Błażej Staryszak i Krzysztof Wiśniewski.

Zobacz film: "Ojciec sześcioraczków z Krakowa"

Mimo że ojcowie nie muszą znosić dolegliwości związanych z ciążą (przynajmniej bezpośrednio), a później być głównym "zaspokajaczem" potrzeb małego człowieka, to kultura i tak daje im "bonusowe punkty za nic". Błażej Staryszak i Krzysztof Wiśniewski, związani z warszawskim Teatrem Improwizowanym Klancyk, postanowili przerwać zmowę milczenia. Młodzi ojcowie chętnie przyznają się do swoich porażek, a o sobie mówią, że pełnią tę funkcję "czysto amatorsko". Przekonują, że płeć i doświadczenie nie mają żadnego znaczenia w radzeniu sobie z trudami wychowania, a kobietom za ich wysiłek należy się ogromny szacunek.

Tata nie ma siły. Błażej Staryszak i Krzysztof Wiśniewski
Tata nie ma siły. Błażej Staryszak i Krzysztof Wiśniewski (fot. Bartek Warzęcha )

Maria Krasicka, WP parenting: Co ma wspólnego improwizacja z rodzicielstwem?

Krzysztof Wiśniewski: Bardzo dużo. Mam czasem wrażenie, że za dużo. Wydaje mi się, że my inaczej rozumiemy improwizację niż ludzie, którzy na co dzień używają tego słowa. Dla nas improwizacja teatralna to nie tylko brak przygotowania i reagowanie na bieżąco. Przeciwnie. To bardzo dobre przygotowanie na wszystko, co się może wydarzyć. Improwizacja przygotowuje na rzeczy niespodziewane i to bardzo się przydaje przy opiece nad dziećmi. Druga cecha impro, która mi bardzo pomaga, to obudzenie w sobie tego wewnętrznego dziecka. Zgodzeniem się na pewne zabawy, gry i głupotę, którą się robi na co dzień. W kontakcie z dziećmi to bardzo pomocne, bo jest się razem z nimi, rozumie się ich punkt widzenia, zabawy.

Błażej Staryszak: Improwizacja przygotowuje nas do bycia niepoważnym dużo częściej niż osoby, które nie zajmują się komedią. Improwizacja często polega na poszukiwaniu gry w scenie. Dzieci uwielbiają wszystkie interakcje, które są oparte na grze i wydaje mi się, że nam jest dzięki temu łatwiej wchodzić z nimi w taką relację. Impro jest igraszką w porównaniu do wychowania dzieci i zajmuje nam w najlepszym wypadku kilka godzin, a ojcami jesteśmy przez cały czas. Często wyjście z domu jest ucieczką od trudów wychowania, a to raczej nie działa w drugą stronę. Rzadko zdarza nam się uciekać przed naszą widownią, żeby pobyć z dziećmi.

Michał Rzecznik
Michał Rzecznik (Facebook)

Kiedy postanowiliście założyć fanpage’a? Co was do tego skłoniło?

B. Staryszak: Kiedy spodziewaliśmy się dziecka i okazało się, że Krzysiek też zostanie ojcem, nie mieliśmy żadnych znajomych, którzy byliby w tej sytuacji. Okazało się, że nikt nas nie rozumie i też nikt nie jest szczególnie zainteresowany. Bo wtedy w moim otoczeniu wśród ludzi zbliżających się do 30-stki rodzicielstwo było bardzo odległą perspektywą. Wtedy zaczęliśmy się wymieniać tymi spostrzeżeniami, a one nas śmieszyły i uznaliśmy, że być może będą też śmieszne dla innych.

Błażej Staryszak
Błażej Staryszak (fot. Bartek Warzęcha )

K. Wiśniewski: Nasze dzieci urodziły się mniej więcej w tym samym czasie, więc bardzo szybko zaczęliśmy mieć dużo wspólnych doświadczeń, które były czasami miłe a czasami straszne. W tym przerażeniu, niedopasowaniu, zdziwieniu byliśmy razem. I bardzo szybko pojawiła się chęć przełamania tego w jakiś komediowy sposób. Natomiast fanpage założyliśmy stosunkowo późno.

Moje starsze dziecko dostało wysokiej gorączki, następnego dnia drugie, potem moja żona. Ja się trzymałem jeszcze trochę na nogach, ale potem zamieniliśmy się miejscami, ja zachorowałem, a ona trzymała wszystkich za ręce i to był taki moment, kiedy stwierdziłem, że muszę to gdzieś opisać. To było takie doświadczenie, które musiałem jakoś przepracować. Opisanie tego komediowo wydało mi się rozsądne. Co ciekawe nigdy tego nie zrobiłem (śmiech), ale to był dla mnie taki początek naszego bloga. Później okazało się, że możemy to robić naprzemiennie. Rzadko piszemy jakieś rzeczy razem.

Krzysztof Wiśniewski
Krzysztof Wiśniewski (fot. Bartek Warzęcha )

B. Staryszak: Napisałem razem z Michałem Sufinem spektakl na scenę Klubu Komediowego, który opowiadał o przeżyciach człowieka, który staję się ojcem. Uchwyciliśmy tam sporo momentów z życia rodzica, które nadawały się na pożywkę dla komedii. Uznałem, że można pociągnąć to dłużej i regularnie dokumentować dorastanie naszych dzieci.

Dzielicie się swoimi spostrzeżeniami na Facebooku. Łatwo jest się przyznać szerokiej publiczności do porażki?

