Lenka, Fryderyk i podróże (recenzja)

W tym krótkim tytule wszystko już jest zawarte: „Lenka, Fryderyk i podróże”, gdyż bohaterami książki Olgi Masiuk są… Lenka, Fryderyk i ich podróże. Kim są Lenka i Fryderyk? Trudno stwierdzić. Przez całą książkę nie pada ani jedno słowo określające ich wygląd. Są stworami, ale jakimi i do czego lub kogo podobnymi? Tego się nie dowiemy. Tak samo jak nie dowiemy się, kim są ich bliskie koleżanki-bliźniaczki Euzebie.

Mimo że jedna jest brzydka a druga piękna, to i tak pozostają nierozróżnialne, bo wyglądają identycznie. Niby można się sugerować ilustracjami Agnieszki Żelewskiej (dość skromnymi, bo czarno-białymi, ale nader sympatycznymi), wedle których główni bohaterowie przypominają myszki, a ich koleżanki – tylko trochę – ludzi, ale nie mamy pewności, czy jest to wizja ilustratorki, czy też poprzedzony dyskusjami i wyjaśnieniami wynik rozmów z autorką.

Tak wiele jest niewiadomych w tej powieści, że już na poziomie pierwszego rozdziału bardzo mnie zaintrygowała.

Choć Lenka i Fryderyk bardzo się przyjaźnią, są postaciami o skrajnie różnych upodobaniach. Dziewczynka nie usiedzi w miejscu. Uwielbia podróże koleją i korzysta z każdej okazji, by poznawać nowe miejsca. Fryderyk zaś, zamiast własnej empirii, woli posiłkować się doświadczeniami innych, którzy potem spisali je w książkach. Chłopiec pasjami czyta wszystko, co mu tylko wpadnie w łapki, toteż rzadko opuszcza swój ulubiony fotel.

Pewnego dnia wszystko się zmienia. Bohaterowie kłócą się o drobnostkę i Lenka w gniewie wyrusza w podróż. Po pobycie w Dziwacznej Dolinie (gdzie zachowanie mieszkańców jest dla małej podróżniczki całkowicie niezrozumiałe) udaje się do Wodnego Miasteczka. I tu, bagatela, w wyniku zderzenia z łodzią trafia do szpitala! Gdy nuda wyziera z każdego kąta, wybawieniem stają się… książki! Lenka odkrywa ich magiczną moc i zaczyna rozumieć Fryderyka…

Fryderyk zaś, tchnięty nagłym impulsem, wyrusza w swoją pierwszą w życiu podróż. Początkowo onieśmielony, z czasem nabiera animuszu, a dzięki nowo poznanemu znajomemu o imieniu Eustachy potrafi sobie świetnie zorganizować czas w nowym miejscu. Panowie zwiedzają, jadają w restauracjach, dyskutują i wymieniają się historiami przeczytanymi w książkach.

Jednakże z czasem, zarówno Lenka, jak i Fryderyk czują, że czas wrócić do swoich przytulnych domków; że podróże są przyjemne, ale ustalony rytm dnia powszedniego w Przełęczy ma również swój urok. I choć ona dalej będzie podróżowała, a on namiętnie czytał książki, to ostatnie wydarzenia sprawiły, że będą się teraz o wiele lepiej rozumieć.

To jest wspaniała, pełna ciepła i ciekawych przygód książka. Radosna, sympatyczna i edukacyjna. Powieść, z której, niejako niechcący, wysuwa się wniosek, że by zrozumieć drugą istotę, trzeba choć raz przeżyć to samo co ona. Oraz że konflikty mogą być łatwe do zażegnania i że… ważne jest mieć dokąd wracać. Książka zdobyła II nagrodę w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren w kategorii książek dla dzieci w wieku 6-10 lat, a ja mogę się tylko zgodzić z kapitułą konkursu.

Polecam!

Agata Hołubowska, ponad rok temu
Komentarze

DYSKUSJE NA FORUM

Artykuły Testy i recenzje
Testy i recenzje

Kicia Kocia

Kicia Kocia

Kicia Kocia to książka dla maluchów, nie tylko o gotowaniu