W tym artykule:
Wykryła guza piersi, kiedy była w ciąży
Sophia Collins zmarła 13 miesięcy po zdiagnozowaniu raka piersi. Po raz pierwszy wyczuła guz w swojej piersi we wrześniu 2020 roku. Wtedy była już mamą Daisy. Była też w pierwszych tygodniach drugiej ciąży.
Młoda mama od początku miała złe przeczucie, m.in. dlatego, że bardzo wcześnie straciła tatę. Jej ojciec zmarł na chłoniaka, kiedy ona miała dziesięć lat, a jej brat 14. To sprawiło, że była bardzo mocno związana z najbliższymi i marzyła o wielkiej rodzinie.
Kiedy tylko wyczuła guzka, bardzo szybko zgłosiła się do lekarza rodzinnego.
WIDEO"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV
- Ponieważ była taka młoda, a do tego była wtedy w dziesiątym tygodniu ciąży ze swoją drugą córką, lekarz uznał, że guzek to po prostu zablokowany przewód mleczny, odesłał ją do domu i kazał masować pierś w ciepłej wodzie - opowiadał w wywiadzie dla "The Star" jej brat, Matthew Collins.
Lekarze powiedzieli, że jej rak jest nieuleczalny
Niestety guzek nie zniknął, tylko jeszcze urósł. Kobieta zaczęła się domagać badań i została skierowana do specjalisty. Wtedy wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Diagnoza była druzgocąca - potrójnie ujemny rak piersi z bardzo agresywnym przebiegiem. Ten typ nowotworu stanowi od 10 do 15 proc. wszystkich nowotworów piersi i dotyka najczęściej młode kobiety.
W styczniu 2021 r. kobiecie usunięto pierś. Niestety badania wykazały, że zajęte są również pobliskie węzły chłonne.
- Pod koniec marca miała pierwszą rundę chemioterapii. Lekarze zapewniali, że to nie zaszkodzi jej nienarodzonemu dziecku - wspomina brat Sophie.
- Delilah urodziła się 14 kwietnia 2021 r. Kilka dni później lekarze wykonali skan, aby ustalić, czy rak się nie rozprzestrzenił. Wtedy wykryli przerzuty w węzłach chłonnych nadobojczykowych - dodaje.
Lekarze powiedzieli młodej mamie, że nie są w stanie wiele zrobić, a jej rak jest nieuleczalny.
Sophia postanowiła walczyć do końca
Brat wspomina, że Sophia, mimo tragicznej diagnozy, była do końca bardzo dzielna. Walczyła o każdy dzień, żeby jak najwięcej czasu spędzić jeszcze z córeczkami.
- Daisy i Delilah stały się jej siłą - wspomina zrozpaczony brat.
Postanowiła też opisywać swoją walkę w mediach społecznościowych, żeby wspierać inne młode kobiety, przekonywała je, że nie każdy nowotwór jest tak agresywny, jak w jej przypadku i że kluczem jest szybka diagnoza.
- Sophia przekazała wiadomość, że ma raka wszystkim, których znała, ponieważ wiedziała, że straci włosy i chciała uprzedzić niezręczne pytania. Po tym pierwszym poście dostała wiadomość od zupełnie obcej, młodej kobiety, z pytaniem, jak wygląda guzek rakowy i jak to jest, ponieważ sama znalazła guzek. Od tego się zaczęło. Sophie codziennie otrzymywała wiadomości od innych młodych kobiet, które pytały o jej doświadczenia i błagały o radę - opowiada brat.
Mimo kolejnych rund intensywnej chemioterapii okazało się, że choroba nie zwalnia. W kolejnych miesiącach rak zaatakował kręgosłup i płuca. Sophie osierociała trzyletnią Daisy i ośmiomiesięczną Delilah. Jej ostatnią wolą było, żeby osoby, które przyjdą na pogrzeb, zamiast kwiatów przekazały pieniądze na cele charytatywne.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl