W tym artykule:
Nikt nie wiedział, co jej jest
Od tego momentu rozpoczął się maraton kobiety po lekarzach placówek sieci. Patrycja twierdzi, że miała robione liczne badania, w tym USG brzucha, gastroskopię, kolonoskopię, USG tkanki podskórnej, badania krwi, moczu i kału, kontaktowała się przy tym z aż 18 lekarzami różnych specjalizacji: gastrologiem, chirurgiem, ginekologiem itp. Nikt nie wiedział, co jej dolega. Na dolegliwości bólowe kobieta dostawała leki na wzdęcia, refluks czy środki przeciwbólowe.
W lutym 2018 ból był już na tyle dokuczliwy, że konieczne było branie zwolnień lekarskich. Patrycja nie mogła siedzieć ani spać.
- W 2018 roku czułam się już tak źle, że zaczęłam wymiotować, bolał mnie kręgosłup, traciłam na wadze w szybkim tempie - opowiada "Gazecie Wyborczej".
Narzekał na ból nóg. Diagnozą był rak
Na prośbę o kolejne badania jedna z lekarek miała powiedzieć, że "badania nie uzdrawiają".
- W dokumentacji medycznej z tej teleporady można przeczytać, iż zarzucono jej wymuszanie skierowania L4. Udzielająca porady pielęgniarka, jak i inni lekarze wydawali się nie dostrzegać faktów, że częstotliwość wizyt oraz brak poprawy przy zastosowanym leczeniu świadczą o silnych dolegliwościach oraz nierozpoznanej chorobie - mówi "Gazecie Wyborczej" mec. Angelika Arter, która reprezentuje Patrycję przez sądem w Krakowie.
Diagnoza: nowotwór
W kwietniu 2018 roku podczas wizyty z badaniem USG kobieta poczuła się tak źle, że zgłosiła się do szpitalnego oddziału ratunkowego, skąd przyjęto ją na oddział. Na miejscu wykonano jej rezonans magnetyczny.
- Okazało się, że mam rozległy naciek w podbrzuszu, obejmujący jelito cienkie i grube, trzon macicy. To był nowotwór złośliwy! Chłoniak nieziarniczy rozlany. Jak to możliwe, że przez niemal rok leczenia w Lux Medzie, tylu konsultacjach, badaniach, nikt nie zauważył tak potężnych, zaawansowanych zmian, nikt mi nie pomógł? - pyta Patrycja.
28-latka za cenę życia musiała zgodzić się na usunięcie macicy z jajnikiem. To było dla niej druzgocące, bo planowała zostać matką. Wraz z partnerem chciała założyć rodzinę.
- Skutek zaniedbań lekarzy placówki Lux Med oraz system panujący w niej w sposób całkowity i nieodwracalny doprowadziły do pokrzyżowania rozwoju pacjentki w aspekcie życia rodzinnego i posiadania przez nią potomstwa. Odebrano jej możliwość spełnienia się w roli matki. Pomimo młodego wieku już nigdy nie będzie mogła urodzić dziecka. Przekłada się to na jej stan psychiczny, odczuwa wykluczenie społeczne, ponadto narażona jest na remisję choroby. Żyje w permanentnym stresie w obawie o nawrót choroby - wylicza mec. Arter.
Wiele miesięcy leczenia sprawiło, że Patrycja wyzdrowiała. Wciąż jednak boi się nawrotu choroby. Jej przypadkiem zajęła się krakowska prokuratura.
- Postępowanie prowadzone jest w sprawie o przestępstwo z art. 160 § 2 kk (narażenie człowieka na niebezpieczeństwo; jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega on karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5) i inne. Do chwili obecnej nie wydano postanowienia o przedstawieniu zarzutów - relacjonuje dla "Gazety Wyborczej" prok. Jacek Para z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Patrycja domaga się zadośćuczynienia. Firma ubezpieczająca wypłaciła jej 5 tysięcy złotych. Lux Med odmówił wypłaty jakiegokolwiek odszkodowania.
- Czy to jest kwota, która rekompensuje stracone zdrowie, nadzieje, marzenia, ból, stres i cierpienie przed i po operacji? - komentuje Patrycja.
Roszczenie kobiety opiewa na kwotę pół miliona złotych.
- Warto zauważyć, że Lux Med naszym zdaniem dopuścił się błędu medycznego, który określa się błędem organizacyjnym. W niniejszej sprawie błąd ten polegał na braku prowadzenia diagnostyki i leczenia u jednego lekarza lub chociaż u możliwie jak najmniejszej liczby lekarzy, co pomogłoby zminimalizować ryzyko nieprawidłowej diagnostyki. Wskazać należy, że opiekę medyczną nad kobietą z placówki Lux Med sprawowało 18 lekarzy. Lekarze ci nie zawsze mieli dostęp do pełnej dokumentacji z prowadzonego leczenia - wyjaśnia mec. Arter.
W krakowskim sądzie okręgowym trwa proces w tej sprawie.
"Władze Lux Medu, pytane przez nas o sprawę, odmówiły jej skomentowania z uwagi na RODO i dane wrażliwe pacjentki. Zaproponowaliśmy im przedłożenie pełnomocnictwa od pacjentki do udzielenia takich informacji, ale na tę wiadomość już nie odpowiedziały" - pisze "Gazeta Wyborcza".
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl