Ignacy urodził się z ciężką wadą serca
Chłopiec od początku walczył o życie. Urodził się z bardzo poważną wadą wrodzoną - połowa jego serca była niedorozwinięta i nie była w stanie prawidłowo pompować krwi. Lekarze oceniali, że bez przeszczepu jego szanse na przeżycie są minimalne.
Największym problemem był jednak brak odpowiedniego dawcy. W przypadku tak małych dzieci znalezienie kompatybilnego serca jest wyjątkowo trudne. Historię Ignacego pokazano na początku kwietnia w "Faktach" TVN. Jak przekazała mama chłopca, Karolina Droździel, odpowiedni dawca znalazł się zaledwie tydzień po emisji materiału.
Operację przeprowadzili specjaliści z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jak podkreślali lekarze, rozmiar przeszczepionego narządu był niezwykły nawet dla doświadczonych kardiochirurgów dziecięcych. To był najmniejszy przeszczep serca wykonany z powodzeniem w tej placówce. Serce było wielkości noworodkowej piąstki.
- Jak każdy pamięta, jak wygląda noworodek i jak malutką ma piąstkę, to serce jest dokładnie tej samej wielkości co piąstka noworodka - powiedział dr Michał Buczyński, zastępca kierownika Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii Dziecięcej WUM.
Dawcą był noworodek, który zmarł po porodzie
Profesor Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii WUM, przekazał, że serce pochodziło od noworodka, który zmarł na rękach swojej mamy krótko po narodzinach.
Kilka tygodni wcześniej lekarz apelował do kobiet spodziewających się dzieci z tak zwanymi wadami letalnymi o rozważenie możliwości oddania narządów po śmierci dziecka. Takie noworodki zwykle żyją bardzo krótko - od kilku godzin do kilku tygodni.
Każdego roku w Polsce rodzą się dzieci z ciężkimi wadami, które uniemożliwiają przeżycie mimo pomocy medycznej. Jednocześnie w klinikach transplantologicznych na przeszczepy czekają mali pacjenci, którzy dzięki nowemu narządowi mają szansę na dalsze życie.
Mama Ignacego nie ukrywa wdzięczności wobec anonimowej rodziny dawcy. - Do końca życia będę modlić się za tę rodzinę i za to dzieciątko, dzięki któremu mój syn może żyć - powiedziała Karolina Droździel.
Lekarze podkreślają, że decyzja o przekazaniu narządów po śmierci dziecka należy wyłącznie do rodziców i zawsze wymaga ogromnej odwagi. W tym przypadku dramat jednej rodziny pozwolił uratować życie drugiego dziecka.
Źródło: TVN