Dziecko nie potrzebuje idealnej mamy. Ty też nie musisz nią być
Dziecko nie potrzebuje idealnej mamy. Ty też nie musisz nią być
Najpierw są dwie kreski. Potem radość, wzruszenie i pierwsze nieśmiałe plany. A chwilę później ktoś bardziej w macierzyństwie doświadczony wysyła ci długą listę wyprawkową. Okazuje się, że zanim urodzisz, powinnaś zostać specjalistką od pieluszek, snu, karmienia, wanienek i zarządzania projektem pod kryptonimem "idealne macierzyństwo". Tylko czy aby na pewno?
Pierwszą listę "rzeczy absolutnie niezbędnych" na początku życia dziecka przeczytałam z należytą powagą. Drugą drobiazgowo porównywałam z pierwszą. Przy trzeciej zaczęłam podejrzewać, że noworodek to istota niezwykle wymagająca. Według tego, co znalazłam w sieci potrzebował wyposażenia, jakby pierwsze tygodnie życia miał spędzić co najmniej na bezludnej wyspie.
Specjalnego miejsca do spania. Czegoś do uspokajania. Sprzętu, który sprawdza czy śpi. Kolejnego, który pomaga mu zasnąć. I jeszcze gadżetu, którego przeznaczenia nikt nie potrafił mi sensownie wyjaśnić, ale podobno bez niego "trudno wyobrazić sobie życie z noworodkiem".
Później pojawiły się rady. "Kup teraz, bo potem nie będziesz miała do tego głowy". "Szkoda pieniędzy". "Miałam pięć". "Użyłam raz". W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy do szpitala nie powinnam pójść z dwiema wielkimi walizkami i certyfikatem ukończenia zarządzania kryzysowego.
A przecież pomiędzy kolejnym oddychającym body a dyskusją o minimalnej liczbie pieluszek tetrowych jestem jeszcze ja. Przyszła mama. Szczęśliwa, ale też delikatnie zaniepokojona i zmęczona przygotowywaniem się do czegoś, czego nie da się zaplanować. Mój poród tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu, ale to już zupełnie inna historia.
"Wszystko jest kwestią organizacji" – to jedno z tych zdań, które słyszymy po wielokroć, a które brzmią świetnie do momentu, gdy rzeczywistość postanawia przetestować ich autora. Są w życiu takie momenty, kiedy można drobiazgowo rozpisać: wyjazd na urlop, remont, spotkanie w pracy.
Ale dziecko? Dziecko ma własne godziny aktywności i nie są to te godziny, które nam by pasowały. Własne potrzeby, a nawet zdanie, które przez pierwsze miesiące komunikuje dość donośnie. Tymczasem młoda mama ma prawo dopiero poznawać siebie w nowej rzeczywistości.
Nie musi wiedzieć wszystkiego. Nie musi być spokojna bez względu na okoliczności ani udowadniać wszystkim dookoła, że macierzyństwo przyszło jej z naturalną łatwością. Może za to zwolnić, wsłuchać się w siebie i swoje potrzeby, dać sobie przestrzeń do błędu i niedoskonałości. Zresztą nie tylko sobie, bo przecież w całej tej zmianie jesteśmy we dwoje.
Tak rozumiem slow parenting, a więc zgodę na to, że nie wszystko musi pójść zgodnie z planem. Naczynia nie muszą być pozmywane, obiad może przyjechać z restauracji, a my z maluchem możemy zasnąć także wtedy, gdy koniecznie trzeba coś dokończyć. To chyba pierwsza lekcja, którą szybko przyswoiłam. Niczego nie musimy, niczego nie robimy źle. To dziecko wyznacza rytm, do którego my się tylko dostrajamy. Co ważne, nie bez przyjemności.
Gdyby odrzucić wszystkie listy, opinie, rankingi i internetowe "must have", zostałoby zaskakująco niewiele. Po pierwsze: święty spokój, najlepiej – w naszym przypadku – we troje. Świadomość, że nie trzeba słuchać każdej dobrej rady. Że można powiedzieć: "Dziękuję, ale zrobię po swojemu". I że internet wyjątkowo słabo radzi sobie z pokazywaniem nieprzespanych nocy, połogu i momentów, kiedy człowiek patrzy na stos czystego prania i dochodzi do wniosku, że to wcale nie wymaga prasowania.
