Lekarze czekali
O polskich szpitalach możemy mówić wiele. Na oddziałach nie ma miejsc, w kolejkach można umrzeć, a jedzenie jest gorsze niż w więzieniach. A to tylko niektóre z zasłyszanych opinii.
Sprawdź też:
Historię pięciolatki opublikowała dziennikarka "Gazety Wyborczej". Usłyszała ją od lekarza, który ratował małą pacjentkę. Sytuacja miała miejsce w tym miesiącu. Jak pisze red. Judyta Watoła, medycy czekali, aż bateria zostanie wydalona z przewodu pokarmowego dziecka wraz z kałem.
WIDEO"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV
Wymiotowała, bolało
Dziewczynka skarżyła się na ból, wymiotowała. Dopiero w poniedziałek, gdy z ust dziecka zaczęła lać się krew, lekarze zdecydowali o przewiezieniu pacjentki do specjalistycznego szpitala dziecięcego.
Nie udało się. Stan był dramatyczny. Przełyk i aorta dziewczynki były przepalone. "Lekarze zbiegli się do ratowania, próbowali wszystkich sposobów, jakie tylko mieli do dyspozycji" - opisuje dziennikarka.
Dziecku przeprowadzono operację kardiochirurgiczną. Personel medyczny podłączył je do urządzenia ECMO, które umożliwia pozaustrojowe wspomaganie oddychania. Próbowano zszywać uszkodzoną aortę. Mimo to dziewczynka zmarła.
Zobacz również:
Niebezpieczna bateria
Nierzadko słyszymy opinie, że z połkniętą małą baterią należy zachowywać się tak samo, jak w przypadku monety. Czekać aż dziecko ją wydali. Nieprawda.
W baterii znajdują się toksyczne substancje chemiczne. Wytwarzający się prąd przepala ściany przełyku, uszkadza struny głosowe, dziurawi aortę i tchawicę. Zgon może nastąpić nawet kilka godzin po jej połknięciu. Właśnie dlatego ważna jest szybka pomoc.
Pierwsze objawy
Z danych wynika, że w Wielkiej Brytanii, USA i Australii do szpitali tygodniowo trafia ok. 20 dzieci, które połknęły baterię. Jak jest w Polsce? Takie sytuacje również się zdarzają.
- Połknięcia baterii przez dzieci są częste. Występują one przecież w różnych zabawkach. I nie chodzi tutaj o tzw. "paluszki", a o małe baterie zegarkowe. Samo połknięcie może nie dawać żadnych objawów, a ciało obce może zostać po prostu wydalone. Zdarza się, że rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, że dziecko włożyło do ust taką baterię – tłumaczy Joanna Matysiak, pediatra i alergolog.
Jak dodaje lekarz, bateria może się jednak rozszczelnić.
- Wtedy wydobywają się z niej silnie żrące i toksyczne substancje. Uszkadzają one delikatne ściany przewodu pokarmowego, powodując jego perforację. To bezpośrednie zagrożenie dla życia dziecka. Bateria może także utknąć w dolnym zwieraczu przełyku czy w okolicach wyrostka robaczkowego – wymienia.
Jakie są pierwsze symptomy wysyłane przez organizm po połknięciu baterii? Bóle gardła, problemy z połykaniem, kaszel. Z czasem pojawiają się zaburzenia oddechu, ucisk w klatce piersiowej, bóle brzucha i wymioty.
Jak powinna wyglądać pierwsza pomoc w tym wypadku?
- Rodzice, którzy zauważyli połknięcie baterii przez dziecko, powinni jak najszybciej udać się do szpitala. Kluczowe są pierwsze dwie godziny. Wtedy lekarze wykonują zdjęcie przeglądowe klatki piersiowej i jamy brzusznej. Bateria daje cień, więc łatwo można ją zauważyć, a następnie endoskopowo usunąć – mówi lek. Joanna Matysiak.
To niejedyna ofiara połknięcia baterii, o której głośno w mediach. Niedawno sieć obiegła opowieść George Asana, ojca dwulatki. Mała Francesca połknęła baterię guzikową. Toksyny dotkliwie poparzyły narządy wewnętrzne dziecka.
Podobny dramat przeżyli rodzice Brianny Florer z Oklahomy. Dziewczynka również miała dwa lata.
Źródła
- http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/