W pożarze stracili wszystko, co mieli. Ojciec uratował dzieci, sam uciekł w ostatniej chwili

"W pierwszym momencie próbowałem stłumić ogień, jednak z takim żywiołem, w pojedynkę nie było szans. Chwyciłem moje dzieci pod pachę i zaczęliśmy uciekać. Do dzisiaj słyszę ich płacz i krzyk" - opowiada samotny ojciec bliźniąt. Do pożaru w ich domu najprawdopodobniej doprowadził wybuch baterii w telefonie.

W pożarze stracili wszystko, co mieliW pożarze stracili wszystko, co mieli
Źródło zdjęć: © pomagam.pl
Katarzyna Grzęda-Łozicka

Dzieci i tata stracili wszystko

Tego dnia nie zapomni do końca życia, gdyby nie jego synek, prawdopodobnie by ich już nie było. 40-letni Rafał Wasilewski sam wychowuje dwóch 5-letnich synów. Dramat rozegrał się nad ranem 1 maja w domu, który wynajmowali w Gdańsku. Obudził go płacz jednego z dzieci.

Wszystko wskazuje na to, że do pożaru doprowadził wybuch baterii w telefonie. 5-letni maluch opowiada, że na początku próbował sam ugasić pożar i polewał płomień szklanką wody. Krzyk pięciolatka obudził ojca. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Panu Rafałowi nadal z trudem przychodzi opowiadanie o tym, co się wtedy stało.

"W pierwszym momencie próbowałem stłumić ogień, jednak z takim żywiołem, w pojedynkę nie było szans. Chwyciłem moje dzieci pod pachę i zaczęliśmy uciekać. Do dzisiaj słyszę ich płacz i krzyk" - opowiada zdruzgotany mężczyzna.


WIDEO
"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV


Ojciec sam wychowuje bliźniaków: Marcela i Łukasza
Ojciec sam wychowuje bliźniaków: Marcela i Łukasza

Wrócił, żeby zabrać z domu rodzinne pamiątki. Prawie przepłacił to życiem

Kiedy dzieci były już bezpieczne, mężczyzna postanowił wrócić do płonącego mieszkania, żeby uratować rodzinne pamiątki.

"Zostawiłem dzieci na zimnym dworze i wleciałem z powrotem. Chciałem ratować swój dobytek, jednak ogień stłamsił wszystko. Stałem w bieliźnie i nie mogłem nic zrobić" - wspomina zrozpaczony. "Byłem głupi, że tam wróciłem. Ogień rozprzestrzeniał się w przerażającym tempie. Nie było co już ratować, a ja powoli nie mogłem nabrać oddechu. Skończyłem z poparzonymi rękami. W głowie do dziś słyszę ten przerażający dźwięk ognia. Ten dźwięk mnie nawiedza" - dodaje mężczyzna.

Dziećmi zaopiekowali się sąsiedzi, a pan Rafał trafił do szpitala. Wypisał się na własne życzenie, bo chciał, jak najszybciej wrócić do chłopców. Wiedział, jak wielką traumę przeżyli.

Cały dom spłonął
Cały dom spłonął © pomagam.pl

"Brak domu, pieniędzy, ubrań"

Pożar zabrał wszystko, co mieli. "W jednej chwili straciłem wszystko, nie zostało nic. Brak domu, pieniędzy, ubrań, chęci do życia" - opowiada mężczyzna. Ojciec przyznaje, że to nie pierwszy raz, kiedy dostaje od życia dotkliwą lekcję, ale najważniejsze, że chłopcy są cali i zdrowi.

Rodzina prosi o pomoc. W pożarze stracili wszystko, co mieli
Rodzina prosi o pomoc. W pożarze stracili wszystko, co mieli © pomagam.pl

W tym całym nieszczęściu doznali też bardzo dużo ludzkiej życzliwości. Dzięki wsparciu dobrych ludzi udało im się znaleźć dach nad głową. Teraz są zmuszeni prosić o pomoc.

"Wachlarz potrzeb jest tak ogromny, że nie jestem w stanie tego ogarnąć myślami. Mieszkanie jest puste, potrzebuję wszystkiego, abym mógł wystartować. Muszę odbudować poczucie bezpieczeństwa u moich synów. Mimo swojego młodego wieku wiedzą co się stało. Cieszą się z każdej rzeczy, którą dostaną. Mają świadomość sytuacji, w jakiej się znaleźli" - przyznaje.

Przyjaciel utworzyli zbiórkę, na której można wesprzeć ich rodzinę.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie