Fragment:
Rano dalej nie odzywałam się do Radka. Przewijałam Olka, mrucząc pod nosem o domorosłych psychologach, którzy z niewiadomych przyczyn skończyli handel zagraniczny. Mąż udawał, że tego nie słyszy, ale szybciej niż zwykle zjadł śniadanie.
– Muszę lecieć. Mam ważne spotkanie, a straszne dzisiaj korki. – Pocałował mnie na pożegnanie i już go nie było.
– No widzisz, znów zostaliśmy sami. – Spojrzałam na małego, który uważnie rozglądał się po pokoju.
Może coś mu się odmieniło i będzie dziś grzeczny, a ja spokojnie zajmę się sobą. W lustrze nie przeglądałam się chyba od jego urodzenia. I tak wiem, że wyglądam jak flądra. I mam gruby brzuch. I nie wchodzę w ubrania sprzed ciąży… A tak czekałam na poród. Myślałam, że od razu po wyjściu ze szpitala założę boską małą czerwoną, którą kupiłam, zanim dowiedziałam się, że będziemy mieli dziecko. Wyglądałam w niej zabójczo. Sukienka – marzenie każdej kobiety. Z przodu bardzo skromna i prosta, z tyłu dekolt sięgał jednak poniżej pleców. Gdy ją kupowałam, starałam się nie myśleć o cenie ani o tym, jak spłacę debet. Bałam się tylko, czy mój dobowy limit karty jest dość duży. Nie był. Musiałam posłużyć się dwiema kartami. Na szczęście rachunek uregulował Radek. Wyjątkowo bez zrzędzenia. Powiedziałam mu w jednym zdaniu, że mam spory debet i że jestem w ciąży. Zapłaciłby chyba wtedy za każdy mój głupi zakup. Byłam wściekła – podobał mi się jeszcze szalenie pierścionek w Kozak Diamonds. Nie kupiłam go, bo jednak debet na koncie trochę mnie dręczył. Potem Radziowi euforia z powodu ciąży co prawda pozostała, ale chęć płacenia za moje zakupy przeszła.
– Olka, jeśli możesz, odbierz telefon. – Podskoczyłam, gdy usłyszałam głos Radka. Nerwowo zaczęłam poszukiwać słuchawki. Dlaczego nigdy nie ma jej na swoim miejscu?
– Czemu mnie tak straszysz? – warknęłam, gdy wreszcie znalazłam ją pod poduszką.
– Pamiętasz, że dziś przychodzi Dominik z Igą?
– Co? – krzyknęłam. – To dziś?
– Tak myślałem, że zapomniałaś – stwierdził radośnie mój mąż. – Będą o osiemnastej. Muszę lecieć. Cześć.
O, nie. Tego mi jeszcze brakowało. Tylko nie Iga! Wspaniała matka. Wspaniała żona. Wspaniała kucharka. Po prostu chodzący ideał. Ostatnio widziałyśmy się po urodzeniu Olisia.
– Ojej, ale źle wyglądasz – zaszczebiotała radośnie, wchodząc do szpitalnej sali. – Ja, gdy już Modenka przyszła na świat, zamówiłam fryzjera do pokoju, aby nie straszyć znajomych.