Mateusz Różański: Od września obowiązuje zakaz przynoszenia smartfonów do szkół podstawowych. Czy pomoże to w ochronie dzieci przed zagrożeniami cyfrowymi?
Bolesław Michalski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa oraz edukacji cyfrowej dzieci i młodzieży: To pytanie od razu stawia zakaz w roli, do której nie został stworzony. Oczywiście może mieć pewne skutki istotne dla bezpieczeństwa – np. przez kilka godzin dziecko nie nagra kolegi telefonem, nie wrzuci czegoś do sieci czy nie będzie scrollowało TikToka. Jednak istotą zakazu nie jest stworzenie w szkole "strefy wolnej od cyberzagrożeń".
Ministerstwo Edukacji Narodowej uzasadnia regulację m.in. potrzebą poprawy koncentracji i wyników edukacyjnych, wsparciem zdrowia psychicznego oraz relacji społecznych i rówieśniczych. Jednocześnie MEN osobno wskazuje na potrzebę wzmacniania higieny cyfrowej i edukacji medialnej, podkreślając, że działania te mają się wzajemnie uzupełniać.
Czyli kojarzenie zakazu z walką z cyberzagrożeniami to nie jest właściwy kierunek?
Po wyjściu ze szkoły dziecko nadal ma ten sam internet, te same komunikatory, gry i social media. Nadal może zetknąć się z groomingiem, sextortion (forma przestępstwa polegająca na szantażu z wykorzystaniem materiałów o charakterze intymnym – przyp. red.), oszustwem, cyberprzemocą, pornografią, szkodliwymi treściami czy manipulacją. Trzeba to jednak powiedzieć głośno: zakaz obejmuje część dnia, w której korzystanie ze smartfona jest relatywnie niewielkie. Największa aktywność zaczyna się po zakończeniu lekcji.
WIDEOPadają ofiarą sextortion. Boją się, że "wypłyną" ich zdjęcia
Pokazuje to raport "Internet dzieci 2026", oparty na rzeczywistych danych dotyczących korzystania z urządzeń. W godzinach szkolnych dzieci w wieku 7–14 lat korzystają ze smartfona średnio przez około 5–6 minut na godzinę. Po południu jest to już około 15–17 minut. Między 14:00 a 21:00 w każdej godzinie po telefon sięga prawie 60 proc. dzieci, a wśród korzystających ekran jest aktywny średnio przez 25–30 minut na godzinę.
Czy mimo wszystko zakaz może w jakiś sposób ograniczyć ekspozycję dzieci na część tych problemów?
Przede wszystkim pośrednio i czasowo.
Jeżeli dziecko przez kilka godzin nie korzysta ze smartfona, to w tym czasie jest mniej wystawione na pewne mechanizmy świata cyfrowego: ciągłe powiadomienia, presję natychmiastowego odpowiadania, infinite scroll, część konfliktów rozgrywających się online itd. I tutaj właśnie pojawia się ważny temat higieny cyfrowej. Zakaz może stworzyć kilka godzin przerwy od urządzenia i pomóc dziecku skoncentrować się na lekcji czy spędzić przerwę z rówieśnikami.
Ale to nie oznacza, że zmniejszyliśmy samo zagrożenie występujące w internecie. Ono nadal tam jest. Co więcej, dane pokazują, że główna aktywność dzieci na smartfonach przypada właśnie na czas poza szkołą.
A jakie zagrożenia są dziś szczególnie istotne? Czy pojawiają się też takie, których rodzice mogą jeszcze nie dostrzegać?
Nie widzę podstaw do stawiania tezy, że zakaz używania telefonów sam w sobie generuje jakieś nowe cyberzagrożenia. Możemy natomiast mówić o niezamierzonych konsekwencjach.
Jedną z nich może być fałszywe poczucie bezpieczeństwa: szkoła zakazała telefonów, więc rodzic uznaje, że problem korzystania z technologii został częściowo "załatwiony". Drugi problem to możliwa kompensacja: dziecko nie korzystało z telefonu przez kilka godzin, więc po szkole dostaje pełną swobodę, bo "przecież cały dzień nie siedziało w telefonie". Nie przedstawiałbym tego jako pewnego skutku zakazu, ale jako ryzyko związane z podejściem dorosłych.
I właśnie tutaj dane są szczególnie ciekawe, bo pokazują, że popołudnie i wieczór już dziś są okresem najintensywniejszego korzystania ze smartfonów przez dzieci. Dlatego znacznie ważniejsze od pytania "co zrobi zakaz?" jest pytanie, co dzieje się z telefonem dziecka po powrocie do domu.
Ale to nadal przede wszystkim problem higieny cyfrowej i wychowania cyfrowego, a nie powstania nowego rodzaju cyberzagrożenia.
To jak, pana zdaniem, powinna wyglądać prawdziwa profilaktyka cyberzagrożeń?
Dziecko musi wiedzieć, co zrobić, kiedy ktoś prosi je o zdjęcie. Jak reagować na szantaż. Jak rozpoznać próbę oszustwa. Co zrobić, kiedy kolega zakłada hate page. Dlaczego osoba poznana w grze niekoniecznie jest tym, za kogo się podaje. Jak chronić prywatność. Jak reagować na deepfake. Do kogo przyjść, jeżeli wydarzy się coś złego.
I tego nie da się osiągnąć przez odłożenie telefonu do szafki na kilka godzin. To jest proces – i ogromną rolę odgrywa w nim rodzic, zarówno we wdrażaniu higieny cyfrowej, jak i uczeniu dziecka bezpiecznego funkcjonowania w sieci.
