Do szkoły na dwie zmiany. To czeka uczniów od przyszłego roku?
Dzieci z podstawówek będą musiały chodzić na lekcje na popołudnia? W wielu szkołach to nie do uniknięcia. Na dwie zmiany będą musieli uczęszczać do szkoły uczniowie w jednej z podlubelskich gmin. To efekt likwidacji gimnazjum i tego, że w placówkach zostaną uczniowie przyszłych klas siódmych. - W tym roku jeszcze jakoś się pomieścimy, ale za rok może być ciężko – mówi w rozmowie z WP parenting Teresa Kot, wójt gminy Jastków.
Mowa o szkole podstawowej w Snopkowie. Dziś uczy się tam ponad 200 dzieci w klasach od 1 do 6. W roku szkolnym 2017/2018, w związku z wygaszaniem gimnazjum, w placówce pozostaną jeszcze uczniowie klas 7. Rok później uczniów będzie jeszcze więcej - siódmoklasiści przejdą do klasy ósmej, przyjęte zostaną też pierwszaki. Teresa Kot przyznaje, że tak duża liczba dzieci w jednym, niewielkim budynku może stwarzać problem.
1. "Nie zmieścimy się!"
- Już teraz ledwo się mieścimy. Jednak to rok szkolny 2018/2019 będzie dla nas największym wyzwaniem. W związku z tym, że dzieci będzie sporo, bardzo prawdopodobne jest, że pewna ich grupa będzie uczyć się w trybie zmianowym – przyznaje Teresa Kot. Jak ten system miałby wyglądać? To na razie trudno określić, ponieważ samorząd wciąż opracowuje sieć szkół i liczy wszystkich uczniów.
Przeczytaj koniecznie
- Podróż bez niepotrzebnych problemów, czyli jak ułatwić sobie życie
- Po co sprzątać? Zobacz, jak uniknąć nadmiaru obowiązków
- Obalamy mity na temat rozszerzania diety niemowlaka
- Pediatra odpowiada na wasze pytania
- Nie daj się oszukać! Czy wiesz, jak rozpoznać prawdziwy tran?
- Nowa technologia w domu. Zobacz, jak zmieni twoje życie
Podobny problem będzie mieć sąsiednia gmina Niemce. Wiadomo już, że w systemie na dwie zmiany do szkoły chodzić będą uczniowie podstawówek w Dysie, Nasutowie, Jakubowicach Konińskich oraz Rudce Kozłowieckiej.
- Docierają do nas takie sygnały, szczególnie ze szkół, w których w efekcie poprzedniej reformy utworzono oddziały przedszkolne. W takich szkołach miejsca dla uczniów klas 7 i 8 faktycznie może zabraknąć, a system zmianowy okaże się jedynym ratunkiem przed przenoszeniem dziecka do innej placówki. To będą trudne decyzje - mówi Sławomir Sosnowski, prezez Lubelskiego Okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Jak się okazuje, system zmianowy nie jest nowością. W obecnym roku szkolnym w ten sposób uczą się pierwszo- i drugoklasiści w kilku szkołach podstawowych we Wrocławiu. Praca szkoły planowana jest tak, by koniec ich lekcji przypadał maksymalnie na godzinę 16. Tuż przed zajęciami uczniowie mają zapewnioną opiekę w świetlicy.
Ale są też miejscowości, w których miejsc w podstawówkach starczy dla wszystkich. - Ja nie widzę tego problemu – mówi Bogusław Fijas, wójt gminy Ostróda. - Jestem gorącym zwolennikiem wygaszenia gimnazjów od tego roku szkolnego. Zrobimy to, a dzieci naukę kontynuować będą w podstawówkach, stosownie ich podzielimy. Robimy tak, żeby wszyscy byli zadowoleni – dodaje.
2. Rodzice: nauka do 17 to przesada
Pomysł dwuzmianowości budzi sprzeciw rodziców.
- Oczywiście, że nie podoba mi się to, że córka będzie kończyć późno lekcje. W tej chwili trzy razy w tygodniu kończy o 16, wiec perspektywa lekcji do 17 albo dłużej mnie nie cieszy – mówi Kinga, mama 9-letniej Agnieszki z Lublina. W szkole do której chodzi Agnieszka dyrekcja nadal rozważa, czy wprowadzi naukę na dwie zmiany. Tam jednak zmiany te związane są z likwidacją gimnazjum znajdującego się w innym budynku. Aby nie stał on pusty, urzędnicy chcą przenieść do niego uczniów z okolicznych podstawówek.
- Nie przeniosę jej do innego budynku, tylko dlatego, że zlikwidowano gimnazjum i trzeba go zapełnić uczniami z innych szkół. Zapisywałam dziecko to tej szkoły i chcę, żeby tę szkołę skończyło – zarzeka się Kinga.
Teresa Kot, wójt Jastkowa problem widzi gdzie indziej. - Rodzice są zdezorientowani i to da się zauważyć. Tym bardziej, że w szkołach podstawowych, po likwidacji gimnazjów i przypisaniu dzieci do placówek według rejonu, może okazać się, że w jednej klasie będzie np. 5 osób. I te 5 osób będzie musiało czekać na lekcje, ponieważ w danym momencie może nie być wolnej pracowni – precyzuje.
Czy problem z nadmiarem uczniów w małych placówkach da się rozwiązać tak, by nie wprowadzać dwóch zmian?
- U nas jedynym wyjściem jest rozbudowa, ale to wiąże się z formalnościami, których nie da się tak szybko załatwić - podsumowuje Kot.
Co na to Ministerstwo Edukacji? Zbierając materiały do tekstu, wysłaliśmy do resortu zapytanie. Nadal czekamy na odpowiedź.