100 tys. za dziecko? Polacy ocenili nowy pomysł na bon mieszkaniowy
100 tys. za dziecko? Polacy ocenili nowy pomysł na bon mieszkaniowy
Politycy na różne sposoby próbują walczyć z niską dzietnością w Polsce. Jednym z pomysłów Bartosza Marczuka, byłego wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej, a obecnie członka Rady Rodziny i Demografii przy Prezydencie RP, jest wprowadzenie bonu na mieszkanie za każde nowo narodzone dziecko. Mógłby on wynieść nawet 50–100 tys. złotych. Co myślą o tym Polacy?
Z badania przeprowadzonego dla Wirtualnej Polski przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna wynika, że większość Polaków nie popiera pomysłu wypłacania rodzicom bonu mieszkaniowego w wysokości 50–100 tys. zł za każde nowo narodzone dziecko. Przeciwko takiemu rozwiązaniu opowiedziało się łącznie 60 proc. respondentów. Pomysł poparło natomiast 23 proc. ankietowanych, a 18 proc. nie potrafiło zająć jednoznacznego stanowiska.
Największa grupa badanych, 48 proc., wybrała odpowiedź "zdecydowanie nie". Kolejne 12 proc. wskazało odpowiedź "raczej nie". Wśród zwolenników tej propozycji 13 proc. ankietowanych odpowiedziało "raczej tak", a 10 proc. – "zdecydowanie tak". Średnia ocen w czterostopniowej skali wyniosła 1,82, co potwierdza przewagę negatywnych opinii.
Badanie zrealizowano metodą CAWI w dniach 11–14 września 2026 r. na reprezentatywnej próbie 1040 dorosłych Polaków. Próba była kontrolowana ze względu na wiek, płeć oraz wielkość miejsca zamieszkania. Kobiety stanowiły 52,4 proc. uczestników, a mężczyźni 47,6 proc. Najliczniejszą grupą wiekową były osoby w wieku co najmniej 55 lat, które stanowiły 40 proc. respondentów.
Pomysł takiego świadczenia przedstawił Bartosz Marczuk, były wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, a obecnie członek Rady Rodziny i Demografii przy Prezydencie RP. Propozycja, opracowana wspólnie z ekspertem ds. demografii Michałem Kotem, została wcześniej opisana w książce "Jak uniknąć demograficznej katastrofy". Jej autorzy przekonują, że poprawa sytuacji mieszkaniowej młodych rodzin mogłaby zachęcić je do posiadania dzieci.
W jednym z rozważanych wariantów wysokość wsparcia zależałaby od liczby dzieci. Po narodzinach pierwszego dziecka rodzina otrzymałaby równowartość pięciokrotności przeciętnego wynagrodzenia, czyli około 50 tys. zł. Drugie dziecko oznaczałoby bon w wysokości sześciokrotności średniej pensji, a więc około 60 tys. zł. Przy trzecim i każdym kolejnym dziecku świadczenie sięgałoby około 100 tys. zł. Alternatywny wariant zakłada przyznawanie 100 tys. zł na każde dziecko.
Środki nie trafiałyby do rodziców w formie pieniędzy, które można przeznaczyć na dowolny cel. Bon miałby służyć m.in. jako wkład własny przy zakupie mieszkania, pokrywać część ceny nieruchomości albo umożliwiać refundację wcześniej poniesionych wydatków mieszkaniowych. Rodzina mogłaby wykorzystać go również na gruntowny remont, adaptację dodatkowego pokoju czy przystosowanie strychu, a więc działania poprawiające warunki lokalowe po narodzinach dziecka.
Według szacunków Marczuka wypłacanie po 100 tys. zł na każde dziecko kosztowałoby budżet około 24 mld zł rocznie, przy założeniu liczby urodzeń zbliżonej do tej z 2025 r. Gdyby program rzeczywiście doprowadził do zwiększenia liczby urodzeń, wydatki byłyby odpowiednio wyższe. Jako jedno ze źródeł finansowania wskazano ograniczenie programu 800+ poprzez przywrócenie kryterium dochodowego w przypadku świadczenia na pierwsze dziecko w zamożniejszych rodzinach.
Propozycja budzi jednak pytania o możliwy wpływ na rynek nieruchomości. Dodatkowe środki mogłyby poprawić zdolność kredytową części rodzin i zwiększyć popyt, co przy ograniczonej podaży mieszkań groziłoby wzrostem cen. Podobne zastrzeżenia pojawiały się przy programie "Bezpieczny Kredyt 2 proc.", który ułatwił wielu osobom zaciągnięcie kredytu, ale jednocześnie przyczynił się do silnego wzrostu zainteresowania zakupem nieruchomości.
Zwolennicy bonu podkreślają natomiast, że byłby on świadczeniem przeznaczonym na konkretny cel i mógłby finansować nie tylko zakup lokalu, lecz także remont już posiadanego mieszkania.
Nie ma również pewności, w jakim stopniu pomoc mieszkaniowa przełożyłaby się na liczbę urodzeń. Polska należy do państw o bardzo niskiej dzietności, ale decyzje o rodzicielstwie zależą od wielu czynników. W badaniu CBOS z 2023 r. problemy mieszkaniowe jako główny powód rezygnacji z kolejnego dziecka wskazało 5 proc. osób, które chciałyby powiększyć rodzinę, lecz tego nie robią.
Znaczenie mogą mieć także poczucie stabilności, sytuacja zawodowa, dostęp do opieki nad dziećmi, podział obowiązków domowych czy obawy dotyczące przyszłości. Bon mógłby zatem pomóc części rodzin, jednak trudno oczekiwać, aby samodzielnie odwrócił niekorzystny trend demograficzny.
Źródła: Ariadna, Gazeta Wyborcza
Marta Słupska
Z pracą w mediach związana od 2010 roku. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim o specjalności zawodowej filologia dla mediów oraz studiów podyplomowych Redakcja językowa tekstu. W przeszłości związana m.in. z holdingiem Infor oraz wydawnictwem Edipresse Polska, dla których przygotowywała m.in. zdrowotne artykuły oraz filmy z udziałem ekspertów. W Wirtualnej Polsce od 2023 roku.