Trafiła do szpitala na rutynowy zabieg
Julia Liegmann została przyjęta do Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku 7 lutego 2026 r. na planowe kruszenie kamienia nerkowego. Według materiału Polsatu już kilka godzin po zabiegu pojawiły się objawy mogące wskazywać na rozwijające się ciężkie zakażenie.
#dziejesienazywo: Czym jest sepsa?
Szczególne znaczenie miał fakt, że kilka miesięcy wcześniej młoda kobieta była leczona w tej samej placówce z powodu urosepsy, czyli sepsy wywołanej zakażeniem układu moczowego. Informacja o przebytym zakażeniu znajdowała się w jej dokumentacji medycznej.
Jak relacjonował w programie Polsatu narzeczony Julii, Kacper Kenski, dziewczyna kontaktowała się z nim telefonicznie ze szpitala i skarżyła się na gwałtowne pogorszenie samopoczucia. Matka 20-latki również otrzymała telefon od córki, która mówiła, że odczuwa silny ból i bardzo się boi.
- Julka do mnie zadzwoniła, rozmawiamy normalnie i nagle mówi: Kacper, jest źle. Słyszę, że wymiotuje. Z drugiego telefonu zadzwoniłem do lekarza. A potem słyszę w telefonie, jak pielęgniarka mówi: tu jest pełno krwi - relacjonował Kacper.
Ponad osiem godzin oczekiwania na transport
Jak ustalił Polsat, 10 lutego lekarz prowadzący po raz pierwszy formalnie zwrócił się o konsultację i kwalifikację pacjentki do oddziału intensywnej terapii. Stało się to o godz. 10:11. Decyzja o transporcie zapadła dopiero o godz. 15:50, a Julia trafiła na oddział intensywnej terapii o godz. 18:30. Została przewieziona do innego szpitala oddalonego o kilka kilometrów.
Według dr. Ryszarda Frankowicza, biegłego sądowego i eksperta cytowanego przez Polsat, tak długi czas oczekiwania budzi poważne pytania. - Lot do Stanów Zjednoczonych trwa sześć do ośmiu godzin. Można się przemieścić z kontynentu na kontynent. A tu nie zdołano jej skierować do szpitala leżącego o parę kilometrów - ocenił.
W dokumentacji medycznej jako przyczynę opóźnienia wskazano brak wolnych łóżek na oddziale intensywnej terapii w Szpitalu św. Wojciecha. Jak podaje Polsat, rodzina pacjentki twierdzi jednak, że w innych placówkach na terenie Trójmiasta dostępne były wolne miejsca. Narzeczony Julii miał samodzielnie sprawdzać takie możliwości.
Kontrowersje wokół diagnozy
W materiale pojawił się również wątek dotyczący krwawień, które wystąpiły u pacjentki. Rodzina usłyszała początkowo, że mogą być związane z menstruacją. Dr Ryszard Frankowicz, specjalista ginekologii, skrytykował takie wyjaśnienia.
"Krew nie krzepnie. To jest sygnał zejściowy w posocznicy. To, co lekarze nazywają miesiączką, nie mieści się w głowie. A tak się składa, że jestem specjalistą ginekologiem. Takie tłumaczenie wobec najbliższych świadczy o niezwykłej arogancji i indolencji zawodowej" - powiedział ekspert.
Prezes spółki Copernicus Dariusz Kostrzewa, odnosząc się do sprawy, stwierdził w rozmowie z Polsatem, że przyczyna śmierci pacjentki była "nie do przewidzenia na wcześniejszym etapie" i że podobne przypadki zdarzają się "od czasu do czasu". Julia Liegmann zmarła 17 lutego 2026 r. Przyczyną śmierci była urosepsa.
29 kwietnia Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić okoliczności leczenia 20-latki oraz ustalić, czy doszło do błędów mogących mieć wpływ na jej śmierć. Sprawa jest obecnie badana pod kątem narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci.
Źródło: Państwo w Państwie