Stworzyła smoczek z ortodontami. "Po roku zdobyliśmy 8 proc. rynku"
Wszystko zaczęło się, gdy była jeszcze w ciąży. Karolina Cwalina-Stępniak kupiła smoczek dla swojego dziecka z internetowego polecenia, ale wzbudził on poważne zastrzeżenia jej rodziców ortodontów. Tak zrodził się pomysł na produkcję własnych smoczków.
Wybrała smoczek polecany przez influencerki
Karolina Cwalina-Stępniak w rozmowie z Klaudią Sadurską, reporterką Wirtualnej Polski, przyznała, że przed narodzinami córki nie sprawdzała dokładnie dostępnych na rynku smoczków. Choć jej rodzice są ortodontami, a młodsza siostra także wykonuje ten zawód, podczas zakupów kierowała się przede wszystkim wyglądem i popularnością produktu. – Zaszłam w ciążę i kupiłam smoczek, który był bardzo popularny na rynku. Był używany przez wszystkie influencerki, bo świat się zmienił i kupujemy to, co widzimy na Instagramie – powiedziała.
Smoczek nie spodobał się jednak jej rodzicom. Według relacji przedsiębiorczyni zwrócili oni uwagę zarówno na zastosowany materiał, jak i na jego kształt. – Powiedzieli, że to jest dramat, że to nie ten materiał, nie ten kształt i że nigdy w życiu ich wnuczka nie będzie z niego korzystać – wspominała.
Jak stwierdziła, nie znalazła produktu, który jednocześnie spełniałby oczekiwania specjalistów i był atrakcyjny wizualnie. Wtedy pojawił się pomysł, by stworzyć własne rozwiązanie.
Trzy lata pracy
Rodzina zaczęła analizować ofertę dostępną na rynku. Jak się okazało, wiele smoczków powstaje na podstawie podobnych, gotowych wzorów, a w tej kategorii przez długi czas brakowało nowych rozwiązań. Dlatego zdecydowali się na własny projekt i formy produkcyjne, a następnie przeprowadzili badania oraz proces certyfikacji. Wszystko zajęło około trzech lat.
Nie brakowało głosów, że inwestycja może się nie zwrócić. Kobieta słyszała, że na rynku znajduje się już wiele smoczków, liczba urodzeń spada, a produkt kosztujący około 35 zł nie zapewni firmie odpowiednich przychodów.
"Po roku zdobyliśmy 8 proc. rynku"
Jak twierdzi przedsiębiorczyni, obawy nie potwierdziły się. Zainteresowanie produktem okazało się na tyle duże, że firma miała problemy, by nadążyć z realizacją zamówień. Po roku działalności marka miała zdobyć 8 proc. rynku. – Totalna innowacja, patent, po roku zdobyliśmy 8 proc. rynku. Zainwestowaliśmy osiem razy więcej pieniędzy niż inni, zainwestowaliśmy osiem razy więcej czasu, ale się opłaciło – powiedziała.
Na sprzedaż wpływa również to, że smoczki należy regularnie wymieniać. Część rodziców kupuje ponadto kilka wersji kolorystycznych. Po kilku miesiącach firma zaczęła prezentować swoje produkty na targach zagranicznych, licząc na rozwój także poza Polską.
Polski produkt
Cwalina-Stępniak podkreśliła, że cały proces produkcji odbywa się w kraju. Nie chodzi jedynie o polski projekt lub opakowanie. – Nie jesteśmy tylko designem. My jesteśmy Made in Poland – zaznaczyła.
Przedsiębiorczyni zwróciła uwagę, że w przypadku produktów przeznaczonych dla niemowląt szczególne znaczenie ma jakość materiałów oraz kontrola procesu produkcyjnego. Jak podkreśliła, rodzice powinni uważnie podchodzić do przedmiotów, które przez długi czas mają bezpośredni kontakt z jamą ustną dziecka. – Dając coś swojemu dziecku do buzi, mocno bym się zastanowiła – powiedziała.
Firma pracuje już nad kolejnym produktem – butelką dla niemowląt, która także ma powstać we współpracy ze specjalistami. – Pracujemy nad butelką i mamy nadzieję, że tak jak smoczek również będzie game changerem – podsumowała.
Absolwentka Dziennikarstwa i medioznawstwa, Europeistyki oraz Architektury przestrzeni informacyjnych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynała od stażu w “Gazecie Wyborczej”, następnie ruszyła w podróż po Europie w ramach programu Erasmus. Najchętniej pisze o problemach życia codziennego. W jej żyłach płyną hektolitry kawy, które napędzają ją do pracy. Prywatnie miłośniczka romansów, yogi, Formuły 1 i ośmiotysięczników.
Dziennikarka i reporterka specjalizującą się w tematyce zdrowotnej. Na co dzień przygotowuje materiały dotyczące chorób cywilizacyjnych, polityki zdrowotnej, profilaktyki zdrowotnej. Szczególnie bliskie są jej reportaże i tzw. human stories, pokazujące wpływ choroby i systemu ochrony zdrowia na życie ludzi.