- Dla mnie samoakceptacja to właśnie odpuszczenie sobie. Odzyskujesz wtedy tę przestrzeń w mózgu, która wcześniej była odpowiedzialna za kontrolę. Już nie stoisz przed lustrem, oglądając się z każdej strony. Nie analizujesz, że nogi w sumie spoko, ale kostki mogłyby być szczuplejsze. Nie rozkminiasz, jak inni cię odbiorą. Nie przeglądasz się w napotkanych wystawach. Nie wkładasz czegoś, tylko dlatego, że wyglądasz w tym dobrze. Patrzysz, żeby było ci wygodnie. I nareszcie odzyskujesz kontakt ze swoim ciałem. Już nie jest twoim wrogiem, którego tu trzeba "ściachać", tam napompować. Doceniasz je, bo dobrze ci służy i... zaczynasz o nie dbać. Może inaczej, może nie katując się kolejnym treningiem mięśni brzucha, ale aktywnością, która autentycznie sprawia ci przyjemność? U mnie jest to bieganie, rolki i joga. Zupełnie nie analizuję, jak to wpływa na moje ciało, ponieważ czuję, że świetnie działa mi na duszę! I to jest ta chwila, kiedy odzyskujesz czas dla siebie. Kobiety mają go za mało, ponieważ za dużo energii poświęcają czynnościom, które mają sprawić, że siebie pokochają (staranny makijaż, fryzura, kosmetyczka, kolejna dieta, zakupy na poprawę humoru). A tak naprawdę wystarczy sobie odpuścić.