Przejdź na WP

Hoai Nam Trinh: laureat Wyróżnienia Białej Wstążki

Hoai Nam Trinh pochodzi z Wietnamu. Do Polski przyjechał w 1983 roku za pieniądze ze stypendium państwowego. Kraj nad Wisłą od razu bardzo mu się spodobał. Był wówczas oazą wolności. Ludzie tu mieszkający wydali mu się pracowici i serdeczni.

Zobacz film: "Wychowanie a pewność siebie"

Do dzisiaj Hoai Nam Trinh zdania o Polakach nie zmienił. Gdy wyjeżdża z rodziną na wakacje, zostawia sąsiadom klucz do mieszkania, by podlewali mu kwiaty. Odwdzięcza się zaproszeniem na kolację, w czasie której serwuje sajgonki. Ufa w ludzką dobroć.

Hoai Nam Trinh z żoną
Hoai Nam Trinh z żoną (Arch. prywatne)

1. A w sercu muzyka gra

Hoai Nam Trinh włada doskonałą polszczyzną. Uczył się w Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców przy Uniwersytecie Łódzkim. Dzięki temu łatwiej mu było studiować na Politechnice Warszawskiej, na wydziale Inżynierii Sanitarnej i Wodnej.

Czegoś jednak w życiu Wietnamczyka brakowało. Wraz z polskimi przyjaciółmi postanowił nieco pokolorować szarą rzeczywistość lat 80. Założyli zespół taneczny P-89. Już po miesiącu zobaczyć ich można było w telewizji, zaraz potem po raz pierwszy wystąpili przed wielką publicznością na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

Do 1996 roku Hoai Nam Trinh pojawiał się jako tancerz i aktor na różnych scenach. Zwłaszcza deski Teatru Syrena w Warszawie i Teatru Muzycznego w Gdyni były mu szczególnie bliskie. Bywał w programach telewizyjnych, grał w filmach. Razem ze swoim zespołem tanecznym piosenką „Mydełko Fa” podbił serca Polaków i amerykańskiej Polonii.

Po zakończeniu kariery scenicznej zdecydował się otworzyć własną firmę - biuro rachunkowe. Razem z żoną, Cao Thi Ha, zamieszkali w Warszawie. Tu urodziły się ich dzieci – Mariusz Minh, Jarosław Son, Justyna Mai.

Hoai Nam Trinh z rodziną
Hoai Nam Trinh z rodziną (Arch. prywatne)

W 2004 roku zatrudnił Halinę Dmytrowską. Wtedy nawet nie przypuszczał, że zmieni to jego życia.

Kobieta przyznała się pracodawcy do swojej trudnej sytuacji. Przez lata była maltretowana przez męża. Gdy zdecydowała się od niego odejść, nie miała gdzie pójść. Zamieszkała razem z trójką dzieci w Ośrodku Interwencji Kryzysowej.

Nigdy wcześniej nie pracowała, więc znalezienie pracy nie było łatwe. A kiedy już ktoś ją zatrudnił, szybko była zwalniana. Dbał o to jej mąż, który pisał donosy na jej pracodawców. Zaczęły się kontrole. Nikt nie chciał kłopotów, więc kobieta znowu musiała szukać nowej pracy. Hoai Nam Trinh się nie przestraszył. Razem z żoną postanowili pomóc kobiecie i jej dzieciom. Wspierali ją finansowo i materialnie.

2. Uprzejmie donoszę…

Mąż Haliny nie odpuszczał. Śledził zarówno ją, jak i jej pracodawcę. Hoai Nam Trinh widział, jak z ukrycia robi zdjęcia jemu i siedzibie firmy. Bywał też pod domem Wietnamczyka. Zdjęcia wysyłał do urzędów, pisał donosy. Robił to nawet wówczas, gdy pani Halina przestała już pracować w firmie Hoai Nama.

Czy się bał? To były czasy, gdy Polska nie była jeszcze członkiem Unii Europejskiej, a o urzędnikach słyszało się opowieści mrożące krew w żyłach. Mówiono, że mogą zniszczyć każdą firmę.

Nie miałem wówczas wielu doświadczeń w kontaktach z urzędami. Nie wierzę w złą wolę urzędników i uważam, że wszelkie problemy wynikają z niespójnych przepisów. W przypadku mojej firmy sytuacja była dość klarowna, a człowiek uczciwy nie ma czego się bać. Mogłem co najwyżej zapłacić karę za jakieś drobne błędy, a nie chciałem pozwolić, by jeden zdemoralizowany człowiek miał wpłynąć na moje decyzje – mówi Hoai Nam Trinh.

Obecnie pani Halina pracuje w innym miejscu, jej dzieci są już dorosłe, wiodą spokojne życie. Kto wie, czy mogłabym napisać to zdanie, gdyby nie Hoai Nam Trinh?

3. 1 września nie pracujemy

A jakim pracodawcą jest Hoai Nam Trinh? Z pewnością zasługującym na wyróżnienie, choćby dlatego że jego firma jest przyjazna dla matek. Tu nikt się nie boi, że zostanie zwolniony, bo musi iść z dzieckiem do lekarza albo zostać z nim w domu, bo jest chore. Pracownice mogą wziąć dzień wolny od pracy, żeby jechać na wycieczkę szkolną z klasą ich pociechy. Biuro jest zamknięte w dniach rozpoczęcia i zakończenia roku szkolnego.

Hoai Nam Trinh z córką
Hoai Nam Trinh z córką (Arch. prywatne)

4. Bohater z rysą

Wyróżnienie Białej Wstążki, przyznawane mężczyznom, którzy przeciwstawili się przemocy wobec kobiet, nieco zaskoczyło Wietnamczyka. Wcale nie uważa, że jego czyn był czymś wyjątkowym. – Robiłem to, co uważałem za właściwe. Było to zresztą zgodne z moim upartym charakterem i znajdowało się w zasięgu moich możliwości. Uważam, że to wyróżnienie powinno należeć się komuś, kto dokonał czynu ponad swoje siły – tłumaczy.

Hoai Nam Trinh nie uważa się za bohatera. Zauważa, że taka osoba musi być bez skazy, a przecież on nie ma krystalicznego charakteru. Mimo wszystko z wyróżnienia bardzo się ucieszył. Jest mu ono bardzo pomocne. Chcąc wychować swoje dzieci na porządnych ludzi, nie boi się pokazać im dyplomu, mówiąc: „Dzieci! Starajcie się w życiu być dobrzy, tak jak wasi rodzice!”.

Wyróżnienie Białej Wstążki zostanie przyznane po raz siódmy. Kandydatów można zgłaszać do 25 listopada 2016 roku. Więcej informacji na stronie internetowej.

 

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.