Trwa ładowanie...

Niemcy. Przez 30 lat dzieci trafiały pod opiekę pedofilów. Lew-Starowicz: Ich sytuacja była rozpaczliwa

Skandal pedofilski w Niemczech. Aż do 2003 roku bezdomne dzieci z Berlina trafiały pod opiekę pedofilów. Działo się to w ramach "eksperymentu" seksuologa Helmuta Kentlera i za aprobatą władz miasta – wynika z szokującego raportu badaczy z Uniwersytetu w Hildesheim. – Sytuacja tych dzieci była szczególnie rozpaczliwa, były pozbawione jakiegokolwiek wsparcia – podkreśla prof. Zbigniew Lew-Starowicz.

Zobacz film: "Matka demaskuje okrutną nianię, nagrywając ją na kamerę"

1. "Eksperyment" Kentlera

Helmut Kentler był niemieckim psychologiem, seksuologiem i profesorem edukacji społecznej na Uniwersytecie w Hanowerze. W złotym okresie swojej kariery uchodził za guru seksuologii w Niemczech. Jako szanowany naukowiec wydawał książki, prowadził zajęcia na uczelniach i szerzył swoją teorię "emancypacyjnej edukacji seksualnej". W jej założeniu dzieci są istotami seksualnymi, które mają prawo do manifestowania swojej seksualności. Kentler nie uważał, by seksualne kontakty dzieci z dorosłymi były szkodliwe.

Seksuolog Helmut Kentler
Seksuolog Helmut Kentler (Wikipedia.org)

W latach 60. Kentlerowi udało się przekonać władze Berlina Zachodniego do przeprowadzenia eksperymentu. W jego ramach dzieci odebrane patologicznym rodzinom lub żyjące na ulicach miasta miały trafiać pod opiekę samotnych rodziców zastępczych, mających za sobą wyroki za przestępstwa seksualne. Jak twierdził Kentler, opieka pedofilów nad małoletnim "umożliwi ich integrację społeczną".

Jak podkreśla "Frankfurter Allgemeine Zeitung", urzędnicy widzieli w tym rozwiązanie dwóch problemów: bezdomne dzieci miały dach nad głową, a pedofile nie szukali nowych ofiar. Więc pomysł Kentlera został zatwierdzony przez urzędników Senatu i, z kilkoma wyjątkami, przez okręgowe Jugendamty (niemieckie agencje ds. dzieci i młodzieży).

2. Raport badaczy z Uniwersytetu w Hildesheim

Kilka lat temu dwie ofiary "eksperymentu" Kentlera przerwały milczenie i publicznie opowiedziały swoją historię. Badacze z Uniwersytetu w Hildesheim postanowili przeszukać akta i przeprowadzić wywiady. Na tej podstawie opublikowano szokujący raport.

Ciężko jest w to uwierzyć, ale "eksperyment" trwał aż do 2003 roku. Co więcej, z raportu wynika, że władze Berlina i sam Kentler byli doskonale poinformowani o tym, co się dzieje w domach zastępczych.

"Eksperyment" Kentlera. Wciąż nie wiadomo ile dzieci zostało skrzywdzonych
"Eksperyment" Kentlera. Wciąż nie wiadomo ile dzieci zostało skrzywdzonych

Dzisiaj niemieckie media zadają pytanie: Jak mogło dojść do czegoś takiego? Według prof. Michała Lwa-Starowicza, psychiatry i seksuologa, w latach 60.-70. badania naukowe nie były poddawane tak ścisłej kontroli bioetycznej, jak dzieje się to obecnie. Deklaracja helsińska (zbiór zasad dotyczących prowadzenia badań klinicznych na człowieku, opracowanych przez Światowe Towarzystwo Medyczne) została przyjęta co prawda w połowie lat 60., ale współczesna rygorystyczna ocena badań klinicznych w niczym nie przypomina tej sprzed kilkudziesięciu lat.

- Wiele badań prowadzonych w tamtych czasach, obecnie byłyby nie do pomyślenia, ten przykład jest jednak szczególnie szokujący. Samo podjęcie takiego eksperymentu budzi zaskoczenie, ale najbardziej dziwi fakt, że był kontynuowany przez tak długi czas i nikt tego nie powstrzymał. Należy spodziewać się dochodzenia, w jaki sposób doszło do tak rażącego zaniedbania – uważa seksuolog.

Jak podkreśla Michał Lew-Starowicz, obecnie przed rozpoczęciem eksperymentu naukowego trzeba uzyskać szereg zgód i pozwoleń, które mają na celu ochronę uczestników przed potencjalnymi zagrożeniami. Zgoda komisji bioetycznej wydawana jest na określony, zwykle kilkuletni okres. Naukowcy i badacze muszą składać okresowe raporty z prowadzenia badania oraz liczyć się z kontrolą.

