Hands off – nowa metoda wychowywania dzieci czy powrót do przeszłości?

Dzieci powinny być samodzielne, zaradne i odważne – postulują rodzice, którzy zdecydowali się wychowywać swoje potomstwo w duchu metody hands off. Pozwalają więc kilkulatkom bawić się na podwórku bez opieki dorosłych, samym jeździć metrem i chodzić po zakupy. Czy to jednak faktycznie jest nowa moda? A może stosowanie zasad, które niegdyś były na porządku dziennym?

1. Hands off – to nic nowego

Jeśli spojrzymy na sposób wychowania, jaki bliski był naszym mamom lub babciom, stwierdzimy, że hands off to niemalże wierna jego kopia. Tak zwany „wolny chów” zakłada, że obecność dzieci w domu jest rzadka. Raczej bawią się one na dworze, robią tam to, co im się podoba, same wymyślają zabawy.

Również w domu panuje atmosfera samodzielności – dzieci potrafią posługiwać się kuchenką, mikrofalą czy piekarnikiem. Rodzice nie chronią ich przed popełnianiem błędów, a to prowadzi do szybszego i łatwiejszego wyciągania wniosków.

Zobacz film: "W jaki sposób zmienia się zachowanie dziecka od drugiego roku życia?"

Jednak to, co rodzicom wydaje się instynktowne, nie do końca popierają psychologowie. Zaznaczają, że każde, nawet najbardziej samodzielne, dziecko jest tylko dzieckiem i pytają o granice nieodpowiedzialności rodzicielskiej.

2. Samodzielne dzieci, odpowiedzialni rodzice

10 największych błędów wychowawczych, którymi krzywdzisz swoje dziecko
10 największych błędów wychowawczych, którymi krzywdzisz swoje dziecko [11 zdjęć]

Wychowanie dziecka to bardzo skomplikowany proces, który wymaga od rodzica przemyślanych decyzji. W końcu...

zobacz galerię

Wszystko zaczęło się kilka lat temu w Ameryce. Leonore Skenazy, założycielka i zwolenniczka wychowywania dzieci w duchu samodzielności, na swoim blogu napisała, że jej siedmioletni wówczas syn sam podróżuje metrem po Nowym Yorku. Wzbudziła tym niemałe kontrowersje wśród rodziców, czym naraziła się na krytykę.

Jednak jej blog z dnia na dzień zdobywa coraz większą popularność i inspiruje coraz większą rzeszę rodziców, którzy chcą, by ich dzieci wyrosły na zaradnych dorosłych. Jedną z takich kobiet jest Belinda Goldman. Kobieta ma córkę Isobel (10 lat) i syna Jacob'a (8 lat).

  • Nigdy nie byłam panikarą, patrzyłam ze zdziwieniem na kobiety, które krążyły wokół swoich pociech, nie dając im pola do samodzielnej zabawy i je wyręczając – mówi Belinda.

Ośmioletni syn Belindy codziennie pokonuje rowerem długą drogę do szkoły. - Nauczyłam go zasad bezpieczeństwa i wiem, że potrafi je stosować – zaznacza kobieta.

Ale to nie wszystko. Dzieci Belindy samodzielnie przygotowują sobie śniadanie. Nie znaczy to jednak, że zaniedbują swoje obowiązki. Ich mama wyznaje zasadę, że zanim pójdą bawić się na dworze, najpierw muszą odrobić lekcje i posprzątać w pokoju.

Również Michelle Thorne wychowuje swoje dzieci w wolnym stylu. Jej syn, odkąd skończył siedem lat, sam chodzi do szkoły. Bez opieki dorosłych odwiedza kolegów w okolicy. Liczy się jednak jedna rzecz – musi wrócić do domu przed 17.30.

  • Jako rodzic, który stosuje metodę „wolnego chowu”, wiem, że dzieciom trzeba dawać coraz więcej wolności, w innym wypadku – jak miałyby zostać godnymi zaufania osobami? - pyta Michelle.

3. Psychologowie mają jednak obawy

O ile pozwalanie dzieciom na samodzielną zabawę na podwórku jest w porządku, o tyle zalecanie podróży metrem po ogromnym mieście zahacza o skrajną nieodpowiedzialność. Jest niebezpieczne dla zdrowia i życia maluchów.

  • Zachęcanie dzieci do podejmowania decyzji jest godne pochwały, ale jest duża różnica pomiędzy konsultacją z dzieckiem, a zgodą na to, by robiło ono wszystko, co chce – tłumaczy dr Richard Woolfson, psycholog dziecięcy.

  • Niektóre dzieci nie dorosły jeszcze do wieku, w którym mogą poradzić sobie z samoobsługą. Jeśli damy dzieciom zbyt dużą odpowiedzialność za wcześnie, możemy doprowadzić do poczucia zdezorientowania i spadku samooceny. Ośmio- czy dziesięciolatki potrzebują wsparcia rodziców. A ich zadaniem jest pomoc i wspieranie, a nie wycofywanie się z wychowywania – zaznacza Woolfson.

Jakie jest zatem wyjście z sytuacji? W wychowywaniu dzieci, jak w każdej innej dziedzinie życia, nie warto kierować się trendami. To, co jest najlepsze dla dziecka, najczęściej podpowiada intuicja. Niestety, na świecie pojawiło się wiele zagrożeń i niezdawanie sobie z nich sprawy jest nieodpowiedzialnością.

Helikopterowe rodzicielstwo, polegające na nieustannym kontrolowaniu dziecka nie przynosi pozytywnych skutków długofalowych, ale zbytnie usamodzielnianie malucha również nie jest dobre. Zdrowy rozsądek – przede wszystkim.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Podoba Ci się ten artykuł? Chcesz więcej? Polub
    i bądź na bieżąco!