Po drugie: wsparcie partnera. Nie pomoc. Wsparcie. Czynności wokół maluszka to nie jest zadanie mamy, przy którym partner może od czasu do czasu "pomóc". To wspólna odpowiedzialność dwojga ludzi gotowych dzielić się tym, co łatwe i tym, co trudniejsze. Czasem wsparcie oznacza przejęcie dziecka po karmieniu. Innym razem zrobienie herbaty. A jeszcze innym powiedzenie: "Połóż się, my idziemy na spacer" lub "Śpij, teraz ja do niej/do niego pójdę".
I wreszcie po trzecie – kilka dobrych, sprawdzonych rzeczy, które zapewnią komfort mamie i dziecku. W szpitalu i później – w pierwszych tygodniach w domu.
Wyprawka nie tylko dla dziecka
Noworodek poza miłością i uważnością rodziców nie potrzebuje wiele. Kilka wygodnych kompletów ubranek, miękki kocyk lub rożek, pieluszkę tetrową i podstawowe produkty do codziennej pielęgnacji.
W minimalistycznej wyprawce do szpitala mogą znaleźć się pieluszki Bella Baby Happy w najmniejszych rozmiarach (Before Newborn, Newborn) i z wycięciem na kikut pępowinowy, oraz delikatne chusteczki nawilżane i podkłady higieniczne (Bella Baby Happy). Warto również mieć przy sobie krem przeciw odparzeniom, który będzie zapobiegał podrażnieniom (np. emolientowy krem Bella Baby Happy Sensitive). I tyle! Czysta, sucha skóra. A do tego sen, mleko na żądanie, bliskość mamy i mnóstwo tulenia.
Jest jeszcze druga strefa – ta, która należy do kobiet. Po porodzie również potrzebujemy komfortu. Wygodnej koszuli do karmienia, ewentualnie szlafroka i klapek pod prysznic. Podkładów, siateczkowych majtek poporodowych, wkładek laktacyjnych oraz płynu do higieny intymnej. W ofercie Bella Mamma znajdziemy wszystko, czego potrzebują kobiety w tym szczególnym czasie. Przydadzą się także ulubione przekąski, woda, pomadka ochronna, słuchawki z ulubioną muzyką lub książka, nawet, jeśli kolejne strony będziemy przekładać dużo wolniej niż zwykle.
I pamiętajcie! Troska o siebie nie odbiera niczego dziecku. Przeciwnie! Spokojna, czująca się komfortowo mama ma więcej przestrzeni, by być blisko.
Mniej rzeczy. Więcej miejsca na życie
Największym paradoksem współczesnego macierzyństwa jest to, że tak bardzo chcemy przygotować się na dziecko, że czasem zapominamy przygotować się na siebie. Kupujemy, czytamy, porównujemy, organizujemy… Tymczasem warto zrobić coś zupełnie odwrotnego. Zamknąć listę, odrzucić kolejny gadżet lub radę, położyć się wcześniej spać lub zdrzemnąć, gdy mamy na to ochotę. Spotkać się z bliskimi czy pójść do ulubionej restauracji na kolację z partnerem.
Słowem, zostawić sobie przestrzeń. Na niewiedzę, na zmianę planów, może na delikatny chaos, jeśli was nie denerwuje, i na miłość, której na szczęście nie da się zorganizować i zaplanować w każdym szczególe. Bella Baby Happy delikatnie nam przypomina: mniej presji, więcej zdrowego rozsądku. Mniej gadżetów, więcej czułości. Proste, sprawdzone rozwiązania dla dziecka i komfort dla mamy.
Bo najlepsze, co możemy dać dziecku na start, nie mieści się w żadnej szufladzie z wyprawką. To mama, która nie próbuje być idealna. To tata, który zawsze jest obok. Może odrobinę zmęczeni, ale spokojni i szczęśliwi. A reszta? Reszta może poczekać.
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.