Nazwano ją mikrowcześniakiem. Ważyła niewiele ponad pół kilograma

Nyla Brooke Haywood przyszła na świat 18 tygodni przed terminem. Była tak mała, że lekarze określali ją jako mikrowcześniaka. Ważyła niewiele ponad pół kilograma, a jej płuca nie były jeszcze gotowe do samodzielnej pracy. Po sześciu miesiącach leczenia na oddziale intensywnej terapii noworodka dziewczynka wróciła do domu.

Nyla Brooke Haywood Nyla Brooke Haywood
Źródło zdjęć: © YouTube
Marta Słupska

Ważyła niewiele ponad pół kilograma

Nyla Brooke Haywood urodziła się w szpitalu Silver Cross w New Lenox w stanie Illinois. Na świat przyszła przez cesarskie cięcie w 22. tygodniu i 3. dniu ciąży. Była najmłodszym dzieckiem urodzonym w tej placówce. Ważyła nieco ponad funt, czyli niewiele więcej niż pół kilograma, i mierzyła mniej niż 30 cm.

Ciąża jej mamy, NaKeyi Moffett, początkowo przebiegała prawidłowo. Problemy pojawiły się około 20. tygodnia. Kobieta zauważyła obrzęki, które nie ustępowały. Jej matka, pielęgniarka, zmierzyła jej ciśnienie. Wynik był niepokojący. Lekarz nie zdołał go obniżyć, dlatego NaKeya trafiła do szpitala. Tam rozpoznano stan przedrzucawkowy, groźne powikłanie ciąży, które mogło zagrażać życiu matki i dziecka.

Po porodzie Nyla natychmiast trafiła na oddział intensywnej terapii noworodka. Jej organizm nie był gotowy do życia poza łonem matki. Nie mogła samodzielnie oddychać ani jeść. Lekarze szczególną uwagę poświęcali płucom dziewczynki, które po urodzeniu były wielkości winogrona. Przez całą dobę opiekowali się nią neonatolodzy, pielęgniarki, terapeuci oddechowi i inni specjaliści.

Powrót do domu

Dziewczynka spędziła w szpitalu pierwsze sześć miesięcy życia. Każdy dzień był walką o oddech, przyrost masy ciała i kolejne małe postępy. Gdy 13 maja 2024 r. opuszczała szpital, żegnało ją ponad 200 pracowników placówki. Do domu pojechała jeszcze z przenośnym tlenem, ale dla rodziny był to moment przełomowy.

Rok później Nyla wróciła z mamą na oddział, na którym rozpoczęła życie. Personel przywitał ją jak członka rodziny. Dziewczynka gaworzy, bawi się w "a kuku", ma pierwsze zęby i próbuje chodzić, trzymając mamę za rękę. W domu wyciąga garnki z szafek, lubi bańki mydlane i chętnie je nuggetsy.

– Jest właściwie taka jak każdy inny maluch – powiedziała NaKeya.

Mama dziewczynki podkreśliła, że jej rozwój ocenia się według wieku korygowanego, czyli z uwzględnieniem tego, jak wcześnie przyszła na świat.

– Jej wiek korygowany to 14 miesięcy i rozwija się zgodnie z tym etapem. Podczas ostatniej wizyty lekarskiej ważyła 17 funtów i mierzyła 28 cali. Gaworzy, mówi "mama", "dada" i tym podobne. Zrobiła już kilka kroków i myślę, że do końca miesiąca zacznie chodzić. Lubi być wśród ludzi; potrzebuje chwili, żeby się oswoić, ale potem cała się uśmiecha – mówiła NaKeya.

Nyla nadal pozostaje pod opieką lekarzy i terapeutów. Pracują z nią fizjoterapeuci, logopedzi, terapeuci zajęciowi i dietetyk. Wcześniactwo, zwłaszcza tak skrajne, wymaga regularnych kontroli, bo u dzieci urodzonych tak wcześnie mogą pojawiać się powikłania dotyczące m.in. płuc, serca, wzroku czy rozwoju neurologicznego.

Mimo trudnego początku dziewczynka uniknęła wielu ciężkich komplikacji, których obawiają się lekarze u mikrowcześniaków. Dziś je już nie przez sondę, ale jak małe dziecko z apetytem: lubi pizzę, frytki, ser i jogurt.

– Zachowuje się jak normalny maluch. Dobrze śpi. Świetnie sobie radzi – dodała jej mama.

"Historia Nyli to historia nadziei"

Dla zespołu szpitala historia Nyli stała się symbolem nadziei. Dr Mario Sanchez, neonatolog obecny przy jej narodzinach, nie krył wzruszenia podczas spotkania z dziewczynką.

Nie da się opisać słowami, jak szczęśliwi jesteśmy, patrząc na nią i widząc, jak robi postępy i się rozwija – powiedział lekarz.

NaKeya przyznała, że pierwsze miesiące życia córki były dla rodziny doświadczeniem, którego nikt się nie spodziewał.

– Historia Nyli to historia nadziei. Nikt nie wchodzi na salę porodową z myślą, że skończy na oddziale intensywnej terapii noworodka. Ale jej historia pokazuje, że cuda się zdarzają i wszystko może być dobrze – powiedziała.

Jak podkreśliła Peggy Farrell, dyrektorka oddziału intensywnej terapii noworodka i usług laktacyjnych, powrót dziewczynki był dla personelu wyjątkowym przeżyciem.

– Staliśmy się jak rodzina i kochamy ją widzieć. To prawdziwe błogosławieństwo – mówiła.

Źródło: silvercross.org, abc7chicago.com

Wybrane dla Ciebie