Mit cudownego macierzyństwa
Ciężko i długo przyjmowałam do wiadomości mój „błogosławiony stan”. Bynajmniej nie był on na początku źródłem szczęścia i motyli w brzuchu. Powiem wprost i bardzo niepoprawnie politycznie – byłam zrozpaczona i przerażona zmianami, jakie zajdą w naszym życiu, w moim ciele i w głowie. A pierwsze, o czym pomyślałam, kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście to to, że nie przeżyję porodu, po czym nastąpiła smutna refleksja: będę musiała regularnie gotować. Sama już nie wiem, co było bardziej przytłaczające.
Źródło zdjęć: © AP