Dominik Woźniak urodził się ze zdeformowaną nóżką. Krótko po narodzinach trafił do tymczasowej rodziny zastępczej. Szczęśliwie, mając 2,5 roku, spotkał na swojej drodze Emilię i Karola Woźniaków – swoich przyszłych rodziców. Para adoptowała chłopca, tworząc kochającą rodzinę.
- Z chwilą, kiedy go pokochaliśmy, wiedzieliśmy, że to rodzicielstwo będzie ogromnym wyzwaniem. Szaleństwo i radość, że mamy siebie, zmieniło się w determinację i upór, żeby Dominik mógł normalnie żyć - mówi pani Emilia.
WIDEO
Dr Szułdrzyński: Możemy zabezpieczyć dzieci przed koronawirusem, jeśli sami się zaszczepimy
Para od początku wiedziała, że życie chłopca nie było i nie będzie łatwe. Jego zdeformowana nóżka jest krótsza o prawie 18 cm, a różnica między kończynami cały czas się powiększa.
Rodzice Dominika postanowili walczyć o jego sprawność i niecały rok po adopcji - chłopiec trafił pod opiekę lekarzy w Paley European Institute. 26 sierpnia odbyła się operacja rekonstrukcji wszystkich trzech stawów w lewej nóżce.
- Z mężem sami byliśmy zaskoczeni, że tak dobrze to zniósł. Później zaczął już samodzielnie chodzić i niestety się przewrócił. Okazało się, że ma pękniętą kość udową. Gips został zdjęty i dopiero teraz efekty operacji są widoczne. Dominik bardzo pięknie się rozwija. Miłość mu służy - mówi pani Emilia.
Zostało pół roku do kolejnej operacji. Lekarz Dominika powiedział, że za 2 lata będzie można wykonać następną operację wydłużania kości. Dr Paley zadecydował, że usunięcie "drutów" z nóżki chłopca odbędzie się dopiero podczas operacji wydłużania kości. Zabieg będzie obejmował wydłużanie kości udowej o 5 cm i kości piszczelowej o 5 cm.Według specjalistów jest szansa, że nóżki chłopca będą równe. Kości będą jednak cieńsze niż u zdrowego dziecka ze względu na wydłużanie. Chłopiec nie ma też kości strzałkowej, a kolanko krótszej nóżki jest na wysokości połowy kości udowej zdrowej, co bardzo utrudnia Dominikowi funkcjonowanie.
- Powiedzieli nam, że nie będzie sportowcem, ale będzie mógł samodzielnie funkcjonować, a to jest najważniejsze - mówi mama chłopca.
Rehabilitacja w pandemii
Jak wspominają rodzice, to była długa i kręta droga, której towarzyszyło wiele łez i chwil zwątpienia. Najpierw zmagali się z niepewnością i lękiem, czy uda się zebrać potrzebne środki, a gdy udało się zakończyć pierwszą zbiórkę, zagościł strach, czy operacja w ogóle się odbędzie. Rodzice nie wiedzieli, jak będzie wyglądało leczenie i rehabilitacja podczas trwającej pandemii.
Zbiórka na leczenie
Teraz rodzina uruchomiła zbiórkę na dalsze leczenie chłopca. Rodzice proszą o pomoc w walce o jego sprawność. Ich sytuacja finansowa nie pozwala na samodzielne pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji, a zdają sobie sprawę, że Dominika czeka jeszcze kilka bardzo bolesnych i kosztownych operacji.
- Pierwszą zbiórkę zaczęliśmy, gdy dostaliśmy kosztorys. Wtedy szło dużo łatwiej. Organizowaliśmy imprezy, dużo osób z zewnątrz nam pomagało, byliśmy na mszy, na której poznaliśmy panią, która pomogła nam to nagłośnić w telewizji. Kolejna zbiórka właśnie trwa, mnóstwo ludzi wpłaca, ale to są znacznie mniejsze kwoty - mówi pani Emilia.
Dominik może liczyć na liczne wsparcie zarówno ze strony rodziny, znajomych, jak również obcych mu osób. Bliscy, próbując zebrać potrzebną kwotę, uruchomili na Facebooku grupę z licytacjami, do której dołączają ludzie z całej Polski.
- Psychicznie jest nam ciężko. Obawiamy się, że bez tej kwoty nie da się go zoperować. Wiadomo, że każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było zdrowe i szczęśliwe - dodaje mama chłopca.
Potrzeba jednak wielu rąk na pokładzie, żeby udało się zebrać potrzebną kwotę. Powodzenie takich zbiórek jest uzależnione od tego, do ilu osób one trafią.