Gorąca kawa
To jedna z tych rzeczy, z którą musiałam się pożegnać. Kiedyś nie byłam w stanie wypić zimnej kawy, teraz mi to zupełnie obojętne. Zazwyczaj wygląda to tak: wstaję rano, robię kawę, zostawiam ją na biurku. Następnie budzę pierworodnego, robię mu śniadanie, ubieram go, w międzyczasie maluję się i staram doprowadzić się do jakiegoś w miarę normalnego wyglądu. Kiedy wszyscy są gotowi, wychodzimy. Zimna kawa wita mnie, gdy wracam z pracy... Ma to swoje uroki, w lecie wmawiam sobie, że to taka mrożona kawa bez lodu, mleka i bitej śmietany. Świętem jest, kiedy uda mi się wypić letnią kawę, ale cóż, coś za coś.
Sen
Ostatnio to moje największe marzenie. Zasnąć wieczorem i obudzić się rano, bez przerw na siku, piciu i inne potrzeby mojego pierworodnego. Jedna noc raz na jakiś czas, którą prześpię w całości. Niestety nie jest mi to dane, ponieważ moje dziecko należy do tych śpiących niespokojnie i budzi się przy najcichszym szmerze za oknem. Plusem tej sytuacji jest to, że jestem chodzącym dowodem na to, że 8 godzin snu jest totalnie przereklamowane.
Zobacz także:
- Ma 9 lat i studiuje na politechnice. On wie, jak dołuje się uzdolnionych uczniów
- Mama, dziecko i praca – trio (nie)idealne. W ten sposób kobiety chcą pozostać aktywne
- To bardzo poważna choroba genetyczna. Możesz ją rozpoznać po płaczu dziecka
- Nawet trzy łyżeczki cukru w jednym kubku. Tak nieświadomie trujemy dzieci
- Dostarczają nawet 40 razy więcej witaminy C niż cytrusy. Potężna broń w walce z infekcją
Spokojna toaleta
Znacie to? Kiedy tylko zamkniecie się w łazience/toalecie słychać tupot małych nóżek i głośne "Mamoooooo!". Udajecie, że wcale was tam nie ma, a wołanie przeradza się w łomot, pisk i płacz. Długi prysznic czy spokojne załatwienie swoich potrzeb fizjologicznych naprawdę potrafi stać się marzeniem.
Wyjść do sklepu i wrócić po 5 minutach
Z tymi rzeczami, których naprawdę potrzebuję. Teraz mam z tym problem. Idę do sklepu, najpierw lista co kto chce, potem ubranie siebie, dziecka i jesteśmy gotowi. W hipermarkecie poszukiwanie wózka z siedziskiem, wjazd na halę, gonitwa pomiędzy regałami, walka z pierworodnym o to, że nie kupię mu kolejnego traktora, stanie w kolejce w kasie i nareszcie powrót do domu. Tak właśnie 5-minutowe wyjście po bułki, mleko i wędlinę zamienia się w 2-godzinny rajd i trzy siaty produktów... Gdzie te czasy, kiedy wchodziłam i zaraz wychodziłam ze sklepu?
Posprzątać i mieć porządek przez dłużej niż 30 minut
Wam też się czasem wydaje, że sprzątanie przy dwulatku nie ma sensu? Bo mnie tak. Sprzątasz, pucujesz swoje gniazdko, a za moment wygląda, jak po przejściu huraganu połączonego z przejazdem Jeźdźców Apokalipsy. Czasem nie skończę, sprzątać jednej części domu, a już jest bałagan i zabawa zaczyna się odnowa. Marzy mi się taki dzień, kiedy posprzątam i nie będę musiała znowu tego robić po godzinie. Z tym wiążę się też moje drugie skryte marzenie: żeby producenci klocków wymyślili takie, które nie wbijają się w stopy. Zawsze zostanie jakiś mały ninja, który skryje się w odmętach dywanu i czyha na moje stopy.
I tak oto wyglądają moje małe, przyziemne marzenia. Nie są one czymś w rodzaju wygranej w totolotka, ale każde ich spełnienie, stanowi małą okazję do świętowania.