Lekarz ostrzega przed detoksem dzieci. "To przykład marketingu strachu"

W mediach społecznościowych coraz częściej można znaleźć reklamy suplementów i preparatów rzekomo przeznaczonych do "detoksu dzieci". Producenci i influencerzy obiecują usuwanie metali ciężkich, toksyn czy pasożytów, sugerując, że takie kuracje poprawiają zdrowie i koncentrację najmłodszych. Pediatrzy alarmują jednak, że to niebezpieczna moda, pozbawiona podstaw naukowych.

Fałszywe "detoksy dzieci" w internecie. Pediatra przestrzega rodzicówFałszywe "detoksy dzieci" w internecie. Pediatra przestrzega rodziców
Źródło zdjęć: © Getty Images / Uniwersytet Warszawski
Dominika Najda

Drogi "detoks" zamiast leczenia

Preparaty reklamowane jako środki "odtruwające" kosztują od 100 do 150 zł za małą buteleczkę, która według producentów wystarcza na miesiąc kuracji. Jeden z promowanych specyfików miał "usuwać ołów, rtęć, aluminium, arsen i kadm" z organizmu dzieci już od 2. roku życia. Inny, ziołowy, miał rzekomo oczyszczać z pasożytów.

Niektórzy influencerzy otwarcie przyznają, że podają te środki swoim dzieciom. Reklamy pełne są haseł o "toksycznym ataku na organizm" czy "nanocząsteczkach", które mają brzmieć naukowo, ale - jak podkreślają lekarze - nie mają żadnego potwierdzenia w badaniach.

Lekarz: "To książkowy przykład marketingu strachu"

Dr n. med. i n. o zdr. Łukasz Dembiński, specjalista pediatrii i gastroenterologii, w rozmowie z PAP jednoznacznie ocenił te praktyki. - To przykład marketingu strachu, w przypadku zatrucia takie produkty nie pomogą – podkreślił.


WIDEO
"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV


Jak dodał, w razie podejrzenia zatrucia metalami ciężkimi należy niezwłocznie udać się do lekarza, a nie sięgać po suplementy. Również w przypadku podejrzenia zakażenia pasożytami kluczowe są badania diagnostyczne i leczenie farmakologiczne, a nie "ziołowe mikstury".

- Dlaczego mielibyśmy sięgać po substancje, których właściwości są rzekome, w ogóle nie działają lub nie zostały przebadane, a przy tym mogą być niebezpieczne? – mówi ekspert. - Po co wracać do średniowiecznych metod?

Niebezpieczne "oczyszczające diety"

Według dr. Dembińskiego najpoważniejsze ryzyko związane z tymi produktami to nie samo ich działanie, lecz odwracanie uwagi od prawdziwych problemów zdrowotnych. Rodzice, którzy wierzą w "detoksy", mogą przegapić realne objawy choroby i opóźnić konsultację lekarską.

Dodatkowym zagrożeniem jest brak kontroli nad jakością takich preparatów. Mogą one być zanieczyszczone metalami ciężkimi lub pestycydami, ponieważ często nie są standaryzowane ani dopuszczone do obrotu w UE.

Oprócz suplementów w internecie reklamowane są również "diety oczyszczające" dla dzieci – np. oparte wyłącznie na sokach owocowych. To, zdaniem lekarza, jeszcze większe zagrożenie niż same suplementy.

- Taki brak zbilansowania diety może być jeszcze większym zagrożeniem dla zdrowia niż wspomniane suplementy ziołowe – ostrzega dr Dembiński.

Przypomina też dramatyczny przypadek 3-latki spod Zielonej Góry, którą rodzice karmili wyłącznie mlekiem i winogronami. Dziewczynka trafiła do szpitala w stanie skrajnego niedożywienia i z niewydolnością wielonarządową.

Zdrowy rozsądek zamiast cudownych kuracji

Lekarz podkreśla, że dzieci w okresie intensywnego rozwoju potrzebują zbilansowanej diety z odpowiednią ilością tłuszczów, białka i węglowodanów, a nie restrykcyjnych kuracji oczyszczających.

- Podkreślam, "diety oczyszczające" u dzieci to bardzo zły pomysł. Jeżeli mamy wątpliwości, warto zasięgnąć rady specjalisty pediatrii. A do picia dawać dziecku wodę, bez soku – zaznaczył dr Dembiński.

Dominika Najda, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródła

  1. PAP
Wybrane dla Ciebie