Lekarze alarmują po kolejnych wypadkach
Specjaliści podkreślają, że problem narasta z roku na rok, a świadomość rodziców nadal jest niewystarczająca. W pierwszych dniach maja do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku trafiło dziesięcioro dzieci poszkodowanych w wypadkach na hulajnogach elektrycznych. O sprawie lekarze mówili podczas konferencji prasowej.
WIDEO"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV
- Coraz więcej dzieci trafia po urazach przede wszystkim na hulajnogach elektrycznych i niestety dominują ciężkie urazy, a do tego u bardzo młodych dzieci, które nie są w ogóle przygotowane do jazdy na tych urządzeniach - powiedział dr hab. Tomasz Guszczyn, kierownik Kliniki Ortopedii i Traumatologii Dziecięcej UDSK. Do szpitala trafiają dzieci z połamanymi rękami i nogami, urazami stawu skokowego, klatki piersiowej, szyi oraz licznymi otarciami i stłuczeniami.
Lekarze zwracają uwagę, że wielu rodziców nadal traktuje hulajnogi elektryczne jak zwykłe hulajnogi dziecięce. Tymczasem osiągane przez nie prędkości mogą być bardzo niebezpieczne dla najmłodszych użytkowników. - Hulajnoga kojarzy się z dzieciństwem, ale nie hulajnoga elektryczna, lecz mechaniczna. Elektryczne mogą być dla małych dzieci zabójcze, ponieważ te dzieci nie mają jeszcze wykształconych zmysłów równowagi, dlatego nie radzą sobie z tak dużymi prędkościami - zaznaczył dr Guszczyn.
Z danych szpitala wynika, że tylko w 2025 roku do placówki trafiło już 41 dzieci po wypadkach związanych z hulajnogami elektrycznymi. Rok wcześniej było ich 38. Lekarz zaznaczył, że pacjenci po takich zdarzeniach stanowią obecnie ponad 60 proc. wszystkich dzieci przyjmowanych z urazami.
Skutki złamań mogą być odczuwane przez resztę życia
Specjaliści ostrzegają, że konsekwencje takich urazów mogą być długotrwałe i wpływać na dalszy rozwój dziecka. - Małe dzieci nie są w stanie ocenić zagrożenia, nie mają wyobrażenia, czym może się skończyć ten mały, drobny ruch, utrata równowagi w kontakcie z krawężnikiem. Skutki mogą być olbrzymie i długotrwałe - podkreślił ortopeda.
Lekarze przypominają, że dzieci intensywnie rosną, dlatego złamania mogą prowadzić m.in. do deformacji kończyn czy zaburzeń ich długości. Jednym z ostatnich przypadków w szpitalu było dziecko jadące hulajnogą bez opieki rodziców, które doznało złamania kości udowej i kości ramiennej. - Czyli dwie główne kości organizmu ludzkiego zostały złamane - zauważył lekarz.
Zdaniem specjalistów samo apelowanie o ostrożność nie wystarcza. Coraz częściej podkreślają, że konieczne jest pokazywanie realnych skutków wypadków, by zwiększyć świadomość rodziców i dzieci. Lekarze zaczęli także zgłaszać policji przypadki, w których dochodziło do łamania przepisów, np. gdy hulajnogą poruszało się dziecko poniżej dopuszczalnego wieku. - Każdy przypadek łamania prawa będzie zgłaszany na policję. Może to coś zmieni - zapowiedział dr Guszczyn.
3 czerwca mają wejść w życie nowe przepisy dotyczące bezpieczeństwa dzieci korzystających z hulajnóg elektrycznych, rowerów i urządzeń transportu osobistego. Zgodnie z nowymi regulacjami każda osoba poniżej 16. roku życia będzie musiała podczas jazdy używać kasku ochronnego. Obecnie noszenie kasku jest jedynie zalecane, ale nieobowiązkowe.
Źródło: PAP