W tym artykule:
Coraz częściej dzieci nie mówią "mamo", "tato”
Artur Szymanek, który stoi za wspomnianym profilem, zwraca uwagę, że dzieci coraz częściej zwracają się do rodziców jak do kolegów, a nie jak dorosłych, którym należy się szacunek. Zdarza się, że nie mówią do nich: "mamo", tato".
Z drugiej strony, takie "spoufalanie" wcale nie przekłada się na bliższe relacje czy większą otwartość. Nie gwarantuje głębszej więzi.
"Coraz częściej słyszę też od uczniów, że w domu praktycznie nie rozmawiają z rodzicami – każdy jest zajęty swoimi sprawami, a życie przeniosło się w dużej mierze do internetu i wirtualnych kontaktów" – pisze nauczyciel. "Wiele domów zapewnia dzieciom opiekę i codzienne potrzeby, ale trudno nazwać to prawdziwym wychowaniem" – dodaje.
Zobacz także: Raport odsłania smutną prawdę o polskiej szkole. Ta grupa najczęściej doświadcza przemocy
Pod postem nauczyciela wywiązała się dyskusja.
"Dowiedziałem się od uczniów, że rozmawiają że mną częściej, niż z rodzicami. Mam nadzieję, że to nie jest do końca prawda" – napisał internauta.
"Ten tekst jest typowym głosem idealizującym przeszłość, opartym na tęsknocie za autorytetem i prostotą dawnych czasów. Pomija złożoność rzeczywistości, zrzuca winę na formę, a nie dostrzega sedna problemów: braku czasu, presji, samotności, braku dialogu i autentycznej obecności dorosłych w życiu dzieci. Nie proponuje realnych rozwiązań, tylko stawia na powrót do tradycyjnych form, co dla wielu osób nie zadziała – napisał inny komentujący. – Zawsze mówiłem do rodziców po imieniu i nigdy nie czułem przez to braku szacunku czy dystansu. Dla mnie ważniejsze było, czy możemy ze sobą rozmawiać, wspierać się i ufać sobie, a nie to, jakich dokładnie słów używamy".
"Teraz głosi się hasło, że szkola nie jest od wychowania, tylko rodzice. Kiedyś szkoła uczyła rygoru, uczyła szacunku i kultury. Oczywiście że rodzice są od wychowania jednostki, ale to szkoła we wczesnych latach uczy zachowania w społeczeństwie. Niestety skutki w tych czasach są tak fatalne, że dziecko wychowane przez 'nowoczesną' mamusię potrafi nie mieć, ani kultury, ani podstawowych zasad zachowania w społeczeństwie, ani jakiegoś respektu w swoim zachowaniu do innych. Potem zbiera się taka śmietanka towarzyską w budynku szkolnym i robi co chce, a to się odbija na innych w otoczeniu" – skomentowała kolejna osoba.
"Dziecko ma być wolne w swojej autonomii"
Problemy zaczynają się, gdy nauczyciele starają się wprowadzić pewne zasady i zachęcić do respektowania ich przez uczniów.
"Kiedy szkoła próbuje wprowadzić choćby najprostsze zasady – używanie zwrotów grzecznościowych, przestrzeganie reguł w klasie – natychmiast pojawiają się głosy rodziców, że 'to tresura', 'nie można zmuszać dziecka', 'dziecko ma być wolne w swojej autonomii' - pisze Szymanek.
A jednocześnie ci sami rodzice potrafią publicznie przyznać, że z ulgą wysyłają dzieci z powrotem do szkoły po wakacjach, bo wreszcie ktoś przejmuje opiekę i wprowadza minimum porządku, zauważa autor. Ten paradoks dobrze pokazuje, jak często dyscyplina mylona jest z przymusem, choć w rzeczywistości jest potrzebną ramą do budowania relacji i nauki.
Dyscyplina – w rozumieniu autora – nie ma nic wspólnego z karą czy restrykcją. To raczej ramy, które pomagają dzieciom rozwijać się i uczyć w poczuciu bezpieczeństwa. "Bez niej lekcja staje się chaosem: dzieci przerywają nauczycielowi, nie potrafią współpracować, nie przyznają się do błędów, nie słuchają innych. Dyscyplina daje bezpieczne granice, w których dziecko może realnie się rozwijać i zdobywać wiedzę" – wyjaśnia pedagog.
"Szkoła może wspierać wychowanie, ale nie zastąpi domu"
Wszystko sprowadza się więc do tego, co dzieje się w domu. Jeśli rodzice nie wyznaczają granic i nie budują relacji opartych na rozmowie i szacunku, szkoła nie ma szans tego nadrobić. Zamiast przekazywać wiedzę, nauczyciele i uczniowie muszą walczyć o porządek. "Szkoła może wspierać wychowanie, ale nie zastąpi domu" – stwierdza autor wpisu.
Kim jest autor wpisu?
Autorem refleksji opublikowanych na profilu "Okiem Krytycznego Egzaminatora" jest Artur Szymanek, doświadczony pedagog, z ponad 30-letnim stażem zawodowym. Jest nauczycielem dyplomowanym, egzaminatorem Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej i egzaminatorem ECDL, trenerem programu Odyseja Umysłu. Jak sam zaznacza, swoją pracę traktuje nie jako zawód, lecz powołanie, które daje radość, satysfakcję i głębokie poczucie sensu.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła
- Facebook "OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora"