W tym artykule:
"Wiedziałam, że coś jest nie tak"
Matka dziewczynki, 38-letnia Nikki, wspomina, że od początku miała poczucie, że stan córki nie pasuje do wcześniejszych rozpoznań. - Każdy lekarz rodzinny, do którego chodziłam, mówił, że wszystko z nią w porządku. Ona nigdy wcześniej nie chodziła do lekarza ani nie była w szpitalu. Wiedziałam, że coś jest nie tak - mówiła.
Jak podkreślała, Melly wcześniej była zdrową, bardzo aktywną dziewczynką. Z czasem 11-latka niemal całkowicie straciła energię. Nie chciała się bawić, rozmawiać, chodzić ani jeść. Pojawiły się również bóle szyi, piszczeli i pachwiny. Rodzina początkowo brała pod uwagę uraz związany z gimnastyką.
Matka domagała się badania krwi
10 czerwca Nikki ponownie zgłosiła się z córką do szpitala w Warwick. Tym razem postanowiła nie wracać do domu bez dokładniejszych badań. - Nie wyjdę stąd, dopóki nie zrobicie jej badania krwi - powiedziała.
Po wykonaniu badań Melly została przyjęta do szpitala. Lekarze rozważali m.in. sepsę, gruźlicę oraz infekcję, którą dziewczynka mogła przywieźć z wcześniejszego wyjazdu do Egiptu. Po 15 dniach została przeniesiona do Birmingham Children’s Hospital. 3 lipca rodzina usłyszała diagnozę: chłoniak Burkitta w IV stadium. Nowotwór zdążył objąć śledzionę, wątrobę i szpik kostny.
To wyjątkowo szybko rozwijający się nowotwór
Chłoniak Burkitta to rzadki i agresywny typ chłoniaka nieziarniczego, który rozwija się z białych krwinek. Choroba może postępować bardzo szybko i w krótkim czasie zajmować kolejne narządy. Objawy mogą obejmować m.in. ból brzucha lub pleców, nudności, wymioty, biegunkę oraz powiększenie obwodu brzucha.
Melly rozpoczęła intensywne leczenie i ma przejść około sześciu miesięcy chemioterapii. Jej rodzina prowadzi również zbiórkę na pokrycie kosztów związanych z pobytem blisko szpitala i dalszą opieką. - W pewien dziwny sposób to wszystko zbliżyło nas do siebie w najgorszym możliwym momencie - powiedziała ciotka dziewczynki.
Źródło: The Sun