"Było to nieprawdopodobne". Takie mogą być konsekwencje działań rodziców w sieci
"Było to nieprawdopodobne". Takie mogą być konsekwencje działań rodziców w sieci
Rodzic publikuje zdjęcie z wakacji, dziecko prosi o jego usunięcie. Najnowszy raport pokazuje, że dzieci chcą mieć wpływ na to, co trafia do sieci, ale dorośli nie zawsze pytają je o zdanie. Eksperci ostrzegają, że pozornie niewinna fotografia może naruszyć prywatność dziecka i zostać wykorzystana w sposób, którego rodzic wcześniej nie przewidział.
Co drugi rodzic publikuje w sieci informacje i zdjęcia dzieci
Zdjęcie z wakacji czy rodzinnej uroczystości może trafić do sieci w kilka sekund. Nowy raport T‑Mobile Polska pokazuje, jak różnie publikowanie takich materiałów widzą rodzice i ich dzieci.
Co drugi polski rodzic publikuje zdjęcia i informacje o swoich dzieciach w internecie. Co piąte dziecko z kolei wstydzi się tego, co w sieci na jego temat zamieszcza mama czy tata.
To nie wszystko. Aż 92 proc. badanych dzieci chce być pytanych o zgodę przed publikacją zdjęć. Choć 70 proc. rodziców uważa, że powinni to robić, tylko 34 proc. deklaruje, że pyta o to dziecko zawsze lub często. Co więcej, 32 proc. dzieci prosiło już rodziców o usunięcie opublikowanych materiałów. Wśród 18–19-latków odsetek ten wynosi 42 proc.
Raport zwraca też uwagę na emocje związane z sharentingiem, czyli udostępnianiem w internecie zdjęć i informacji o dzieciach. Podczas gdy 45 proc. rodziców deklaruje, że czuje dumę z takich publikacji, 20 proc. dzieci wskazuje na zawstydzenie.
Dane przedstawiono w ramach kampanii informacyjno-edukacyjnej "Status: Udostępnione", którą T‑Mobile Polska prowadzi wspólnie z Komendą Główną Policji i UNICEF Polska. Jej celem jest zwiększenie świadomości konsekwencji publikowania wizerunku dzieci w sieci. W ramach kampanii powstały spot społeczny, ogólnopolski raport oraz materiały edukacyjne dla rodziców i uczniów.
– Jest mi bardzo smutno, że się dzisiaj tu spotykamy. Jest mi bardzo smutno, że musimy rozmawiać o czymś, co w dzisiejszych czasach powinno być oczywistością, mówiąc kolokwialnie. Że musimy rozmawiać o zagrożeniach, o których, wydaje się, powinniśmy mieć świadomość bez nawet zastanowienia się nad tym – mówiła Renata Bem, dyrektor generalna i prezes Zarządu UNICEF Polska podczas spotkania w ramach kampanii.
– Mam koleżankę, która od najmłodszych lat swojej córki udostępnia jej zdjęcia, robi nawet sesje zdjęciowe w różnych fikuśnych ubraniach, podpisując je "moja modelka" lub "moja ślicznotka". Kilka razy rozmawiałam z nią o tym, ale w ostatnim czasie opublikowała zdjęcie trzynastoletniej [obecnie – przyp. red.] córki w bardzo kusym kostiumie kąpielowym podczas wakacji na Malediwach, oznaczając jeszcze hotel, w którym były. Powiem państwu, że się nie powstrzymałam. Wysłałam, trochę sfrustrowana, pytanie, a w zasadzie stwierdzenie, że może poda jeszcze numer pokoju hotelowego... Nie jesteśmy już koleżankami, ale to świadczy o całkowitym braku świadomości na temat tego, co możemy zrobić, jakie mogą być konsekwencje – przekonywała ekspertka.
Czym zatem grozi sharenting? Podczas spotkania zgromadzeni eksperci podkreślali, że konsekwencją udostępniania zdjęć i danych dziecka w sieci jest nie tylko hejt, ale też nieuprawnione wykorzystanie fotografii oraz ryzyko seksualizacji.
– Takie działania rodziców po pierwsze odbierają dziecku prawo do tego, żeby kształtować wizerunek wśród rówieśników tak, jak ono ma na to ochotę. Jest jeszcze drugi aspekt: czyli to, w jaki sposób, niezgodny zupełnie z naszą intencją, rówieśnik może to zdjęcie wykorzystać. To jest podszywanie się pod dziecko przez innych rówieśników i pisanie z innymi w jego imieniu, tworzenie różnych publikacji, memów z jego udziałem, by go nękać, prześladować czy po prostu wyśmiewać – wylicza w rozmowie z WP abcZdrowie dr Dominika Bartoszak, psycholożka, seksuolożka kliniczna i pedagożka specjalna.
