Trwa ładowanie...

Mają po kilka lat, klną jak szewcy

Zwykle zaczyna się niewinnie, od słowa zasłyszanego gdzieś na ulicy lub od starszego kolegi. Pozostawione bez żadnej reakcji lub wzmocnione przez reakcję nieodpowiednią, może przeistoczyć się w nawyk. Co robić, gdy nasze dziecko przeklina? Jak sobie z tym radzić? Rozmawiam z Piotrem, ojcem dwóch synów, który zmaga się z tym problemem, oraz psycholożką dziecięcą Justyną Święcicką.

Zobacz film: "Jak przeprowadzić dziecko przez rozwód rodziców"

1. Dlaczego dzieci przeklinają?

Wulgaryzmy w języku dzieci pojawiają się wraz z rozwojem mowy, choć jak pokazują badania, najbardziej podatny grunt na podłapywanie "zakazanych słówek" wykazują dzieci w wieku od pierwszego do czwartego roku życia. Nim maluch skończy 5 lat, będzie znał średnio około 42 wulgarnych słów.

Anna Krzyżanowska, WP Parenting: Piotrze, opowiedz o swojej rodzinie.

Piotr: Jesteśmy typową, zwykłą rodziną 2+2, czyli ja, żona, dwóch synów w wieku szkolnym. Staś ma 10, Antoś 7 lat, myślę, że nie wyróżniamy się specjalnie spośród innych, oboje pracujemy zawodowo, chłopcy chodzą do państwowej podstawówki.

Kiedy pojawił się w waszym domu problem przeklinania?

Gdy chłopcy byli młodsi, lubili powtarzać słowa typu "kupa" czy "siku", powodowały one wręcz ataki śmiechu. Nie uważałem tego za coś nienormalnego, to raczej typowe dla kilkulatków. Wiem, że młodsze dzieci często fascynują się tego typu słowami, powtarzają je, żeby "wypróbować" rodziców. Nie do końca mają świadomość, co one oznaczają. Teraz moi chłopcy są już na tyle duzi, że zaczęli używać wulgaryzmów zupełnie świadomie. Kiedy jednak starszy syn poszedł do szkoły, problem zaczął narastać. Oczywiście nie od razu, ale według mnie to od kontaktów z rówieśnikami wszystko się zaczęło. Z moich obserwacji wynika, że dzieci w swoim środowisku przeklinają na co dzień. Tak się po prostu mówi w szkole i moje dziecko też tak mówi.

Uważasz, że to szkoła jest winna?

Oczywiście nie tylko, problem jest dużo głębszy. Przecież dzieci stykają się z przeklinaniem praktycznie na każdym kroku, na ulicy, w parku, w sklepie, na stadionie… nie da się tego wyeliminować z języka, który codziennie słyszą

Na pewno część winy ponosi internet i np. bardzo łatwe do znalezienia w sieci filmiki, które udają bajki, w których aż roi się od wulgaryzmów. Mój młodszy syn nieraz trafił na nie zupełnie przypadkiem, szukając np. świnki Peppy czy innej ulubionej kreskówki. Nie ma co ukrywać - my też nie jesteśmy "święci" i w złości zdarza nam się rzucić jakieś niecenzuralne słowo, najczęściej wtedy, gdy dochodzi do konfliktu między mną i moją żoną, czasem też, z czego nie jestem dumny, w stosunku do chłopców.

Jak oni na to reagują?

Śmieją się, używanie przez nas tego typu słów wzbudza u nich wesołość.

W jakich sytuacjach starszy syn przeklina?

Najczęściej wtedy, gdy z jakiegoś powodu zasłużył na karę i ma zakaz używania komputera czy tabletu. Najczęściej powtarzanym przez niego wulgaryzmem jest słowo ch..j, potrafi wypowiedzieć je nawet kilka razy z rzędu, raz po razie. W złości nie potrafi się powstrzymać, a mój stanowczy sprzeciw powoduje, że nakręca się jeszcze bardziej i wyrzuca z siebie kolejne wulgaryzmy jak z karabinu. Ale nie ma tu żadnej taryfy ulgowej, każde takie słowo spotyka się z moją reakcją.

Jaką?

Cały czas mu powtarzam: nie przeklinamy w domu, nie używamy brzydkich słów, nie mówimy do siebie w taki sposób. Z kolegami rozmawiaj sobie, jak chcesz, w domu – nie ma zgody na takie słownictwo.

Chłopcy między sobą również przeklinają?

Wyłącznie kiedy bawią się razem i dochodzi do sprzeczki, jeden drugiego szturchnie, zabierze ulubioną zabawkę, pojawiają się słowa typu "s...j". Nie kłócą się często, raczej wynika to z nudów… zwykle starszy prowokuje młodszego.