Co w takim razie powinni robić rodzice?
Tutaj też nie ograniczałbym odpowiedzi wyłącznie do hasła "dbać o higienę cyfrową". Rodzic ma dwa równoległe zadania.
Pierwsze to właśnie higiena cyfrowa: wyznaczenie zasad korzystania z urządzeń, dbanie o sen, przerwy, telefon poza sypialnią, ograniczanie ciągłych powiadomień oraz zachowanie balansu między światem online i offline. I tutaj zakaz szkolny nie może być alibi dla braku zasad w domu. Tym bardziej że to po szkole dzieci korzystają ze smartfonów najintensywniej. Jeżeli więc chcemy realnie rozmawiać o higienie cyfrowej, ogromna część tej pracy musi odbywać się właśnie w domu.
Drugie zadanie to bezpieczeństwo cyfrowe: zainteresowanie tym, gdzie dziecko spędza czas w internecie, jakie ma aplikacje i gry, z kim się kontaktuje, wdrożenie odpowiednich ustawień prywatności i zabezpieczeń adekwatnych do wieku, edukacja oraz przede wszystkim budowanie relacji, która pozwoli dziecku powiedzieć: "Tato/Mamo, zrobiłem coś głupiego i potrzebuję pomocy".
To są dwie różne rzeczy i szkolny zakaz nie zwalnia rodzica z żadnej z nich.
Zwłaszcza że rozwój technologii dostarcza nowych zagrożeń.
Nie wrzucałbym do jednego worka wszystkiego, co jest problemem wiążącym się z technologią. Mamy klasyczne zagrożenia bezpieczeństwa: grooming, cyberprzemoc, sextortion, oszustwa, przejmowanie kont, naruszanie prywatności czy kontakt z nieodpowiednimi treściami. Mamy też nowe lub szybko rozwijające się formy zagrożeń: deepfake, generowanie seksualizowanych obrazów dzieci za pomocą AI, podszywanie się pod kogoś przy wykorzystaniu głosu lub obrazu, chatboty AI oraz nowe możliwości manipulowania dzieckiem.
Ale jest też trzeci obszar, który moim zdaniem jest niezwykle ciekawy właśnie w kontekście tej rozmowy: mechanizmy środowiska cyfrowego, których rodzic często w ogóle nie postrzega jako zagrożenia. Infinite scroll, autoplay, gry i aktywności zaprojektowane tak, żeby właściwie nie miały naturalnego końca. Powiadomienia wywołujące poczucie, że trzeba sprawdzić telefon natychmiast, czy algorytmiczne rekomendacje, które mogą prowadzić dziecko coraz głębiej w określony rodzaj treści. Do tego dochodzi bardzo łatwy dostęp do materiałów niedostosowanych do wieku.
I co rodzic może z tymi zagrożeniami zrobić? Dla części z nich mogą być one czymś abstrakcyjnym…
Wbrew pozorom rodzice mają bardzo dobry fundament, żeby przygotowywać dzieci do funkcjonowania w świecie cyfrowym. Podstawowe zasady bezpieczeństwa nie zaczęły się przecież wraz z internetem. Ograniczone zaufanie do obcych, rozpoznawanie sytuacji, w których ktoś próbuje nami manipulować, ochrona swojej prywatności, stawianie granic czy umiejętność zwrócenia się o pomoc – tego uczymy się przez całe życie. Dzisiaj część tych samych zasad trzeba po prostu umieć zastosować w środowisku cyfrowym.
Nie oznacza to jednak, że rodzic nie musi się już niczego uczyć. Technologie, aplikacje i sposoby komunikacji dzieci zmieniają się bardzo szybko, dlatego warto interesować się ich cyfrowym światem, edukować się i korzystać z dostępnych materiałów czy pomocy specjalistów. Rodzic nie musi znać każdej aplikacji lepiej od swojego dziecka, ale powinien próbować rozumieć środowisko, w którym ono funkcjonuje.
Warto, by rodzice zdawali sobie z tego sprawę.
I najważniejsza jest tutaj relacja między dzieckiem a rodzicem – bliskość, zaufanie i poczucie zrozumienia. Możemy ustawić filtry, kontrolę rodzicielską i nauczyć dziecko wielu zasad, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdej sytuacji, która wydarzy się w internecie. Dlatego dziecko powinno wiedzieć, że kiedy zrobi coś głupiego, ktoś je przestraszy, zacznie szantażować albo wydarzy się coś, czego nie rozumie, może przyjść do rodzica i powiedzieć o tym bez obawy, że pierwszą reakcją będzie złość, ocena czy odebranie telefonu.
Techniczne zabezpieczenia są ważne, edukacja jest ważna, ale ostatecznie jednym z najważniejszych zabezpieczeń dziecka pozostaje dorosły, do którego ono rzeczywiście przyjdzie, kiedy wydarzy się coś złego.
A my rozmawiamy o tym, czy pozwolić dzieciom przeglądać Instagrama na przerwach…
Zakaz używania telefonów w szkole może dać dziecku kilka godzin wolnych od części tych mechanizmów i dlatego może mieć znaczenie dla koncentracji, relacji czy higieny cyfrowej. Ale sam w sobie nie nauczy dziecka bezpiecznego funkcjonowania w internecie.
Bolesław Michalski – doświadczony edukator, doradca i wykładowca uniwersytecki. Od 10 lat zajmuje się cyberbezpieczeństwem oraz edukacją cyfrową dzieci i młodzieży. Jest założycielem OPSEC4Kids – projektu, który pomaga rodzicom, nauczycielom i dzieciom świadomie i bezpiecznie korzystać z technologii.