– Drugi obszar to wszystkie konsekwencje związane z nadużyciami na tle seksualnym. Czyli wykorzystanie wizerunku dziecka nie tylko do tworzenia materiałów przedstawiających wykorzystanie seksualne, ale też wykorzystanie wszystkich informacji, które publikują rodzice w ramach tak zwanego groomingu. Czyli sprawca zbiera informacje o dziecku, żeby później wykorzystać je do jego zmanipulowania, do stworzenia takiego poczucia, że my jesteśmy sobie bliscy, że my się znamy. Punkt wyjścia po prostu do kontaktu, a dalej w tej relacji dzieją się różnego rodzaju nadużycia – dodaje ekspertka.
Dr Bartoszak zauważa przy tym, że coraz więcej dzieci celowo ogranicza swoją bytność w sieci i chroni swój wizerunek: nie ustawia zdjęć profilowych, nie publikuje niczego prywatnego.
– Ta ich świadomość jest coraz większa i myślę, że to jest też wspaniałe. To jest taka trochę odpowiedź na to, co robią rodzice w nadmiarze, że z drugiej strony dziecko chce tę prywatność zachować i dlatego samo działa w tym kierunku – podkreśla psycholożka.
Ważnym głosem w dyskusji była także dziennikarka i socjolog Agnieszka Hyży, która jest gorącą orędowniczką dbania o prywatność dzieci w internecie.
– Pewnie powiem coś butnego i niepopularnego, ale zawsze sobie tak myślałam (…), że jak nie masz co zawodowo pokazać, nie bronisz się swoją zawodową pracą, to najłatwiej jest wtedy sprzedać swoją prywatność. Wiem, że to nie jest popularne. (…) To, że ja podpisałam kontrakt z show-biznesem, z telewizją, (…) to nie znaczy, że moje dzieci również ten kontrakt podpisały – mówiła.
Hyży podkreśliła, że budując swoje media społecznościowe, zawsze dba o to, by nie pokazywać wizerunku swoich dzieci i nie udostępniać informacji na ich temat. Jak przyznaje, kilka lat temu spotkała ją sytuacja, która była dla niej dowodem, że należy dbać o prywatność dzieci w internecie.
– Kilka lat temu miałam taką sytuację, która mnie zmroziła przy kasie w Biedronce. Moja córka miała wtedy 8 czy 9 lat. Kasujemy to, co kupiłyśmy i nagle pani kasjerka mówi: "O, to jest pewnie ta Marta!" – opowiadała prezenterka, dodając, że nie ukrywała w mediach imienia swojego dziecka.
– Na podstawie doniesień medialnych wiedziała, że mam córkę i zwróciła się do niej po imieniu. Dla Marty było to nieprawdopodobne. Gdy wyszłyśmy ze sklepu, zadała mi pytanie, dlaczego pani w kasie zna jej imię. Co więcej, pani zapytała jeszcze: "A pewnie jesteś po szkole? A gdzie są twoi bracia, Alek i Wiktor?". To już była dla niej abstrakcja. To był moment, w którym powiedziałam sobie: o nie, poza imieniem nie będziecie wiedzieć nic więcej – dodała.
Aby szerzyć wiedzę na temat sharentingu i ograniczać jego skutki, Biuro Prewencji Komendy Głównej Policji i T-Mobile Polska zorganizują szkolenia dla funkcjonariuszy z całego kraju dotyczące ochrony wizerunku w internecie. Przygotują też scenariusze zajęć oraz karty pracy dla uczniów, które ułatwią rozmowy o śladzie cyfrowym, prywatności i bezpieczeństwie w sieci.
– To, co robimy w tej kampanii, jest wartościowe dlatego, że my nie dzielimy rodziców na dobrych i złych, czyli tych, którzy nie publikują jako dobrych i złych tych, którzy publikują. My też nie mówimy jednoznacznie: nie publikuj (chociaż oczywiście moja rekomendacja jako eksperta jest taka, oczywiście, żeby wizerunku nie publikować). Natomiast myślę, że to, co jest istotne i co pokazujemy, to pewne zagrożenia. Pokazujemy, że one mogą być bardziej bezpośrednie, mniej bezpośrednie, że one mogą być tu i teraz, ale mogą też być w perspektywie kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Myślę, że ten rodzaj otwierania pewnej perspektywy może być jedyną drogą, bo wiemy, że im więcej stawiamy zakazów, im bardziej są nasze radykalne rekomendacje, tym też większy jest opór – podsumowuje dr Bartoszak.
Marta Słupska
Z pracą w mediach związana od 2010 roku. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim o specjalności zawodowej filologia dla mediów oraz studiów podyplomowych Redakcja językowa tekstu. W przeszłości związana m.in. z holdingiem Infor oraz wydawnictwem Edipresse Polska, dla których przygotowywała m.in. zdrowotne artykuły oraz filmy z udziałem ekspertów. W Wirtualnej Polsce od 2023 roku.