Trwa ładowanie...

Toksyczne matki. Relacje, które rujnują życie

Toksyczna relacja z matką może być zarówno pełna krzyków, agresji oraz przemocy, jak i milczenia i obojętności. Może także wpływać na najważniejsze życiowe wybory – męża, żony czy ścieżki zawodowej i odbijać się echem przez całe życie. Krzywdzące doświadczenia wyniesione z rodzinnego domu nie rzadko bywają tymi, które najchętniej schowałoby się na dno szafy, ponieważ to właśnie za nimi skrywane są prawdziwe dramaty.

Zobacz film: "Defekty odporności u dzieci"

1. Matka, czyli kto?

Więź łącząca dziecko z matką jest jedną z najważniejszych w życiu, ponieważ bardzo często wpływa na stosunek do samego siebie, relacje z innymi ludźmi czy wybory zawodowe, a więc wszystko to, co kształtuje naszą osobowość. Matka najczęściej kojarzy się z rodzinnym ciepłem, bezwarunkową miłością oraz wsparciem otrzymywanym w potrzebie. Niestety, w relacjach z matką dochodzi też do emocjonalnych nadużyć, których konsekwencje są bolesne i wstydliwe zarówno dla matki, jak i dziecka, o czym przekonały się nasze rozmówczynie Iwona i Ewa, dojrzałe już dziś kobiety. Odpowiedzialne za nie są z reguły matki, które określa się mianem toksycznych.

2. Jak rozpoznać toksyczną matkę?

Barbara Szalacha, psycholog, w rozmowie z WP Parenting scharakteryzowała toksyczną matkę i wymieniła jej cechy.

- Najczęściej poznajemy ją po cierpiącym wyrazie twarzy, skargach na ciężkie życie, albo definiowaniu swojego macierzyństwa jako "poświęcenia" dla dobra dziecka czy wręcz całej rodziny. Jest zawsze blisko, choć zmęczona i z bolącą głową lub kręgosłupem, więc ta bliskość czyni ją obiektem troski swoich dzieci niezależnie od tego, ile same mają lat. Bo dzieci są z natury empatyczne, a w dodatku przecież "matka jest tylko jedna" - mówi ekspertka.

Zdaniem psycholożki taka sytuacja jest często wynikiem konfliktu rodziców, gdzie nie ma możliwości, aby ojciec lub inny dorosły wsparł matkę, w związku z czym rola ta przypada dziecku. Taka sytuacja jest w psychologii określana jako parentyfikacja, czyli odwrócenie ról w rodzinie.

Barbara Szalacha przypomina też, że toksyczność takich matek nie kończy się wraz z dorosłością dzieci. Wręcz przeciwnie - im bardziej próbują oddalić się od domu, tym gorsze przybiera formy, bo np. każdy poznany przez córkę chłopak czy dziewczyna syna są traktowani jak zagrożenie, więc pojawiają się dawne reakcje obronne matki, a w ślad za nimi również dawne nawyki dziecka skierowane na ratowanie matki w myśl powiedzenia, że "matka jest tylko jedna".

- Toksyczni rodzice to nie tylko ci, którzy stawiają dziecko w roli swojego opiekuna i pocieszyciela, ale i ci, którzy identyfikują się z nim i wchodzą w rolę równoległą z córką czy synem, zamiast pozostać osobą nadrzędną. Są to zwykle osoby niedojrzałe, powierzające dorastającym dzieciom swoje problemy intymne i wymuszające na nich relacje podobne do koleżeńskich, bo matka pożycza od córki ubrania, skraca dystans z jej rówieśnikami, a potem partnerami - dodaje Szalacha.

Iwona jest córką toksycznej matki. Prowadzi na facebooku konto pt. "Pamiętasz ją?", gdzie dzieli się swoimi doświadczeniami i walką z uzależnieniem
Iwona jest córką toksycznej matki. Prowadzi na facebooku konto pt. "Pamiętasz ją?", gdzie dzieli się swoimi doświadczeniami i walką z uzależnieniem (Facebook)

3. Historia Iwony

Iwona ma dziś 42 lata, prowadzi na Facebooku fanpage pt. "Pamiętasz ją?", gdzie opisuje swoje pełne trudów życie. W rozmowie z WP Parenting opowiedziała o swojej bolesnej historii związanej z wychowaniem przez toksyczną matkę oraz konsekwencjach, z którymi musiała się mierzyć nie tylko jako dziecko, lecz także jako dorosła już kobieta.

