Polskie matki apelują: niemiecki Jugendamt zabrał nam dzieci. Pomóżcie nam je odzyskać!

Wyjazdy za granicę są najczęściej efektem utraty pracy w kraju. Decyzja o przeprowadzce i zamieszkaniu w innym państwie z całą rodziną jest zawsze bardzo trudna i często wiąże się z konsekwencjami prawnymi. Przekonały się o tym matki, które od lat mieszkają w Niemczech. Zrzeszone w Stowarzyszeniu Rodziców Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech apelują: "oddajcie nam nasze dzieci!"

Polskie matki apelują: niemiecki Jugendamt zabrał nam dzieci. Pomóżcie nam je odzyskać!Polskie matki apelują: niemiecki Jugendamt zabrał nam dzieci. Pomóżcie nam je odzyskać!
Źródło zdjęć: © PAP/Marcin Bielecki
Aleksandra Miłosz

"Pomóżcie nam teraz"

Jugendamt to niemiecka instytucja, która zajmuje się kontrolą rodzin zamieszkujących terytorium Niemiec. W skrajnych przypadkach, kiedy uzna, że pozostawienie dzieci w rodzinach jest dla tych pierwszych szkodliwe, może postanowić o odebraniu ich rodzicom. Tak też się stało w przypadku czterech matek z Polski. Zdesperowane kobiety zdecydowały się zaapelować o pomoc na zorganizowanej przez stowarzyszenie konferencji prasowej.

Wojciech Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodziców Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Polsce, mówił na konferencji:

- Traktat polsko-niemiecki powinien zostać wypowiedziany, ponieważ nierespektowane są prawa polskich obywateli mieszkających w Niemczech.


WIDEO
"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV


- Wielkie nadzieje pokładamy w rządzie Beaty Szydło, a także w ministrze spraw zagranicznych Witoldzie Waszczykowskim, ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Ziobrze, którzy biorą odpowiedzialność za nasz naród. (…) Pomóżcie nam teraz - kontynuował Pomorski.

Dramat polskich matek

Jugendamt postanowił zabrać dzieci czterem Polkom. Jedną z nich jest Aleksandra Urbanik, której niemiecka instytucja odebrała dwóch synów. Urzędnicy, którzy postanowili o zabraniu chłopców, argumentowali to tym, że chłopcy są zbyt ruchliwi i agresywni. Matce natomiast przypisali chorobę psychiczną.

PAP/Marcin Bielecki
PAP/Marcin Bielecki

Poszkodowana przez Jugendamt jest także Weronika Drozdowska, matka 5 dzieci.

- Zabrali dzieci ze szkoły, przedszkola i domu, mówiąc, że są maltretowane i bite - mówi Drozdowska.

Kiedy urzędnicy odebrali rodzicom dzieci, ich najstarszy, 26-letni syn się powiesił. Na konferencji kobieta nie mogła powstrzymać emocji.

Zobacz także:

Bezwzględni urzędnicy

Według Uwe Kirchhoffa, przewodniczącego stowarzyszenia, już wcześniej dochodziło do manipulacji, a nawet oznak rasizmu ze strony Jugendamtu. Mężczyzna, który sam przez 12 lat pracował w urzędach zajmujących się sprawami dzieci i rodziców, przyznał, że zrezygnował z nich z pobudek etycznych.

Uważa, że niemieckie urzędy wykazują się jedynie brakiem kompetencji i neutralności, kierują się za to własnymi przekonaniami rasowymi i religijnymi. Kirchhoff mówi, że nawet ci Polacy, którzy posiadają niemiecki paszport, są gorzej traktowani niż inni obywatele.

Przeczytaj koniecznie:

Jak się okazuje, problem dotyczy nie tylko Polaków, ale też Włochów i Francuzów. Rodziny cudzoziemców nadzorowane przez Jugendamt nie mogą publicznie okazywać swoich przekonań religijnych ani posługiwać się językiem ojczystym.

Ponieważ przepisy, którymi kieruje się Jugendamt pochodzą z lat 30. poprzedniego wieku, zdesperowani rodzice często posługują się terminem "praktyki nazistowskie". Czy polski rząd pomoże poszkodowanym rodzinom? Czy stęsknione matki zobaczą jeszcze kiedyś swoje dzieci?

Wybrane dla Ciebie