3. Pedofilia w Niemczech. Obowiązywała inna moralność?

Seksuologowie Michał i Zbigniew Lew-Starowicze zwracają też uwagę, że dzisiaj ta sprawa jest bulwersującą, ale w latach 60.-70. obowiązywały inne standardy moralności. Jako przykład przytaczają niedawną akcję #metoo, dzięki której na jaw wyszły liczne przypadki molestowania seksualnego. Niektóre z nich miały miejsca nawet kilkadziesiąt lat temu. Sprawcy przez wiele lat pozostawali bezkarni, bo było na to społeczne przyzwolenie.

Według Zbigniewa Lwa-Starowicza społeczne podejście do problemu pedofilii zmieniło się wraz z powstaniem internetu.

Internet spowodował upowszechnienie się pedofilnej pornografii i umożliwił pedofilom zbudowanie siatki.

- Dostęp do ofiar stał się znacznie łatwiejszy. Zdecydowanie zwiększyła się liczba przypadków molestowania dzieci. To wszystko wpłynęło na zmianę wrażliwości społecznej – podkreśla seksuolog.

W Niemczech podejście do pedofilii szczególnie się zmieniło. Jak podkreślają tamtejsze media- lata 60-70. były okresem buntu i wyzwolenia. Negowano wszelkie normy społeczne. Wielu uznawało kontakty seksualne z dziećmi za rodzaj postępu społecznego. Z tą mroczną historią do dzisiaj mierzą się niemieccy Zieloni, którzy na początku swojej działalności domagali się usunięcia z kodeksu karnego przepisów zakazujących kontaktów seksualnych z nieletnimi.

4. Kto poniesie odpowiedzialność?

Sandra Scheeres, senator ds. młodzieży i dzieci (SPD) w Belinie nazwała odkrycia autorów raportu "szokującymi i przerażającymi". Jednak zasadnicze pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi.

Przede wszystkim - kto poniesie odpowiedzialność za krzywdę wyrządzoną dzieciom? Do tej pory przed sądem nie stanęła żadna osoba zaangażowana w "eksperyment". Kentler zmarł w 2008 roku. Nigdy nie poniósł żadnych konsekwencji swojej działalności. Zanim ofiary zabrały głos, przestępstwa uległy przedawnieniu.

To samo dotyczy ówczesnych władz Berlina, urzędników agencji ds. dzieci oraz innych instytucji edukacyjnych, którzy dostawali sygnały ostrzegawcze, jednak je lekceważyli.

5. Zrujnowane życie ofiar pedofilii

Niestety, większość "ojców zastępczych" również nie odpowie za swoje czyny, bo już nie żyją albo przestępstwa się przedawniły. Jednym z nich był Fritz H., który zmarł w 2015 roku.

Badaczom z Uniwersytetu w Hildesheim udało się dotrzeć do akt, z których wynika, że berlińskie biuro pomocy społecznej w latach 1973–2003 umieściło w domu Fritza H. aż dziewięcioro dzieci. Jedno z tych dzieci było niepełnosprawne i zmarło, przebywając pod jego dachem.

To właśnie dwoje wychowanków Fritza H. odważyło się publicznie opowiedzieć swoją historię. Dwaj mężczyźni nie ukrywają, że to, co przeszli w dzieciństwie, na zawsze zdewastowało ich psychicznie. Żaden z nich nie jest aktywny zawodowo. Nie ułożyli sobie też życia prywatnego.

"Moje życie zostało zrujnowane" – mówi Marco, dziś 40-latek. Do domu Fritza H. trafił, mając lat 9 i przez kilka lat był wykorzystywany seksualnie.

"Po czymś takim nigdy nie dochodzisz do siebie" - mówi Sven, który również był pod opieką Fritza H.

Zobacz także: Jak uchronić dziecko przed pedofilem. Wystarczy prosta sztuczka

6. Jak pomóc ofiarom pedofilów?

Jak podkreśla Zbigniew Lew-Starowicz, wokół ofiar pedofilów krąży wiele szkodliwych mitów.

- Jeden z nich mówi o tym, że ofiary pedofilów są napiętnowane na całe życie. To nie jest prawdą – podkreśla seksuolog. – Z mojego doświadczenia jako psychoterapeuty wynika, że połowa dzieci wychodzi z tego obronną ręką i jest w stanie prowadzić normalne życie – dodaje.

Wpływają na to trzy aspekty:

  • odporność psychiczna,
  • duże i natychmiastowe wsparcie ze strony najbliższych,
  • dobre traktowanie ze strony władz, np. policji, ponieważ ofiary pedofilii często się czują współwinne.

Dzieci z "eksperymentu" Ketlera nie mogły liczyć na żaden z tych trzech aspektów. Były pozbawione jakiegokolwiek wsparcia jak w domu tak i na zewnątrz.

- Te dzieci ucierpiały w szczególnie. Ich sytuacja była rozpaczliwa – podsumowuje seksuolog.

Zobacz także: Ojciec oskarżony o bycie sutenerem własnego dziecka. Miał sprzedawać trzylatka pedofilom

Polecane dla Ciebie
Pomocni lekarze
Szukaj innego lekarza
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.