A podczas gry online z kolegami?

Raczej nie. Oczywiście, gdy przegrywają, to się denerwują, ale nie używają wtedy wulgaryzmów.

Czy Stasiowi zdarza się odezwać w taki sposób do ciebie?

Tak, w dużej złości, w nerwach. Staś jest bardzo emocjonalny, gdy się zdenerwuje, całkowicie puszczają mu hamulce. Zdarzyło się to, gdy za złe zachowanie na niego nakrzyczałem i dostał dodatkowo niesprawiedliwą według jego oceny karę. Taka sytuacja miała miejsce raz, może dwa, a syn był wtedy tak zdenerwowany, że już zupełnie nad sobą nie panował.

A w stosunku do twojej żony?

Raczej nie, ale żona rzadko uczestniczy w tego typu sytuacjach, dużo pracuje i wyjeżdża, nie widzi ich na co dzień. To ja spędzam z synami więcej czasu. Czasem podczas moich sprzeczek z chłopcami żona wkracza i stawia nas wszystkich do pionu, również używając niewybrednych słów.

Miałeś jakieś sygnały ze szkoły, że Staś przeklina?

Nie, ale wiem, że w szkole ten problem istnieje, syn ma w klasie dwóch kolegów, na których były skargi. Jakiś czas temu wychowawczyni kontaktowała się z rodzicami, by zwrócili uwagę, w jaki sposób dzieci rozmawiają ze sobą na komunikatorach – jest tam mnóstwo agresji słownej i wulgaryzmów.

Jak próbujesz sobie radzić z problemem przeklinania twoich dzieci?

Tłumaczę, daję kary, jestem stanowczy. Zrozumiałem jednak, że moja złość w takich sytuacjach prowadzi tylko do eskalacji problemu, więc staram się reagować spokojniej. Zawsze zwracam im uwagę, gdy słyszę, że przeklinają, ale ostatnio widzę niewielką poprawę. Nie wiem, z czego ona wynika, być może po prostu słowo ch..j stało się już zbyt oklepane i spowszedniało.

2. Jak oduczyć dziecko przeklinania?

Zapytaliśmy psychologa, jak sobie radzić z takim problemem.

- Czym innym jest przeklinanie polegające na tym, że dziecko używa brzydkich słów od czasu do czasu, co wynika najczęściej z faktu, że styka się z wulgaryzmami w swoim otoczeniu czy w internecie, czym innym zaś jest brak hamowania. W pierwszym przypadku mamy klasyczny przykład modelowania - dziecko naśladuje osoby, które są dla niego ważne, naśladuje ich zachowania, a nie to, co te osoby mówią - mówi psycholog Justyna Święcicka.

Rodzice upominają dzieci, żeby nie używali "brzydkich snów". To skuteczna metoda?

- Jeśli powtarzają: nie używaj brzydkich słów, a sami ich używają, dziecko również będzie to robić. Drugą kwestią jest nauka panowania nad emocjami, jest to trudne, ale niezbędne, bo dziecko musi wiedzieć, co robić, jak się zachowywać, gdy emocje biorą górę. W obu przypadkach jednak takie zachowanie nie jest normatywne, normą jest kulturalne odzywanie się do rodziców - mówi Święcicka.

Co z emocjami? Dzieci mają w sobie ich spore pokłady. Czasami ich nie rozumieją.

- Gdy dziecko nie panuje nad emocjami, wyrzuca z siebie potoki wulgaryzmów, jest agresywne, nie hamuje się, gdy się złości, należały się zastanowić, czy nie mamy do czynienia z jakimś zaburzeniem, np. ADHD. Po wybuchu złości dziecku zwykle jest przykro, rozumie zasady i na ogół poza takimi sytuacjami nie używa wulgaryzmów w ogóle. Na pewno w takich czy podobnych przypadkach zalecałabym wizytę u psychologa, by dokładnie przyjrzeć się dziecku pod kątem ewentualnych zaburzeń i ogólnie relacjom rodzinnym - mówi.

Rodzice chcą dobrze, starają się na swój sposób poradzić sobie z problemem dziecka, ale ich działania są nieskuteczne, czują się bezradni, często sami nie potrafią we właściwy sposób panować nad własnymi emocjami. Wszystko to powoduje, że problem, zamiast maleć, narasta.

- Chciałabym jednak mocno podkreślić, że tu bardzo liczy się czas – nie czekajmy, bo im wcześniej podejdziemy do niepokojącego nas problemu poważnie, tym z większym prawdopodobieństwem unikniemy sytuacji, gdy u kilkunastolatka złe zachowanie stanie się nawykiem, a potem u dorosłego znacznie wykroczy poza społeczno-kulturowe normy - podsumowuje.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.