W tym artykule:
Dokumentacja medyczna potwierdza interwencję
Do redakcji "Gazety Wrocławskiej" zgłosił się rodzic jednego z przedszkolaków. Twierdzi on, że zdarzenie jest bagatelizowane, mimo że dzieci wymagały pomocy medycznej i spędziły wiele godzin w szpitalu. Redakcja dotarła także do fragmentu dokumentacji medycznej dziecka. Wynika z niej, że dziewczynka została przywieziona do szpitala po spożyciu kilku owoców złotokapu. Wcześniej skarżyła się na bóle brzucha.
W takich przypadkach konieczna jest szybka reakcja i konsultacja medyczna. Według relacji innej osoby, czytelnika cytowanego przez "Gazetę Wrocławską" pomoc miała jednak zostać wezwana dopiero po stanowczej reakcji jednego z rodziców. "Pani nauczycielka była zajęta opalaniem się na krzesełku. Dopiero po interwencji jednego z rodziców, który przyszedł odebrać swoje dziecko, cała piątka trafiła do szpitala" - przekazał czytelnik "Gazecie Wrocławskiej".
Urząd Miasta: procedury zostały zachowane
Inaczej przebieg wydarzeń przedstawiają władze Wrocławia. Cytowana przez "Gazetę Wrocławską" Monika Dubec z biura prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia zapewnia, że po uzyskaniu informacji o zdarzeniu placówka skontaktowała się z rodzicami i wezwała pogotowie ratunkowe. "Wszystkie dzieci wróciły do przedszkola. Pozostają pod opieką i czują się dobrze, a roślina (złotokap) została od razu usunięta z terenu ogrodu" - komentowała.
Roślina może być śmiertelnie niebezpieczna
Złotokap, szczególnie jego nasiona, zawiera cytyzynę – substancję oddziałującą na układ nerwowy. Spożycie większej ilości może prowadzić do nudności, wymiotów, silnych bólów brzucha, zawrotów głowy, a w ciężkich przypadkach nawet do zaburzeń oddychania i zagrożenia życia.
Źródło: gazetawroclawska.pl