Okrutna śmierć dziecka
Po powrocie do domu kobieta znalazła dziecko nieprzytomne. Wezwała pomoc, ale dziewczynki nie udało się uratować. Jak ustalili śledczy, Jailyn zmarła z powodu skrajnego odwodnienia. Została znaleziona w brudnym kojcu, w którym miały się znajdować nieczystości: odchody i mocz.
Sprawa została określona przez policję w Cleveland jako jedna z najbardziej wstrząsających, z jakimi mieli do czynienia.
Candelario przyznała się do winy w lutym 2024 roku, odpowiedziała za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oraz narażenie dziecka na niebezpieczeństwo.
Zobacz także: Zostawili dziecko na lotnisku i odlecieli. Chłopiec błąkał się po terminalu w Barcelonie
Wersja wydarzeń matki
W wywiadzie udzielonym z więzienia stacji NBC News kobieta opowiedziała swoją wersji wydarzeń i wyjaśniła, w jakim stanie była przed tragicznymi wydarzeniami.
Jak twierdzi, już na początku 2023 roku dwukrotnie przebywała w szpitalu psychiatrycznym z powodu depresji i myśli samobójczych. Po jednym z tych pobytów zdecydowała się, wspólnie z ówczesnym partnerem, wyjechać na wakacje.
Kobieta przyznała, że wyjazd był spontaniczną decyzją, ucieczką od problemów i trudnej codzienności. - Tak naprawdę wyjechałam pod wpływem impulsu, spakowałam cztery rzeczy i wybiegłam z domu, jak ktoś, kogo coś goni - mówiła w wywiadzie dla stacji.
Tragiczny powrót
Kobieta, będąc na wyjeździe, przez chwilę rozważała, czy nie poprosić sąsiadki o zajrzenie do dziecka, ale ostatecznie tego nie zrobiła. Dziś twierdzi, że to jeden z największych błędów życia.
Candelario najgorzej wspomina powrót do domu. - Wtedy mój świat się zawalił. Nie dlatego, że może pomyślałam o więzieniu. To najmniej ważne, bo dorosły człowiek może przyjąć odpowiedzialność za swoje błędy. Czułam rozpacz. Wydawało mi się, że można ją jeszcze uratować, że to nie musiało się tak skończyć, bo dbałam o moją córkę, zawsze się nią opiekowałam - mówiła ze łzami w oczach.
W czasie nieobecności Candelario jej rodzice byli na innym wyjeździe z jej starszą, 7-letnią córką. Byli przekonani, że Kristel została w domu z młodszym dzieckiem. Nie mieli pojęcia, że Jailyn została pozostawiona sama, tylko z kilkoma butelkami mleka.
Zobacz także: 12-latka urodziła dziecko. Wiadomo, kim jest ojciec
Trudny proces
Podczas procesu sądowego patolog sądowa opisała ogrom cierpienia, jakiego musiała doświadczyć mała Jailyn. Jej krzyki zarejestrowała kamera domofonowa sąsiadów. – To nie były godziny ani dni, to mogło trwać nawet tydzień. Głód, pragnienie, samotność - to cierpienie, którego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić - powiedziała w sądzie.
Sędzia Brendan Sheehan, ogłaszając wyrok, nie krył emocji. - Więź między matką a dzieckiem to jedna z najczystszych i najbardziej świętych relacji. To związek oparty na miłości, zaufaniu i bezwarunkowej ochronie. Ty dopuściłaś się najgorszej możliwej zdrady. To maleństwo walczyło, czekając, aż ktoś je uratuje. A ty mogłaś to zrobić jednym telefonem. Zamiast tego widzę twoje zdjęcia na plaży - powiedział.
I dodał: - Tak jak ty nie wypuściłaś Jailyn z kojca, aż zmarła, tak i ty powinnaś spędzić resztę życia w celi. Z tą różnicą, że więzienie przynajmniej cię nakarmi.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła
- NBC News
- The Mirror