"Poruszające i bolesne studium"
Codzienne sytuacje, które dorosłym mogą wydawać się zupełnie nieistotne, dla dziecka bywają ważną lekcją. Obserwując zawartość sklepowego wózka, wybory rodziców i sposób mówienia o produktach, najmłodsi stopniowo tworzą własne przekonania dotyczące jedzenia. Zdaniem psychodietetyczki Oksany Volskiej jeden z takich obrazów pokazuje, jak nieświadomie można normalizować alkohol i utrwalać schemat sięgania po jedzenie w poszukiwaniu szybkiej przyjemności.
Psychodietetyczka pokazała na Facebooku, jaki obrazek zaobserwowała podczas zakupów. Wszystko wydarzyło się, gdy stała w kolejce do kasy.
"Przede mną dwójka dorosłych i w koszu wózka siedzi kilkulatek obłożony butelkami piwa. Chyba była promocja typu '8+8 gratis', obok były też kajzerki i cukierki, prawdopodobnie mały 'zapychacz' i nagroda dla dziecka za cierpliwość" – pisze Volska.
"Ten widok jest w rzeczywistości poruszającym i bolesnym studium psychodietetycznym. Pokazuje bezfiltracyjnie, jak w codziennych, pozornie błahych momentach buduje się fundament pod nawyki, relację z jedzeniem i przekonania młodego człowieka! Dzieci nie uczą się na podstawie tego, co im mówimy. Uczą się przez chłonięcie otoczenia, obserwację i wyciąganie nieświadomych wniosków" – komentuje ekspertka.
Jak to wpływa na dziecko?
Psychodietetyczka w długim wpisie wyjaśnia, dlaczego to, co zaobserwowała, nie jest właściwe dla dziecka. Jako pierwsze wymienia normalizację alkoholu. Jej zdaniem "kiedy alkohol leży bezpośrednio przy dziecku, pomiędzy kajzerkami a słodyczami, traci swój status substancji niebezpiecznej czy zarezerwowanej wyłącznie dla dorosłych". Staje się natomiast czymś tak codziennym jak masło czy chleb.
Taki stan rzeczy oznacza także niewłaściwy sposób regulacji emocji.
"Słodycze dla dziecka, alkohol dla rodzica. W jednym wózku spotykają się dwa narzędzia do natychmiastowej zmiany stanu emocjonalnego. Dziecko podświadomie rejestruje prostą zależność: gdy dorosły chce przyjemności lub odpoczynku, sięga po piwo, gdy ja chcę przyjemności, dostaję cukierki. To prosta droga do wykształcenia mechanizmu jedzenia (i picia) emocjonalnego, gdzie substancja zewnętrzna staje się jedynym znanym sposobem na kojenie stresu czy nudy" – pisze ekspertka.
Volska zwraca także uwagę na iluzję "okazji", która popycha nas do kupowania rzeczy niekoniecznie zdrowych i wartościowych, tylko dlatego, że są w promocji, a także na wykrzywianie progu wrażliwości.
"Dieta oparta na białym pieczywie, cukrze i obserwacji stałego dostępu do alkoholu przebudowuje naturalny apetyt. Układ nagrody przyzwyczaja się do gwałtownych wyrzutów dopaminy i skoków glukozy. W efekcie normalne, pełnowartościowe jedzenie, jak warzywa, kasze, zdrowe tłuszcze, zaczyna wydawać się dziecku nudne i niesmaczne" – pisze.
Przy połączeniu tych wszystkich składowych, jak zaznacza psychodietetyczka, w głowie dziecka tworzy się przekonanie "jedzenie służy do szybkiej przyjemności, alkohol jest nieodłącznym tłem codzienności, a o tym, co jemy, decyduje promocja, a nie zdrowie".
"Nawyki żywieniowe nie powstają wtedy, gdy siadamy z dzieckiem i tłumaczymy mu, czym są witaminy. Powstają właśnie tam, w tej kolejce do kasy, w zapachu kajzerek i w cieniu butelek piwa, którymi bezrefleksyjnie je obkładamy" – kończy ekspertka.
Źródło: Facebook