- Jak byłam mała to za każdym razem, gdy przychodziłam do mamy pochwalić się swoim sukcesem, dowiadywałam się, że ona by to zrobiła lepiej i zaraz pokaże mi jak. Pamiętam, jak w domu moich rodziców była taka gruba książka "Od objawu do rozpoznania". Był to słownik chorób z ich wszystkimi możliwymi symptomami. Można było filtrować także objawy i dopasować sobie chorobę. Moja mama ciągle to czytała. Szantażowała mnie i siostrę swoimi tajemniczymi chorobami i nagłą śmiercią. Szantażowała nas swoim rodzicielstwem, mówiąc: jak będziesz miała własne dzieci, to zobaczysz. Przedstawiała mi taki obraz, że dziecko to dla rodzica kara i krzyż pański - opowiada nam Iwona.

W dzieciństwie nie była typem buntowniczki, lecz wręcz przeciwnie - poukładaną prymuską, zawsze gotową do poświęceń.

- Byłam cichą dziewczynką, dobrze się uczyłam, bardzo dużo czytałam. Koleżanki latały za chłopakami, były dyskoteki, alkohol w parku na ławce i palenie papierosów za szkołą. Ja tylko siedziałam w domu i czytałam. I cały czas czuwałam... Żeby być, kiedy tata chciał porozmawiać, żeby rozweselić mamę, gdy leżała na podłodze w łazience jęcząc, że jak dorosnę, to zrozumiem. Żeby nauczyć siostrę pisać i czytać, żeby się uśmiechać przed szkołą i sąsiadami za całą rodzinę. I musiałam zamiatać to wszystko pod dywan, aż w końcu nie dało się po nim chodzić - mówi 42-letnia Iwona i dodaje: - Nigdy nie usłyszałam: "jestem z ciebie dumna". Zawsze mi mówiła przykre rzeczy. Że gruba, że taka, że owaka i dodawała, że “przecież lepiej, że ja ci to powiem niż ktoś obcy”.

4. Konsekwencje? Molestowanie, alkoholizm, rozwód

Iwona uświadomiła sobie, że relacje z matką oddziałują na jej dorosłe życie, kiedy rozpadło jej się małżeństwo i popadła w alkoholizm.

- Poczułam tak wielką niesprawiedliwość i tak wielką krzywdę, że już nie umiałam dłużej tego tłumić. Chciałam zwrócić na siebie uwagę, że to co najbliżsi mi robią przez tyle lat, to jest niesprawiedliwe. Zaczęłam pić i na złość się uzależniłam. Dwa razy chciałam się zabić, a umrzeć to prawie cały czas - przyznaje - mówi założycielka strony "Pamiętasz ją?".

- Czy ktoś się tym wszystkim przejął? Matka założyła sobie jeszcze większą koronę cierniową na głowę. A potem, jak już nie piłam ponad 2 lata, byłam z siebie taka dumna. Myślałam, że ona też. Ale nic się nie zmieniło. Mam czasami wrażenie, że jej to jest nie na rękę, że ja przestałam pić, bo odpadł kolejny powód, dla którego mogła użalać się nad sobą – opowiada Iwona.

W dzieciństwie Iwona była też wykorzystywana seksualnie przez znajomego rodziców. To był tak zwany "przyjaciel rodziny". Zawsze grzeczna i posłuszna wobec dorosłych, nie potrafiła się przed nim bronić.

