Najtrudniejszy nie jest początek. Najtrudniej jest wytrwać.
O karmieniu piersią zazwyczaj rozmawiamy tak, jakby dotyczyło wyłącznie pierwszych kilku tygodni: pierwszego przystawienia, pierwszej wizyty położnej. Rzeczywistość trwa jednak znacznie dłużej – rozciąga się na nieprzespane noce, dni robocze i setki drobnych momentów pomiędzy nimi. Dobra wiadomość jest taka, że odpowiednie wsparcie może pojawić się również wtedy.
Zdecydowana większość Polek – aż 97% zaczyna karmić piersią. Przestają z powodów, które rzadko wynikają z ich własnego wyboru, a znacznie częściej z upływającego czasu: wraz z kolejnymi tygodniami i zbliżającym się powrotem do pracy, codzienne wsparcie powoli zanika. Po sześciu miesiącach wyłącznie piersią karmi już zaledwie niewielki odsetek kobiet (jak pokazują badania zespołu prof. Królak-Olejnik"). To rzadko kwestia zmiany zdania – to po prostu wymóg okoliczności.
Stoją za tym realia, przed którymi nikt wcześniej nie ostrzega: zmęczenie, powrót do obowiązków zawodowych i cicha, codzienna walka z czasem, by spiąć to wszystko w całość.
"Mistrzynie logistyki" – prawdziwe oblicze macierzyństwa karmiącej mamy
Powiedzmy to wprost: utrzymanie laktacji przy jednoczesnej pracy zawodowej, prowadzeniu domu i próbach złapania choć chwili snu to pełnoetatowe zajęcie.
"Regularność jest kluczowa, a to nie jest łatwe, gdy chcemy pracować. Kobiety, które karmią piersią i odciągają pokarm, pozostając aktywne zawodowo, to prawdziwe mistrzynie logistyki" - mówi mgr Aldona Kujawa, położna.
Tradycyjny laktator wymaga odosobnionego miejsca, rozebrania się i dostępu do gniazdka. W biurze trudno o takie warunki, a w domu korzystanie z niego często odbywa się kosztem bezcennego snu.
Kiedy technologia staje po stronie matki
Warto zadać sobie pytanie: skoro karmienie piersią jest tak ważne – zarówno dla dziecka, jak i dla mamy – dlaczego urządzenia, które mają w tym pomagać, od lat wyglądają tak samo i wymagają zatrzymania całego planu dnia?
Odpowiedzią, po którą sięga coraz więcej kobiet, są laktatory muszlowe – noszone bezpośrednio pod ubraniem, bez konieczności rozbierania się, bez kabli i bez potrzeby zamykania się w osobnym pokoju. Jednym z nich jest eufy Baby S1 Pro – urządzenie zaprojektowane z myślą o momentach, w których odciąganie pokarmu bywa najtrudniejsze.
Pracuje na poziomie zaledwie 46 dB – czyli z głośnością cichej rozmowy – dzięki czemu nocne odciąganie nie budzi domowników, a korzystanie z niego w biurze nie zwraca niczyjej uwagi. Moduł HeatFlow zapewnia delikatne, 7-stopniowe podgrzewanie, a wbudowany masaż wibracyjny stymuluje naturalny wypływ pokarmu przy sile ssania sięgającej do 300 mmHg. Całością można sterować zdalnie za pomocą aplikacji, bez sięgania pod ubranie.
Konstrukcja składa się z zaledwie pięciu elementów, co ułatwia mycie i sterylizację – a przy odciąganiu pokarmu kilka razy na dobę robi to ogromną różnicę.
Nie chodzi tu o kolejny gadżet. Chodzi o wsparcie, które pozwala mamie wytrwać w jej postanowieniu.
Bądźmy szczerzy: żaden laktator nie zlikwiduje braku pokojów laktacyjnych w biurach ani systemowych braków we wsparciu mam. To nie jest narzędzie, które "rozwiąże" wszystkie wyzwania macierzyństwa.
Jednak we wszystkich tych drobnych momentach – o 3:00 w nocy, podczas przerwy w pracy, w biegu – odpowiedni sprzęt sprawia, że mama, która chce dalej karmić, po prostu ma taką możliwość.
Laktator eufy Baby S1 Pro jest dostępny w Polsce w sugerowanej cenie detalicznej 1299 zł na stronie eufy.com oraz na platformach Allegro i Amazon.pl.