W tym artykule:
Słowne potyczki na kartce
Szybko jednak okazało się, że pojemniki stały się również obiektem zainteresowania dzieci. Maluchy zaczęły się nimi bawić, rozlewać wodę i przenosić naczynia po całym podwórku.
W odpowiedzi ktoś z dorosłych przytwierdził je na stałe do stojaka na rowery, ale to nie pomogło, dzieci nadal wylewały wodę. I wtedy przy wejściu do klatki zawisła pierwsza karteczka:
"Podłe i brzydkie dzieci wylewają wodę dla ptaków. Gratuluję rodzicom takiego potomstwa. Brawo" - głosił napis.
WIDEO"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV
Wpis natychmiast wywołał poruszenie. **Szybko pojawiła się odpowiedź: "A jakim to starym i zgorzkniałym potworem trzeba być, by dziecko nazwać podłym…"
I tak wywiązała się sąsiedzka "korespondencja". Jedni stają po stronie ptaków, drudzy po stronie dzieci. Jedni piszą o braku wychowania i braku szacunku do czyjejś pracy. Inni zwracają uwagę na to, że dzieci mają prawo się bawić i eksperymentować, a takie epitety wobec nich są nie do przyjęcia.
Sąsiedzka kłótnia trwa
W rzeczywistości ta pozornie błaha sytuacja dotyka czegoś znacznie głębszego – współistnienia pokoleń w przestrzeni wspólnej. Gdzie kończy się troska o przyrodę, a zaczyna frustracja? I gdzie przebiega granica między wychowaniem a publicznym osądem?
"Wystarczyłoby napisać że te miski to poidełka. Nie trzeba by było ludzi nazywać śmieciami i dzieci bachorami" - czytamy w komentarzach pod postem.
Dyskusja trwa – zarówno na papierze, jak i w komentarzach pod wpisem na Facebooku. Być może sąsiedzi w końcu się dogadają. Choć niektórzy twierdzą, że bardziej prawdopodobne jest, iż miseczki po prostu znikną.
Dominika Najda, dziennikarka Wirtualnej Polski