- Był starszym facetem, może miał 50 lat. Nie wiem, mnie wtedy wydawał się strasznie stary. Przychodził często do moich rodziców, a nawet zostawał ze mną, jak ich nie było. Kiedy moja mama siedziała w kuchni albo wychodziła do sklepu, on chciał mnie dotykać i sprawdzać, czy mam już piersi. Pamiętam, że pytał, czy już jestem podlotkiem. Wiem od mojej siostry, że do niej też próbował się dobierać, ale ona wtedy uciekła z krzykiem do naszej mamy, coś tam jej tłumacząc po swojemu - mówi kobieta.

Siostra Iwony nie słyszy, a jej rodzice nigdy nie zdobyli się na wysiłek, żeby nauczyć się języka migowego. Dlatego matka nigdy nie rozumiała, o co chodzi jej córce.

- Trwało to może 4 lata. Może 5. Zabierał mnie też na "wycieczki". Rodzicom mówił, że będzie mnie uczył kierować autem, ale jechaliśmy do niego. Ja się nie obroniłam, nie uciekłam, nikomu nie powiedziałam. Po jakimś czasie zaczęłam się czuć współwinna. Poza tym ja się strasznie wstydziłam. Z moją mamą nigdy nie rozmawiałam o takich sprawach, jest bardzo pruderyjna. Mój tata nawet nie wiedział, do której klasy chodzę - żali się Iwona.

- Kiedyś zaprosiłam do domu koleżankę, taką pyskatą Żanetę. Nie lubiłam jej i nawet się jej bałam, więc naprawdę nie mogę sobie przypomnieć, dlaczego ona wtedy do mnie przyszła. I on był w domu. Sam. Częstował nas szampanem w długich, wąskich kieliszkach, a my piłyśmy. Żaneta się śmiała, wręcz wyśmiewała. Wcale nie czuła skrępowania i chyba nawet było to dla niej ekscytujące. On zaczął się do nas dobierać, a ja w tej sytuacji czułam, że grunt uchodzi mi spod nóg. Do głowy mi, wtedy 10-latce, nie przyszło, że to ja jestem ofiarą i mogę się bronić. Muszę się bronić. Po kilku latach wylądował w szpitalu, coś z sercem. W końcu zmarł, a ja nigdy nie cieszyłam się tak z niczyjej śmierci - Iwona nie kryje emocji.

Dopiero wiele lat później wykrzyczała rodzicom, że była molestowana przez ich znajomego lecz oni nie zareagowali. Nie wyglądali nawet na zaskoczonych. I to było gorsze dla Iwony nawet od wizyt nowego "wujka".

- Dziś jestem pewna, że moja matka wiedziała. I, pomimo że ona wie, że ja wiem, że ona wtedy wiedziała, nie skłoniło jej to do refleksji nad sobą. Do dziś winię za tamto moich rodziców. Winię ich, że nie zareagowali. To oni są winni. Może dawno temu chciałam im powiedzieć, ale się nie udało. Nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że skoro nie słuchają, to mogę iść do obcych – wspomina.

Ratunkiem dla Iwony okazała się terapia, która przywróciła jej wiarę we własne możliwości, rozliczenie z przeszłością i wyjście z alkoholizmu. Kobieta zerwała też kontakt z matką.

- Od kilku miesięcy nie mam żadnego kontaktu ze swoją matką, która przez 42 lata nie zrobiła nic poza wpędzaniem mnie w poczucie winy. Udało mi się również uwolnić od byłego męża, który przez kilka lat po rozwodzie nie dawał mi spokoju. Zerwałam bliskie relacje praktycznie ze wszystkimi oprócz dzieci i siostry, i zaczęłam budować swój świat na nowo. Pojawili się nowi ludzie, którzy idą obok bez podstawiania sobie nóg. I ja im nie muszę niczego udowadniać. Jest wielu takich ludzi. Życie wśród nich nie polega na udowadnianiu swojej przydatności. Warto takich poszukać. Ja mam rozkwitać, bo jestem dobra i wystarczająca. Już nigdy w to nie zwątpię – podsumowuje Iwona.

5. Historia Ewy

46-letnia Ewa także miała toksyczną matkę, która była alkoholiczką. Jak mówi, całokształt emocji związanych z mamą po prostu "zamroziła", żeby móc żyć i dopiero po latach, na terapii przepracowała traumę, która była wynikiem jej relacji z matką.

- Pamiętam jej słowa powtarzane jak mantra: choć byś nie wiem, co zrobiła, do pięt mi nie dorośniesz! - wspomina Ewa.

Kiedy miała 9 lat, musiała przejąć obowiązki matki - łącznie z wychowywaniem siostry, która się wtedy urodziła.

- Wtedy już mocno piła. Musiałam chodzić po wódkę, a od sąsiadów pożyczać pieniądze. Nie mogłam wyjść na dwór, gdy nie zrobiłam w domu obiadu, sprzątania, zmywania. Musiałam ojca wyganiać z domu podczas awantur.

Ewa doświadczyła też przemocy fizycznej. Była bita, z rozpaczy podjęła też próbę samobójczą.

- Bałam się matki jak cholera, biła mnie mocno, kablem od grzałki (takim czym się kiedyś wodę gotowało), smyczą psa, trzepaczką do dywanów. Mając 15-16-lat pierwszy raz połknęłam jej psychotropy i miałam nadzieję, że umrę, ale chciałam wiedzieć, czy będzie jej smutno, że mnie nie ma. W szpitalu okłamała lekarzy, że to przez ojca i to mnie strasznie bolało...

Matka, będąc pod wpływem alkoholu, wyrzuciła 19-letnią Ewę z domu. – Ja już do niego nie wróciłam, a ona nawet nigdy o to nie poprosiła. Dwa tygodnie przed urodzeniem mojej drugiej córki, kiedy miałam 24 lata, matka umarła.

Ewa przyznała, że trauma związana z wychowaniem przez matkę trwa do dziś i jest to u niej zdiagnozowane jako stres pourazowy porównywalny do tego, który dotyka żołnierzy wracających z misji. 46-latka przyznała też, że relacja z matką odbiła się na wychowaniu jej córek. Nazywa się "emocjonalnie wycofaną ofiarą pogrążającą się w użalaniu nad sobą".

- Czułam się niekochana, a one robiły, co mogły, żeby mnie zadowolić. Żyłam koło nich, nie zwracając na moje dorastające córki uwagi. Były bardzo samotne. Starsza okazywała to buntem, młodsza zamknęła się w sobie, swoim świecie i tak sobie dorosły. Młodsza miała duży problem z aklimatyzacją, jeśli wchodziła w nowe środowisko to od razu z pozycji ofiary i nie rozumiałam, czemu ludzie jej nie lubią, przecież każdemu oddałaby serce - wyjaśnia.

Ewa postanowiła pomóc swoim córkom, proponując im terapię. Podkreśla, że wynika to ze świadomości konsekwencji, jakie ponoszą dzieci toksycznych matek: zależności i współuzależnienia, strachu przed ludźmi, braku poczucia bezpieczeństwa, niskiego poczucia własnej wartości i braku zaufania, czyli tego wszystkiego, co toksyczne matki "w spadku" zostawiają swoim niekochanym córkom.

Zdaniem Barbary Szalachy relacje z toksyczną matką można naprawić, a jedną z dróg jest wspólna terapia.

- Oczywiście, wszelkie takie zaburzenia wymagają oddziaływań korektywnych, bo mimo głębokich zranień nie wygasa potrzeba tych najważniejszych więzi uczuciowych, głównie z matką. W każdej terapii jest potrzeba ich odbudowania, aby przywrócić wewnętrzny spokój i możliwość wchodzenia w ufne więzi i związki. Część takiego procesu świetnie pokazał film z udziałem prof. Bogdana de Barbaro "Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham" - radzi psycholog.

Tam bowiem umożliwiono zrozumienie problemu matki, która zmagała się z własnym poczuciem odrzucenia przez dorastającą córkę, męża i matkę oraz dramatem własnego przemijania.

- Taki sam cel ma psychoterapia, która wychodzi z udowodnionego założenia, że podstawą odbudowy więzi jest zrozumienie historii drugiej osoby i spojrzenie z perspektywy jej własnego, niepowtarzalnego sposobu przeżywania – kończy Szalacha .

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.