Znowu zalała ją fala krytyki
Anna Lewandowska wzbudza skrajne emocje: jedni ją kochają, inni nienawidzą. Sportsmenka jeszcze w ciąży na swoje konto na Instagramie wrzucała zdjęcia opatrzone komentarzami dotyczącymi np. diety mamy karmiącej piersią. Otwarcie krytykowała inne blogerki.
Teraz żona najlepszego polskiego piłkarza sama dostaje ciosy. W środę 2 sierpnia opublikowała na Instagramie zdjęcie krewetek. "Jak wiecie moje przepisy są często urozmaicone, ale zawsze trzymam się moich zasad żywienia. Dzisiaj krewetki w chilli z czosnkiem i olejem ryżowym (uwaga – nie polecam mamom karmiącym piersią)" – napisała. Pod postem rozgorzała dyskusja, która już po chwili przerodziła się w burzę.
Kobiety skrytykowały Lewandowską za to, że wprowadza mamy karmiące piersią w błąd. "Nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiacej i mimo że jestem wielkim alergikiem, o czym mój lekarz ginekolog i położna wiedzieli, to nie kazali mi z niczego rezygnować podczas karmienia. Owszem, kazali uważać na produkty, na które wcześniej byłam uczulona, natomiast nigdy nie kazali mi przechodzić na jakąkolwiek dietę eliminacyjną" – pisze użytkowniczka gb.m (zachowano pisownię oryginalną - przyp. red.)
WIDEO"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV
Przeczytaj także:
- Pofarbowała dziecku włosy na różowo. Miała ważny powód
- “Fontanna to nie basen!”. Część rodziców nie widzi nic złego w kąpielach
- Błąd, który może kosztować życie dziecka. Rodzice popełniają go nieświadomie
Natd2097 dodaje, że "dieta matki karmiącej powinna być taka, jak do tej pory, w czasie ciąży, ogólnie zdrowa, ale jeżeli kobieta w ciąży jadła pikantne potrawy, to i karmiąc piersią spokojnie może je jeść".
Do dyskusji zostały wywołane także Nicole Sochacki-Wójcicka, czyli blogerka i lekarka prowadząca bloga mamaginekolog.pl oraz Dominika Wojsz, prowadząca blog mamalekarz.pl. Sprawa zrobiła się poważna.
Postanowiliśmy zatem przyjrzeć się diecie kobiet karmiących piersią. Ile prawdy jest w tym, że nie mogą one jeść ostrych przypraw, profilaktycznie nie powinny spożywać także produktów wzdymających, smażonych i zawierających alergeny (np. cytrusów, owoców morza lub mleka)?
"Pokarm nie robi się z treści żołądkowej"
Opublikowane w 2013 roku wskazania medyczne, jednoznacznie rozprawiają się z mitem diety matki karmiącej piersią. Wytyczne opracowali eksperci z siedmiu ośrodków, w tym m. in. z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, Instytutu – Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka, Centrum Medycznego "Żelazna" w Warszawie oraz Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie.
Jeszcze 20-30 lat temu świeżo upieczone mamy nie mogły jeść praktycznie niczego. Z pokolenia na pokolenie kobiety przekazywały sobie błędne przekonania na temat wpływu diety na zdrowie dziecka. Młode mamy musiały więc zrezygnować z pikantnych przypraw, nie jadły bigosu, unikały truskawek czy eliminowały zapobiegawczo mleko. To wszystko miało uchronić niemowlę przed bólem brzucha czy kolką.
Choć zalecenia lekarzy, zgodnie z którymi świeżo upieczone mamy mogą jeść wszystko, funkcjonują już od 4 lat, mit diety matki karmiącej piersią nadal funkcjonuje. Wiele kobiet decyduje się na dietę eliminacyjną - z góry wykluczają produkty, które mogą uczulać, np. kakao, cytrusy. Niektóre nawet spotykają się z przekonaniem, że kolka niemowlęca wynika z nieprawidłowego odżywania się matki i są zachęcane do odstawienia z tego powodu dziecka od piersi.
Lekarze nie mają wątpliwości. "Nie ma podstaw do przerywania karmienia piersią z powodu kolki niemowlęcej. Podstawowym postępowaniem jest tutaj uspokojenie rodziców i wyjaśnienie, że kolka nie stwarza zagrożenia dla zdrowia dziecka oraz mija samoistnie" – czytamy z zaleceniach medycznych.
Kolka nie jest jednak jedynym powodem, przez który kobiety zachęcane są do rezygnacji z pełnowartościowej diety. Innymi przyczynami są wysypki, zmiany skórne, problemy ze stolcem u dziecka czy wystąpienie alergii. Specjaliści podkreślają jednak, że to, co je matka, nie wpływa na dziecko w takim stopniu, by mogło spowodować np. odczyn alergiczny. Pod warunkiem, że dziecko alergii faktycznie nie ma.
- Mleko kobiece nie robi się treści żołądkowej, ale z krwi. Pokarm mamy jest kontynuacją żywienia wewnątrzmacicznego – podkreśla prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, która przewodniczyła opracowaniu "Stanowiska Grupy Ekspertów w sprawie zaleceń żywieniowych dla kobiet w okresie laktacji".
- Nie ma żadnych wymagań w stosunku do kobiet, by stosowały specjalną dietę w czasie karmienia piersią. Powinny jeść pełnowartościowe posiłki oparte na gotowanych warzywach i mięsie. Pewnym ograniczeniem mogą być pikantne potrawy i warzywa wzdymające, np. świeża kapusta. Nie oznacza to jednak, że nie można ich jeść. Do sposobu żywienia w czasie laktacji trzeba podejść na spokojnie. Nie panikować, ale też nie szaleć – podkreśla prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka.
Przeczytaj także
Dominika Wojsz w specjalnie opracowanej na potrzeby karmiących piersią mam ulotce wyjaśnia z kolei sposób, w jaki składniki spożytych przez mamę dań przenikają do krwi.
"Wyobraź sobie wannę z hydromasażem, wypełnioną po brzegi. Bierzesz miskę, wrzucasz orzechy, truskawki, burgera, cytrusy, czekoladę, blendujesz, a później miażdżysz do poziomu pyłu. Po czym z miski pobierasz porcję rozmiaru łyżeczki do herbaty i wrzucasz do wanny. W takim mniej więcej rozcieńczeniu posiłki mamy dostają się do produkowanego pokarmu. Mleko prawie w całości tworzy się od nowa podczas galaktopoezy w laktocytach. Docierają do nich z krwi jedynie związki chemiczne niewielkich rozmiarów, które muszą pokonać barierę błony komórkowej. Nie jest tak, że zjadasz czekoladę, burgera, a dziecko w stosunku 1: 1 też je spożywa" – pisze blogerka.
Skąd się zatem biorą kolki u dzieci? - To wyraz niedojrzałości układu trawiennego i świadectwa tego, że enzymy trawienne obecne z tym układzie właśnie dostosowują się do życia poza łonem matki. Tworzą się one w zależności od tego, jaki pokarm otrzyma dziecko. Karmienie piersią jest tutaj najbardzej optymalnym sposobem żywienia. Dodatkowo, mięśnie brzucha dziecka są jeszcze słabo rozwinięte, a to utrudnia wydalanie gazów. Jeśli więc niemowlę je łapczywie, do jego przewodu pokarmowego dostaje się powietrze i mamy kolkę gotową – precyzuje Borszewska-Kornacka.