K. Wiśniewski: To jest coś, czego idealnie uczy improwizacji. To jest tego, że porażka nie jest końcem czegokolwiek. W impro każdy błąd jest prezentem. To podejście bardzo mi pomaga. Ja się przyznaję do porażki w wychowaniu dzieci, ale to porażka chwilowa. Coś, co mnie zaskoczyło, pokonało na chwilę, ale to nie znaczy, że skończy się to katastrofą. Mogę to odwrócić i następnym razem wyciągnąć wnioski i postąpić lepiej. Przyznanie się do błędu jest elementem rodzicielstwa. Oczywiście to też zależy od skali tej porażki.

B. Staryszak: Nam się wydało, że to jest rzecz, która dotyczy wielu rodziców. Poczucie porażki wobec jakiegoś imperatywu bycia dobrym rodzicem. Większości ludzi trudno się do tego przyznać, a może byłoby zdrowo mówić o tym poczuciu porażki otwarcie. My staramy się być, jak najlepsi i to jest już bardzo dużo. Trzeba być jak najlepszym rodzicem, ale to jest gonienie króliczka – zawsze można zrobić ciut więcej. Uznaliśmy, że w tym jest też potencjał zainteresowania naszych czytelników, którzy czują to, co my, ale nikt im nigdy nie powiedział, że to jest ok.

Tata nie ma siły
Tata nie ma siły (fot. Bartek Warzęcha )

W tej samej sytuacji mama jest zła, a tata sobie świetnie radzi. Kiedy zauważyliście tę różnicę w postrzeganiu rodziców?

B. Staryszak: Był to raczej szereg obserwacji. My, robiąc rzeczy zupełnie oczywiste: chodząc z nosidłem, odprowadzając dzieci do przedszkola, będąc zaangażowanym w ich życie, dostawaliśmy bardzo dużo (naszym zdaniem) niezasłużonych pochwał za absolutne minimum – samą obecność. Nasze najdrobniejsze gesty były wzmacniane pozytywnie, a z obserwacji życia publicznego w Polsce czy przejść naszych i naszych partnerek, wiemy, że społeczna poprzeczka dla mam postawiona jest dużo wyżej. Jak we wszystkim, kobiety mają dużo gorzej, a my jesteśmy sojusznikami kobiet.

K. Wiśniewski: Jesteśmy razem z nimi po prostu.

Michał Rzecznik, "Tata nie ma siły"
Michał Rzecznik, "Tata nie ma siły" (Facebook)

Po sukcesie bloga postanowiliście przenieść swoje przemyślenia na papier. Wkrótce premierę będzie miała wasza książka "Tata nie ma siły". Dla kogo ona jest? Dla ojców, mam? Osoba bezdzietna też może do niej zajrzeć?

K. Wiśniewski: Książka jest dla każdego, kto będzie w stanie coś z niej wynieść (śmiech). Czytali ją nasi bezdzietni znajomi. Jedni po prostu się z tego śmiali, inni byli przerażeni. Wszystko, co się w niej znajduje to nasze prawdziwe historie. Mamy mogą się utożsamiać z niektórymi sytuacjami, mówiąc "Tak, dokładnie tak jest!". Ojców chcemy przeciągnąć na swoją stronę, chociaż i tak większość, którą spotykamy na swojej drodze, jest równie zaangażowana w rodzicielstwo, jak my.

B. Staryszak: Piszemy do rodziców. Zwracamy się do czytelnika, nie precyzując, czy jest nim mama, czy tata. Wierzymy, że większość doświadczeń rodzica jest w miarę uniwersalna. Dla bezdzietnych czytelników ta książka to humor abstrakcyjny, dla rodziców – sytuacyjny.

Michał Rzecznik
Michał Rzecznik (Facebook)

K. Wiśniewski: Dla bezdzietnych to może przypominać czytanie książek wojennych i myślenie: "Ale bym chciał przeżyć taką przygodę!". Jeśli ktoś znajdzie w sobie ciągoty do tak ekstremalnych wrażeń, to znaczy, że może jest gotowy do bycia rodzicem.

Zresztą współautorem książki jest jej ilustrator, Michał Rzecznik. On nie ma dzieci, przez co jego praca ma dwa poziomy: komentowanie tego, co napisaliśmy, a drugi to są jego autorskie i zaskakująco celne żarty z wyobrażeń na temat ojcostwa.

Na wstępie można przeczytać takie zdanie: "Już czas odczarować termin "bezstresowe wychowanie" tak, żeby oznaczał zrelaksowanych rodziców, a nie wk!@#$ające dzieci". Czy to jest klucz do waszej książki? Jak być wyluzowanym rodzicem?

K. Wiśniewski: To jest motto naszej książki. My jesteśmy z naszymi dziećmi bardzo blisko. Natomiast termin "bezstresowe wychowanie" potocznie dotyczy dzieci, które są pozostawione same sobie.

B. Staryszak: Nie dajemy recept i dość jasno mówimy we wstępie, że jesteśmy ojcami czysto amatorsko. Nie znamy się na wychowaniu, opisujemy nasze osobiste doświadczenia. Chcemy, żeby bezstresowe wychowanie oznaczało mniej stresu dla rodzica. Rekomendujemy, żeby trochę się wyluzować. Jeśli masz dobre intencje i chcesz, żeby twoje dziecko było szczęśliwe, ważne, żebyś sam był szczęśliwy. Ładowanie całej energii życiowej w wychowanie nie jest zdrowe dla nikogo. Im więcej znajdziemy przestrzeni dla siebie samych, tym więcej będziemy mieli satysfakcji z bycia ze sobą. Wyszło trochę górnolotnie, ale to prawda.

K. Wiśniewski: Ludziom się wydaje, że początek jest trudny, a to jest po prostu początek. Potem zmieniają się wyzwania, zmieniają się problemy i często tęskni się do tych nieprzespanych nocy, które były wywołane kolką, która mijała.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.