"(...) nie dawałam mu możliwości, żeby mógł się wykazać. Zawładnęłam Janką w pełni. A tak na poważnie, to uważam, że są takie typy mężczyzn, których nie należy zaganiać w tak zwanym okresie pielęgnacyjnym do dziecka, są tacy, którzy na tym etapie nie są tak fajni jak potem. Ja uważam, że mój mąż, który jest facetem-testosteronem, bardzo męskim typem, jest fantastycznym ojcem dla dzieciaków na późniejszym etapie ich rozwoju, wtedy, kiedy są już z nimi większe interakcje. On wymyśla takie zabawy, ma tak niesamowite pomysły, które mi by w życiu do głowy nie przyszły. Ja jestem matka pielęgnacyjna: Wysmarkaj nosa. Umyj rączki. Chodź cię nakarmię. A on: statek w wannie, wielkie budowle z kartonów, domy niemal z niczego. Ja już teraz wiem, że nie warto się spierać i przerzucać na siłę obowiązkami pół na pół, to jest bez sensu i często bywa zarzewiem niepotrzebnych konfliktów, bo nie każdy mężczyzna się do tego nadaje i nie każdy będzie w tym tak samo dobry jak my. A przecież jest tak, że pewne role są przypisane do nas, a inne do nich. Mimo tego, że jestem osobą delikatnie feminizującą, feminizuję tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jest mi to na rękę: wolę np., żeby to mężczyzna nosił mi walizki lub wymieniał koło w samochodzie" - podkreśliła w wywiadzie aktorka.