W tym artykule:
List do redakcji
Redakcja WP Parenting otrzymała list od mężczyzny, który został poproszony o bycie chrzestnym. Kiedy poszedł do parafii po zaświadczenie, usłyszał, że to nie będzie takie proste. Wtedy ktoś mu polecił, żeby po prostu kupił dokument w internecie i jak się okazało, takich ofert jest mnóstwo.
"Poproszono mnie, żebym został chrzestnym i miałem spory problem ze zdobyciem zaświadczenia (od jakiegoś czasu jest wymagane) natomiast w necie jest mnóstwo osób, które takie zaświadczenia oferują. Czy sakrament z takim zaświadczeniem jest ważny?" – napisał.
Sprawdziliśmy, czy faktycznie tak jest. Pod ofertą na jednym z portali sprzedażowych jest nawet opis: "Oferta skierowana jest do całej Polski, ponieważ współpracuje z nami wiele punktów. Dokumentacja na oryginalnych drukach wraz z bitymi pieczątkami oraz podpisami".
WIDEO"Survival rodzicielski". Lekarz mówi, jak rozpoznać RSV
Sprzedaż zaświadczeń kościelnych
Czy obchodzenie procedur kościelnych to szeroki problem? Czy ludzie często sięgają po takie rozwiązania? Zapytaliśmy o to eksperta. W rozmowie z WP Parenting ojciec Paweł Gużyński, dominikanin, przyznał, że doświadczył takiej sytuacji na własnej skórze.
- Sytuacja wyglądała tak, że prowadziłem nauki przedmałżeńskie i na koniec wystawiałem zaświadczenie o odbyciu tego kursu. Przygotowałem sobie druki i żeby ułatwić sobie życie, rozdałem, nie podpisawszy i nie przystawiwszy pieczęci, żeby pary samodzielnie mogły je wypełnić bez ryzyka popełnienia błędu w imieniu czy nazwisku – opowiada.
Pary następnie miały podejść z wypełnionymi blankietami do duchownego po podpis. Jedna z par zgłosiła, że przy uzupełnianiu danych, popełnili błąd i potrzebują kolejnego druku.
- Przyjąłem tę prośbę z zaufaniem i podałem im dwa puste blankiety, oni je wypełnili, ja podpisałem. Co się okazało następnego dnia: jedna z uczestniczek kursu, moja znajoma, zauważyła, że ta para wystawiła na jednym z portali dwa zaświadczenia, każde po 50 złotych. Były to te pierwsze blankiety, które otrzymali i stwierdzili, że je błędnie wypełnili – mówi o. Gużyński. - Momentalnie, jako że miałem ich dane, skontaktowałem się z nimi i poprosiłem o wycofanie oferty i zwrot blankietów, ponieważ w innym wypadku podejmę działania prawne. Oni wtedy zmiękli jak pasztetówka na słońcu, nie mieli odwagi osobiście przynieść ich z powrotem, tylko wysłali je pocztą – dodaje.
Zatem nie jest to zupełnie odosobniony przypadek?
- Standard. Niestety tak się dzieje. Ludzie kombinują jak koń pod górę z furą węgla, traktując te sprawy czysto formalnie, nie rozumiejąc własnego uczestnictwa np. w sakramencie, nie mając oporów przed dokonaniem oszustwa. Nie rozumieją, co robią – mówi. – To nie jest tylko tak, że to zawsze Kościół jest zły, a to są jakieś niepotrzebne procedury. Bynajmniej. Ludzie podchodzą do tego tak jak do miliona innych spraw w Polsce. Oszukują jak np. przy podatkach – dodaje.
"Setki lat kombinatorstwa"
Czasem chcąc szybko uzyskać dokumenty kościelne potrzebne np. do pochówku czy zawarcia związku małżeńskiego, wierni muszą uzbroić się w cierpliwość i wykazać, że są praktykującymi katolikami. Dlaczego ta droga jest tak "zbiurokratyzowana"?
- Dlaczego od razu podchodzimy w ten sposób? Ludzie bardzo często oszukują. W Polsce to historycznie ukształtowana tradycja. Przyglądając się np. formularzowi tzw. przesłuchania przedślubnego, które proboszcz musi przeprowadzić z narzeczonymi: te pytania się wzięły z tego, że przez setki lat Kościół trafiał na mnóstwo kombinatorstwa, szczególnie przy zawieraniu sakramentu małżeństwa, w tej sytuacji ludzie oszukują na potęgę – tłumaczy dominikanin. - Ten formularz nie jest wymysłem ślepej biurokracji kościelnej ani tym bardziej wścibstwa, tylko zapobieganiem oszustwom. A później ktoś przychodzi, że chce unieważnić małżeństwo czy inny sakrament – zauważa.
Jeśli ktoś stwierdzi, że chce pójść na łatwiznę i kupić dokument na portalu sprzedażowym, to czy sakrament jest ważny?
- Może być ważny, ale niegodziwy. Wszystko zależy od kontekstu. W przypadku chrztu nie będzie konsekwencji prawnych, ale z perspektywy kościelnej to ten człowiek będzie miał problem, bo jest to po prostu grzech – mówi o. Gużyński.
Czy takie zaświadczenia można jakoś zweryfikować?
- Trzeba by przeprowadzić śledztwo w księgach parafialnych. Można pójść i zapytać, czy taka osoba faktycznie otrzymała zaświadczenie, czy te dokumenty się zgadzają. Natomiast jest to bardzo żmudne i nikt nie ma czasu, żeby to robić – tłumaczy.
Zaświadczenie na chrzestnego
Chcąc zostać rodzicem chrzestnym, trzeba mieć świadomość, że parafia wymaga zaświadczenia od kandydata, poświadczającego, że jest praktykującym katolikiem. Należy pamiętać, że głównym obowiązkiem chrzestnych jest pomoc w wychowaniu dziecka w wierze. Jednak dlaczego potrzebny jest dokument? Nie wystarczy dobra wola i chęć?
- Wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu, że każda ze stron wie i dlaczego coś robi. Jeśli chcemy, żeby chrzestni pełnili swoją funkcję, to próbujemy to zweryfikować. Można się zastanawiać czy sposób jest skuteczny. W innych krajach nie ma takich zaświadczeń, jeśli chodzi o chrzestnych, ale czy to sprawia, że bardziej rozumieją i mniej kombinują? – mówi. - Ludzie często nie rozumieją, po co zostają chrzestnymi. Milion razy tłumaczyłem, by rodzice wybierali tych ludzi sensownie, a często słyszę nawet od osób, które nie uczestniczą w życiu Kościoła, że "przecież nie wypada odmówić" i wtedy zaczyna się kombinowanie – dodaje duchowny.
- Uczciwość wewnętrzna jest podstawą. Trzeba wprost powiedzieć, że nie chce się być chrzestnym. Bo to nie jest w zgodzie z naszym życiem. Jeśli nie uczestniczymy w wierze, takie zachowanie jest nieuczciwe w stosunku do dziecka, jego rodziców i nas samych – podsumowuje o. Gużyński.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl