Miasto z morza (recenzja)

"Miasto z morza" - film oparty na motywach powieści Stanisławy Fleszarowej Muskat pt. "Tak trzymać", tak streszczony przez dystrybutora:

"Poruszająca opowieść o pracy, przyjaźni i miłości, o nadziejach i porażkach oraz o początkowym, pionierskim, okresie budowy portu gdyńskiego, inwestycji na tamten czas olbrzymiej i kosztownej, realizowanej wysiłkiem Polskiego Rządu, inżynierów i robotników. Jest również historią rodzącego się miasta i obejmuje okres około trzech lat od wiosny 1923 do uzyskania przez Gdynię praw miejskich (10.II.1926).

Główny bohater, Krzysztof Grabień, w którego rolę wcieli się Jakub Strzelecki, przyjeżdża ze wsi pod Przeworskiem, aby - razem ze swoim przyjacielem Wołodią Jazowieckim (Paweł Domagała) - uczestniczyć w budowie gdyńskiego portu. Na miejscu poznaje Kaszubkę, Łuckę Konkę (Julia Pietrucha). Młodzi zakochują się w sobie, a na swojej drodze spotykają Panią Helenę (Małgorzata Foremniak), wdowę po oficerze Legionów, która po przyjeździe z Warszawy próbuje prowadzić nad morzem restaurację i rozpocząć swoje życie na nowo.

Czy jest to wielkie dzieło kinematografii polskiej? Czy przejdzie do historii, opowiadając o historii? Raczej nie. Spory potencjał, jaki niósł ze sobą temat przewodni - budowa portu w Gdyni, nie został wykorzystany.

Oglądając film nie czułam, że jestem "świadkiem" wielkiego wydarzenia. Zabrakło rozmachu, który pokazałby, jakie to było olbrzymie przedsięwzięcie. Niestety, również temperatura uczuć i emocji, bijąca z ekranu, jest dość niska i nie rozpaliła mego serca. Aktorzy grają poprawnie, ale raczej bez zbytniego zaangażowania. Bez "wczucia" się i zatracenia. Mnie osobiście, spójny odbiór filmu, utrudniała mnogość języków. Mamy tu polski, niemiecki, kaszubski, francuski, niekiedy w jednym dialogu.

Lekko nie jest.

Ponieważ fabuła jest prosta, akcja (?) statyczna, relacje międzyludzkie, rozterki i uczucia bohaterów dość powierzchownie ujęte, film można sobie obejrzeć na całkowitym luzie emocjonalnym. Jest idealny, gdy za oknem deszczyk, biomet niekorzystny, a my potrzebujemy chwili relaksu, bez silnych doznań. Polecam kawę, coś na ząb, wygodny fotel i "Miasto z morza". Otrzymamy 113 minut miłych dla oka obrazów z historią ludzi i portu w tle.

Miłego i spokojnego seansu życzę.

Aneta s. Marciniak, ponad rok temu
Komentarze

DYSKUSJE NA FORUM